Wyborcze kłopoty wychowanków Domu Dziecka

Wyborcze kłopoty wychowanków Domu Dziecka
fot. B.org Pełnoletni wychowankowie bolesławieckiego Domu Dziecka nie mogą głosować w Bolesławcu. Dowiedzieli się o tym w przykrej sytuacji. Ominęła ich szansa zasiadania w miejskiej komisji wyborczej.
istotne.pl wybory, dom dziecka, problem

Umieszczenie czwórki dorosłych wychowanków Domu Dziecka w komisjach wyborczych było inicjatywą Przemysława Moszczyńskiego (Ruch Poparcia Palikota). Kandydat na posła mógł obsadzić wybranymi przez siebie osobami 205 komisji w czterech powiatach.

– Chciałem dać taką szansę wychowankom Domu Dziecka – mówi Przemysław Moszczyński. – Uznałem, że będzie to dobry start w ich dorosłe, obywatelskie życie. Takie uczestniczenie w wyborach mogłoby ich przychylniej nastawić do demokracji i państwa. Młodzi ludzie mogliby też otrzymać za taką pracę wynagrodzenie przysługujące członkom komisji, co byłoby dodatkowym atutem – dodaje.

– Poinformowała nas o tym pani pedagog – mówi Ewelina z Domu Dziecka. – Bardzo się ucieszyłam, powiedziałam, że to byłby dla mnie zaszczyt.

Trzech chłopców i jedna dziewczyna z wielkim entuzjazmem przyjęli tę propozycję. Należało tylko spełnić formalności.

Przemysław Moszczyński sprawdził dowody młodych ludzi oraz ich dane. Stwierdził, że wszystko jest prawidłowo. Cała czwórka miała w dowodach wpisaną ulicę Kubika w Bolesławcu. Wszyscy zostali zgłoszeni w komisji wyborczej. Moszczyński był pewien, że zrobił dobry, obywatelski uczynek i wszystko jest załatwione.

W czwartek rano, cztery dni przed wyborami, kandydat dostał telefon od jednego z wychowanków. Chłopak dzwonił rozczarowany, że nikt go do tej pory nie poinformował, gdzie ma się udać i czy w ogóle zasiądzie w komisji.

– Sprawdziłem to. Byłem bardzo zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że wybrane przez mnie osoby nie widnieją na listach wyborczych w Bolesławcu i nie mają prawa do głosowania w mieście – opowiada Moszczyński. – Zostali odrzuceni, bo nie spełnili wymogów formalnych. Zameldowanie w dowodach było tymczasowe. Postanowiłem się dowiedzieć, kto jest winny i odnaleźć tę osobę.

W Domu Dziecka kandydat spotkał się z pedagożką Bogusławą Wolak. – Pan Moszczyński dwukrotnie mnie w ten czwartek odwiedził – mówi Bogusława Wolak. – Wyjaśniłam mu, że dzieci na stałe zameldowane są w ościennych gminach. Mogą tam głosować i tam zasiadać w komisjach wyborczych. Nieporozumienie i cały problem wyniknął stąd, że nie dostałam żadnej informacji zwrotnej, że nasi wychowankowie nie zostali zakwalifikowani przez komisję w Bolesławcu – dodaje.

W końcu tylko jednej osobie z czterech udało się zasiąść w komisji. Przemysław Moszczyński czuje się odpowiedzialny za zaangażowanie młodych ludzi w akcję, która się nie udała. Zawiodło kilka rzeczy, ale przede wszystkim zabrakło wiedzy o własnych prawach wyborczych.

Pozostają pytania o to, kto powinien zadbać o uświadomienie młodych wychowanków Domu Dziecka i poinformowanie ich, gdzie mogą brać udział w pierwszym w ich życiu głosowaniu i czy przekazywanie takiej wiedzy jest dla kogoś ważne?

(informacja: Grażyna Hanaf)