Ukryta nagość

Ukryta nagość
fot. Krzysztof Gwizdała O wschodnim postrzeganiu nagości i intymności.
istotne.pl czador, islam, nagość

W Marrakeszu, w Fezie, a może w Safi, teraz już nie pamiętam gdzie, zobaczyłam po raz pierwszy kobietę w czadorze. Wiem tylko, że było to późne, ciepłe popołudnie. Ulice, parki i place zaczęły wypełniać się kobietami z dziećmi, a w restauracjach rozsiadali się mężczyźni. Zaczynał się wieczór. Pora wyjścia z domu, spotkań z przyjaciółmi i zakupów. Ulicami mediny znów zaczynało płynąć życie wśród zapachów pieczonego na grillu mięsa, smażonych pączków, mięty, pomarańczy i przypraw.

Na którejś z takich właśnie ulic zauważyłam młode małżeństwo. On, z czarną brodą islamisty, w nieskazitelnie białej dżelabie z jedwabiu i w białych skórzanych babuszach na nogach, ona na czarno. Czador osłaniał ją całą, a kwef zakrywał twarz. Na dłoniach miała długie rękawiczki, aby przez nieuwagę nie odsłonił się nawet skrawek ciała.

Szli obok siebie, nie dotykając się, nie trzymając nawet za ręce. Przechodząc przez ulicę mężczyzna wysuwał się naprzód i rozglądał patrząc uważnie, czy nic nie nadjeżdża. Strzegł ją przed niebezpieczeństwem z zewnątrz. Przed tłumem, nierozważnym przechodniem, kobietą z dużymi torbami, która mogłaby ubrudzić jej suknię. Sprawdzał, czy nikt nie przechodzi zbyt blisko.

Obcy mężczyźni z szacunku spuszczali na jej widok wzrok, nie niepokojąc ją natrętnymi spojrzeniami. Zastanawiałam się, co mogą o niej myśleć. O niedostępnej dla ich oczu i ukrytej przed nimi, jak najbardziej drogocenny skarb. Nie mogli zbadać kształtu jej ciała, ani poczuć zapachu skóry, ani nawet pochwycić spojrzenia spod półprzymkniętych skromnie powiek. Nie odgadnięte były dla nich jej myśli, pragnienia i cele. Dlaczego jest taka?

Znikała mi w tłumie, który rozstąpiwszy się przed nią, zaczął wlewać się w wąską uliczkę suku. Żegnając ją w myślach, zazdrościłam bycia tajemnicą.

W kulturze, w której od wieków tak bardzo zwraca się uwagę na okrycie ciała, a zasada ta dotyczy i mężczyzn i kobiet, nagość nie jest tylko przelotną podnietą. Intymność jest zastrzeżona dla najbliższych. To sekret człowieka. Skarb. Opisy rozebranych kobiet w literaturze świata arabskiego są tak magiczne i wysublimowane, bo cielesność łączona jest w nich z transcendentnym doświadczeniem.

Doznania mężczyzn wschodu na widok nagiej kobiety są tak odmienne, że trudno je porównać z zachodnim odbiorem negliżu. Obcowanie z nagim ciałem jest jak wejście w inny wymiar, nieznany świat. Jest odkryciem innej galaktyki. Obcej i niewymownie pięknej.

fot. Grażyna Hanaf

Jedną z najwspanialszych metafor opisujących to doświadczenie odnalazłam w książce Marokańczyka Mohameda Choukri „Le pain nu” (Nagi chleb). W swej autobiografii autor opisuje pewien poranek, gdy jako młody chłopak, postanowił ukraść kilka owoców z figowego gaju.

Gdy jego ręce i kieszenie były pełne dojrzałych fig, zauważył nadchodzącą córkę właściciela sadu – Azizę. Chciał uciec, by nie zostać przyłapanym na kradzieży, ale zaciekawiło go zachowanie dziewczyny. Wyglądała niezwykle dziko. Miała rozpuszczone włosy, a w jej oczach płonęło coś niepokojącego i demonicznego. Zbliżała się do basenu wykopanego w środku sadu rozglądając wokół siebie, jakby ze strachem. Zaintrygowany chłopak został ukryty wśród drzew.

Aziza rozejrzawszy się i upewniwszy, że jest sama, rozwiązała pasek spinający okrycie. „ Jej suknia rozchyliła się, jak skrzydła ptaka, który nadaremnie próbuje poderwać się do lotu”. Przez jedno mgnienie, nim dziewczyna odwróciła się do niego plecami, Mohamed ujrzał olśniewająco biały biust. Ten wykonany przez nią półobrót był bolesną przyjemnością. Owoce wypadły mu z rąk, a jego ciało, zaskoczone nagłym przeżyciem, drżało. Suknia Azizy opadała z jej ciała w oślepiającym blasku wschodzącego słońca, wśród jazgotu i treli rozbudzonych ptaków i przenikliwego ryku osła. Wrzask wdzierał się w mózg podglądacza. Naga Aziza była dla niego jak ogołocona z życia planeta. „Drzewa, które straciły liście, siedziby opuszczone przez ludzi, zwierzęta tracące sierść”. Pustka w nieogarniętej umysłem kosmicznej przestrzeni równała się nagości młodej kobiety. Gdy wchodząc do wody znów odwróciła się ku niemu, jego oczy ujrzały niczym nie osłonięte sutki i czarne runo jej łona. Wyznał: „Całym moim ciałem wstrząsała rozkosz. Byłem tam, szczęśliwy wśród gałęzi fig.” Dziewczyna kapała się, woda opływała jej ciało i była jedyną, która mogła jej dotknąć. Mohamed stał tam, rozpaczliwie podniecony. Jedyny mężczyzna na świecie mogący podziwiać jej nagość.

Czytałam ten opis w małej kafejce w Casablance. Przy stoliku obok przysiadła się para młodych ludzi. Zamówili koktajl owocowy dla niej i kawę dla niego. Ich dłonie objęły naczynia, ale nie zetknęły się ze sobą. Pogrążeni byli w rozmowie. Nachyleni tak blisko, że słowa wdmuchiwali sobie w usta. Nie musnęli się nawet koniuszkiem palców. Pożądanie gęstniało w ciepłym powietrzu. Pomyślałam, że ten dystans między nimi jest niemożliwy do utrzymania i zbyt bolesny. Może dotykają się ukrytymi pod stolikiem stopami? Zerknęłam. Ale i tam zachowali minimalną pustą przestrzeń, okrywającą ich niewinność jak czador.

Grażyna Hanaf