18 grudnia 2025 roku czytelnik napisał do nas rozgoryczony, że lekarze podczas wizyt wskazał mu konkretny termin kolejnej wizyty, ale niespójny system rejestracji w powiatowym szpitalu nie pozwolił na jej umówienie.
– Zadzwoniłem do rejestracji przychodni przyszpitalnej, by ustalić godzinę wizyty u diabetologa w terminie wyznaczonym mi przez lekarza i tu natrafiłem na problem – skarżył się pacjent. – Brak miejsca w tym terminie. W rejestracji zaproponowano mi wizytę dopiero pod koniec lutego. Chodzę do tej przychodni od około 3 lat i nigdy wcześniej nie zdarzyło się coś takiego. Zastanawiam się, kto zawinił: pan doktor, rejestracja czy może nastąpił błąd komunikacyjny między przychodnią a rejestracją? Zdenerwowałem się tak, że wzrósł mi cukier i ciśnienie i nie ustaliliśmy terminu. Będę dalej wyjaśniać, dlaczego termin ustalony przez lekarza jest ignorowany – obiecuje czytelnik.
W odpowiedzi szpitala św. Łukasza czytamy, że ostateczne terminy wizyt są uzależnione od grafiku poradni, liczby dostępnych miejsc oraz kolejki pacjentów, a zaproponowanie terminu przez lekarza podczas wizyty nie zawsze oznacza automatyczną rezerwację w systemie. Zdarza się, że termin wymaga jeszcze potwierdzenia przez rejestrację lub wpisania go do harmonogramu, a w międzyczasie miejsca mogą zostać zajęte.
Sytuację tę można porównać do wizyty w restauracji, w której szef kuchni, wychodząc do gościa, zaprasza go na kolację w najbliższy piątek. Jednak gdy gość przychodzi na miejsce, okazuje się, że recepcjonista prowadzący główną księgę rezerwacji nie wiedział o tej rozmowie i zdążył już wynająć wszystkie stoliki komuś innemu.