Kto rządzi w Bolesławcu? Mężczyźni czy kobiety?

Kto rządzi w Bolesławcu? Mężczyźni czy kobiety?
fot. Krzysztof Gwizdała Zaproszone przez portal i gazetę IstotneInformacje.pl panie rozmawiają o wprowadzeniu obowiązku 50-procentowej obecności kobiet na listach wyborczych.
istotne.pl kobieta, parytet, władza

Podczas tegorocznego Kongresu Kobiet, spotkania w Warszawie, na które zjechały kobiety z całej Polski, jednym z głównych postulatów było wprowadzenie do ordynacji wyborczej systemu parytetowego, czyli obowiązkowej 50-procentowej obecność kobiet na listach wyborczych oraz naprzemiennego umieszczania na nich kobiet i mężczyzn.

W Polsce trwa dyskusja, czy takie rozwiązanie jest dobre dla kobiet, czy będą chciały brać udział w życiu politycznym. Czy nadają się na dobrych polityków. I czy nie będzie to w konsekwencji dyskryminacją mężczyzn.

O parytecie rozmawiały:

  • Jadwiga Bobek – społeczniczka, prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci i radna Rady Powiatu
  • Danuta Maślicka – radna pierwszej kadencji Rady Miasta, jedna z założycielek telewizji lokalnej w mieście, założycielka bolesławieckiej „Solidarności nauczycielskiej” w 1980 roku.
  • Ewa Ołenicz-Bernacka – radna Rady Miasta, nauczycielka w Gimnazjum Samorządowym nr 2.
  • Majka Nowak – rzeczniczka prasowa Starostwa w Bolesławcu.
Majka Nowak, Jadwiga Bobek, Danuta Maślicka i Ewa Ołenicz-BernackaMajka Nowak, Jadwiga Bobek, Danuta Maślicka i Ewa Ołenicz-Bernackafot. Krzysztof Gwizdała

Grażyna Hanaf: System parytetowy w ordynacji wyborczej wzbudza kontrowersje. Potocznie uważa się, że chodzi o wprowadzenie na siłę kobiet do sejmu, parlamentu i rad samorządowych. Mężczyźni wypowiadają się najczęściej w następujący sposób: „Bardzo lubimy kobiety. Ale czy to oznacza, że na siłę będzie się je wpychać do rządzenia?”. Obowiązkowa połowa kobiet na listach wyborczych nie musi wcale oznaczać ich obecności ani w sejmie ani w radach miasta i powiatu. Rozmawiając o systemie parytetowym wchodzimy jednak na grząski grunt sprawowania władzy. Dlatego zacznijmy rozmowę pytaniem: Kto rządzi w Bolesławcu? Kobiety czy mężczyźni?

Danuta Maślicka: To pytanie retoryczne…

Jadwiga Bobek: Chyba nikt nie ma wątpliwości, że pan prezydent jest mężczyzną… Chyba, że mamy wątpliwości…

Majka Nowak: …a jeśli ktoś je ma, to ich oficjalnie nie wygłosi.

Jadwiga Bobek: Jeśli pytamy się o miasto, to należy powiedzieć, że najważniejszą osobą w Radzie Miasta jest kobieta. Przewodnicząca Rady Miasta.

Ewa Ołenicz-Bernacka: I prawdopodobnie niektórzy mężczyźni się jej boją.

Pani przewodnicząca była otwarta na nasze spotkanie i mamy nadzieję ją gościć przy okazji poruszania innych tematów. Ale kto rządzi tak naprawdę? Rada Miasta na 21 radnych, wśród nich są tylko 4 kobiety. Rada Powiatu 5 kobiet i ta sama liczba radnych.

Danuta Maślicka: Arytmetyka jest odpowiedzią.

Jak to jest współrządzić z mężczyznami, którzy są w przewadze?

Jadwiga Bobek: Ja nie uważam, że kontakt z mężczyznami jest zły. Nie mam problemów z dogadywaniem się, czy wymuszaniem, można tak powiedzieć, swoich racji, czy dostosowania się do mojej prośby.

Jak jest w mieście?

Ewa Ołenicz-Bernacka: Na pewno pozycja przewodniczącej w Radzie jest bardzo wysoka. Przewodnicząca jest silną osobowością. Szanowana jest w sposób niewymuszony. Wielokrotnie powtarza, że broni interesów wszystkich radnych. I nawet jak jej się czasem niechcący zdarzy wplątać w spory polityczne, to reflektuje się i próbuje tak po babsku łagodzić sprawę. Nawet ostatnio była sytuacja, kiedy jeden radny zaatakował drugiego. Radni czują do siebie animozje. Przewodnicząca broniła obiektywnie pokrzywdzonego.

Majka Nowak: To nie jest kwestia płci, uważam, że to styl pracy. Tak samo można powiedzieć o mężczyźnie, przewodniczącym Rady Powiatu, który podkreśla, że jest zdecydowany, obiektywny itd. itd. Odpowiadając na pytanie, kto rządzi w powiecie, to jednak są to mężczyźni. Dokładnie trzech mężczyzn.

Mam pytanie do Danuty Maślickiej. Kto, według pani, wywalczył obecną demokrację, po 1989 roku. Kobiety czy mężczyźni?

Danuta Maślicka: Głośniej jest na pewno o panach. Nie mówi się o roli kobiet. Ja nawet kiedyś o tym gdzieś wspominałam. Jest taka książka „Szminka na sztandarze” (autorstwa Ewy Kondratowicz), która pokazuje rolę kobiet w czasach Solidarności i stanu wojennego. Ta rola jest po prostu niedoceniona. Bo dzięki temu, co robiły kobiety, mogli zaistnieć panowie.

Po 1989 roku mieliśmy więcej kobiet w polityce. Józef Burniak przypominał nam, że w I kadencji w Radzie Miasta było 11 kobiet. Potem ta liczba malała.

Ewa Ołenicz-Bernacka: To może nie być odbicie nastrojów społecznych, ale sposobu myślenia i podchodzenia do różnych kwestii. Podpytywałam męża, jak to jest z tym parytetem. Według niego jest ważny i że bez jego wprowadzenia nie byłoby mowy o prawdziwej demokracji i prawdziwej równości.
U nas historycznie stało się tak trochę odwrotnie. Przez czasy tzw. komuny obowiązywał mit kobiety traktorzystki, która budowała dom z kielnią i wypracowywała normy. Dzięki temu systemowi zrównano ją z mężczyzną. Czy nie nastąpił teraz odwrotny stereotyp i nie zaczęłyśmy uciekać od tej kobiety czynu? Może same kobiety wycofały się z polityki do swoich tradycyjnych ról?

Jadwiga Bobek: Kobiety uznały, że nie muszą już walczyć.

Danuta Maślicka: Tutaj zadziałał stereotyp dziejowy. W czasach walki, powstań o kobietach mówiło się bardzo wiele. One walczyły, one wspierały, były ofiarne. Później uznały, że mogą się wycofać, bo najważniejszy jest dom i rodzina. To mój przypadek. Z Solidarności dostałam propozycję kandydowania do sejmu. Było to kuszące. Wiedziałam, że mam szansę na sukces, ale podjęłam decyzję. Zostałam w domu dla syna i męża. Jestem też przykładem kobiety, dla której inne wartości były ważniejsze od uprawiania polityki.
Wyobraźcie sobie, jesteśmy na jakimś zebraniu (partyjnym czy stowarzyszenia). Kto wychodzi najszybciej? Kobiety. Dlaczego? Tutaj się kłania wychowanie. My źle wychowujemy synów. Chłopcy od najmłodszych lat nie są przyzwyczajani do domowych obowiązków. Takie obowiązki mają dziewczynki. Mężczyźni nie mają domowych obowiązków, więc mogą zostać na zebraniu. Jeśli zabraknie pani w domu, wiadomo, zaczyna się chaos. Polki mają tak ogromne poczucie obowiązku, że same są sobie winne. Panie myślą, że bez nich dom się zawali, dziecko nie odrobi lekcji itd.

Majka Nowak: To nie jest kwestia 1989 roku czy czasów komunizmu. To jest kwestia wbudowana w naszą kulturę i cywilizację. Zmiany obyczajowe powinny zachodzić drogą ewolucji, a nie rewolucji. Parytety można porównać z gospodarką. Mieliśmy już gospodarki, które sztucznie i na siłę chciano ulepszać. To się nie udało. W gospodarce działa stymulacja, wprowadzanie ulg, niższych podatków. Tak samo powinno być z podejściem do roli kobiety w polityce. To się powinno powoli zmieniać. Powinnyśmy czuć, że mamy coraz większą siłę, jako kobiety. Ale potrzebujemy do tego stymulacji. Tak jak gospodarce potrzebne są niższe podatki, tak kobietom żłobki i dodatki do opieki nad dziećmi.

Czy nie tego właśnie mogłaby dokonać kobieta w rządzie?

Ewa Ołenicz-Bernacka: Chodzi o system, który powinno się wypracować. Tego nie powinny robić tylko kobiety.

Majka Nowak: Ale dotychczas mężczyźni takiego systemu nie wypracowali.

Danuta Maślicka: Jeśli mężczyzna będzie miał pełną świadomość, że rodzina w takiej samej mierze zależy od niego, jak i od żony, to wtedy on też będzie zainteresowany wprowadzeniem zmian prorodzinnych.

Jadwiga Bobek: Kobieta ma bardzo dużo do powiedzenia w domu. Mężowi się tylko zdaje, że on jest najważniejszy. My wychowujemy dzieci, my wszystko robimy w domu, by było ciepło i miło. Dzieci lgną do ciepłej mamy, która jest w domu.

Danuta Maślicka: Skończyłam książkę „Harmonia caelestis” Peter Esterhazy’ego. Pod koniec powieści poświęca on dużą uwagę ojcu i pisze, że na mamę, która była zawsze dla nich, nie zwracali szczególnej uwagi. To ojciec był ważny, bo jego musieli zdobywać. To daje do myślenia.

Ewa Ołenicz-Bernacka: Ja wracam do kobiety z kielnią. To jest ważne jak kobiety były traktowane w kolejnych epokach. Oprócz wychowania w środowisku rodzinnym, losy państwa decydują o podejściu do pewnych kwestii. Etap PRLu ma duże znaczenie. Programowe równanie obróciło się przeciwko kobietom. System traktował kobietę przedmiotowo i nie poprawiał relacji między mężczyznami a kobietami. Wręcz przeciwnie – on je popsuł.

Czy w takim razie dla kobiet udział w polityce jest czymś dobrym czy złym? Powinny brać udział w polityce, czy zostać w domu?

Ewa Ołenicz-Bernacka: Ich udział w polityce jest bardzo dobry.

Jadwiga Bobek: Zacznę od tego, że ja nie jestem feministką. Uważam, ze mężczyzna jest wspaniałym partnerem do rozmowy, a my jako kobiety w Radzie łagodzimy obyczaje. Wyciszamy mężczyzn. Gdyby byli sami, leciałyby non stop brzydkie słowa.

Danuta Maślicka: A ja uważam, że kobiety są bardziej rzeczowe, konkretne i merytoryczne. Pamiętam z czasów mojej obecności w Radzie, że panie były, z reguły, przygotowane lepiej do wypowiedzi. Chciały po pierwsze, by sprawa była dobrze przedstawiona, a po drugie, wiedziały, że jak źle się przygotują, to mężczyźni je wypunktują.

W powszechnej opinii polityk jest źle postrzegany. Czy udział kobiet w polityce będzie niekorzystny dla wizerunku kobiety?

Danuta Maślicka: Pamiętam jak wicemarszałkiem była Olga Krzyżanowska. Nie przypominam sobie sytuacji, żeby były jakieś nieparlamentarne teksty. Ona umiała elegancko przewodzić. Potem wtargnęło chamstwo i nie było kontry. Kiedy mamy do czynienia z kobietami, media nie pokazują wypowiedzi kobiet rozsądnych i eleganckich, tylko Begerowe albo Sochy.

Jadwiga Bobek: Kobieta powinna pozostać kobietą, a mężczyźni powinni lepiej się przy nas zachowywać.

Majka Nowak: Ja mam inne zdanie. Uważam, że są kobiety równie dosadne jak mężczyźni, a bywają też chamskie. Mnie nie podoba się, kiedy kobieta przejmuje męski sposób patrzenia na kobiety. Mówi, że kobieta powinna lub nie powinna czegoś robić. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że paniom kulturowo przypisane jest godzenie mężczyzn, macierzyństwo itp. Ja też potrafię przeklinać i się kłócić.

Danuta Maślicka: Tak jak mężczyźni potrafią się powstrzymać od niekulturalnych zachowań. Im to też nie jest przypisane.

Ewa Ołenicz-Bernacka: Najlepszym przykładem jest przewodnicząca, która słynęła w Bolesławcu z przeklinania. Trzeci rok Rada obraduje pod jej przewodnictwem. I nic. Nie przeklęła ani razu. Kolega Burniak uwielbiał ją podkręcać i był w tym mistrzem. Wszyscy wtedy czekali, spijali z jej ust każde słowo, a ona była kulturalna do końca.

A może dlatego kobiety się wycofują, bo tak zostały wychowane, że należy się wycofać, kiedy trwa walka? Bo kobiecie nie wypada... A może kobiety nie umieją walczyć?

Majka Nowak: Nie, w to nie uwierzę, że nie umieją. W to nikt nie uwierzy.

Ewa Ołenicz-Bernacka: Kobiety też potrafią być bezwzględne.

Majka Nowak: Uważam, że kłótnia o parytety skończy się tak naprawdę sporem o styl polityki. Kobietom jest przypisany styl macierzyński, łagodzenie panów, a mężczyznom ten waleczny,

Czyli co? Koniec z polityką jąder, czas na politykę jajników?

Majka Nowak: Polityka tak naprawdę powinna się zmienić. Może parytet się do tego przyczyni? Zmiany powinny zajść w nas samych. W mężczyznach, którzy na nas patrzą i w kobietach, w ich myśleniu o sobie. Na pewno są kobiety, które się odnajdą w świecie męskiej polityki. Ale są i takie, które chciałyby uprawiać politykę macierzyńską. To jest kwestia tego, by znaleźć dla nich miejsce, bo być może to właśnie one doprowadzą do tego, że zostanie wypracowany dobry dla kobiet system opieki nad dziećmi i pomocy samotnym matkom.

Danuta Maślicka: My sobie same szkodzimy twierdząc, że nie interesujemy się polityką. Dla mnie temat polityki jest jednym z najatrakcyjniejszych. Ale panie pierwsze protestują, kiedy zaczyna się polityczny temat w towarzystwie. Tak tworzy się stereotyp kobiety, która nie interesuje się polityką. Gorzej, nie zna się na niej.

Czy to znaczy, że kobieta boi się być wyśmiana jako polityk?

Majka Nowak: Łatwiej się obśmiewa głupotę kobiet niż głupotę mężczyzny. Choć wśród polityków mężczyzn bywają i głupi i dziwni. Ale kobieta dodatkowo może nie być ładna. A dziś powinno się wpisywać w CV „uroda”, obok umiejętności językowych i prawa jazdy kategorii B. To głównie uderza w kobiety, które są postrzegane przez pryzmat urody.

Danuta Maślicka: W ostatnich Wysokich Obcasach są zdjęcia pań naukowczyń. Zamiast na tle książek, czy komputera, jakby to zrobiono z mężczyznami, one są pokazywane w negliżu z erotycznym wabikiem.

To może panowie politycy zwyczajnie boją się większego udziału kobiet, z powodu ich urody i jej oddziaływania na mężczyzn. Jedna dziewczyna się negliżuje, by odwrócić uwagę kolegi oponenta, a trzy koleżanki z klubu partyjnego forsują budowę żłobka w mieście?

Danuta Maślicka: I tu chyba mamy sedno. Mężczyźni się tego boją.

A zatem, jakie jest stanowisko pań na temat wprowadzenia systemu parytetowego do ordynacji wyborczej?

Majka Nowak: Ja bym wprowadziła system parytetowy, żeby się przekonać, jak się sprawdzi.

Ewa Ołenicz-Bernacka: My mówimy z punktu widzenia osób, które rozumieją tę kwestię. Też jestem za. Uważam, że parytet byłby sposobem wskazania społeczeństwu, co jest ważne.

Danuta Maślicka: Odpowiadając na to pytanie posłużyłabym się następującym porównaniem. W szwedzkich przedszkolach jest parytet płci. Zatrudnia się tam 50 procent mężczyzn i kobiet, by pierwiastek żeński i męski w równym stopniu oddziaływał na dziecko. To bardzo dobry pomysł.

Jadwiga Bobek: Ja się wstrzymuję od głosu. A jeżeli już, to zaczęłabym od przedszkola, a nawet od żłobka.

Grażyna Hanaf: Dziękując za rozmowę, zapraszam panie i wszystkie inne chętne kobiety do następnej rozmowy na temat wizerunku polityka w mediach.


Panie były gośćmi kawiarenki Vinci w parku Waryńskiego. Dziękujemy za udostępnienie nam tego kameralnego wnętrza, zaaranżowanego z wielkim smakiem i pod egidą Leonarda da Vinci. Polecamy kawiarenkę wszystkim, którzy szukają miejsca oryginalnego, gdzie można wraz z przyjaciółmi doskonale spędzić czas. Vinci to idealny lokal na organizowanie imprez w gronie znajomych. Zapraszamy też w imieniu właścicielki na chilloutowe piątki.