Gdy spadnie śnieg, wielu mieszkańców zadaje to samo pytanie: dlaczego drogi nie są od razu odśnieżone, a jezdnia nie przypomina czarnego asfaltu? Jak spontanicznie wyjaśnia na swoim profilu w mediach społecznościowych Mariusz Lickiewicz, były strażak, działacz społeczny i przez 10 lat pracownik Zarządu Dróg Powiatowych, odpowiedź wcale nie jest prosta i nie sprowadza się do „złej woli drogowców”.

Kluczową rolę odgrywają kategorie dróg i standardy ich zimowego utrzymania. W Polsce drogi publiczne dzielą się na kilka kategorii – od autostrad i dróg ekspresowych, przez krajowe, wojewódzkie i powiatowe, aż po gminne. Każda z nich ma przypisany określony standard zimowego utrzymania.

Najwyższy, I standard, dotyczy autostrad i dróg ekspresowych. Oznacza to możliwie najszybszą reakcję służb, choć – jak podkreśla ekspert – nawet tutaj „natychmiast” nie oznacza cudów. Pługopiaskarki to ciężkie pojazdy, które poruszają się z prędkością 30–50 km/h, a nie śmigłowce.

Standardy II i III, obejmujące drogi krajowe i wojewódzkie, dopuszczają już pewne opóźnienia, a co ważne – nie zawsze wymagają pełnego oczyszczenia jezdni do czarnego asfaltu. Jeszcze inaczej wygląda sytuacja na drogach objętych standardami IV–VI, czyli głównie powiatowych i gminnych. Tu reakcja służb może nastąpić nawet do trzech godzin po ustaniu opadów, a zamiast odśnieżania często przewidziane jest jedynie uszorstnienie nawierzchni piaskiem lub mieszanką piaskowo-solną.

Co więcej, istnieją także drogi publiczne wyłączone z zimowego utrzymania – na przykład gruntowe trakty prowadzące przez pola, gdzie odśnieżanie byłoby niecelowe i nieuzasadnione.

– To nie jest tak, że wraz z pierwszym płatkiem śniegu na drogi wyjeżdżają setki pługopiaskarek. I nigdy tak nie będzie – tłumaczy Mariusz Lickiewicz. – Decydują o tym koszty, dynamika pogody i obowiązujące standardy. Żadnego samorządu nie byłoby stać na to, by na każde 10 kilometrów drogi przypisać jeden pojazd odśnieżający.

Specjalista zwraca też uwagę na roszczeniowość społeczną. Wielu kierowców oczekuje idealnych warunków pod własnym domem w ciągu kilkudziesięciu minut, nie zdając sobie sprawy z zasad funkcjonowania zimowego utrzymania dróg. Tymczasem śliska nawierzchnia nie jest „winą” wójta, burmistrza czy starosty, lecz efektem realiów systemu i ograniczeń finansowych.

Na koniec warto pamiętać jeszcze o jednym: drogi niepubliczne – osiedlowe, wewnętrzne czy należące do deweloperów, spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych – nie są utrzymywane przez samorządy. Tam odpowiedzialność za zimowe porządki spoczywa na zarządcach terenu.

Zanim więc następnym razem padnie pytanie „dlaczego nikt tego nie odśnieżył?”, warto wiedzieć, że odpowiedź często kryje się w tabelach standardów, a nie w zaniedbaniach służb.


Mariusz Lickiewicz – były strażak, działacz społeczny i doświadczony praktyk w zakresie funkcjonowania służb publicznych. Przez 10 lat związany z Zarządem Dróg Powiatowych w Bolesławcu, gdzie zajmował się zagadnieniami dotyczącymi utrzymania infrastruktury drogowej, w tym zimowego utrzymania dróg. Znany z zaangażowania w sprawy lokalne oraz popularyzowania kolarstwa (organizatorem jednego z najtrudniejszych w Polsce ultramaratonow rowerowych). Był także współorganizatorem „Gliniady”.