Taniec brzucha dla Jezusa, a dziesięcina na Kościół. Festyn parafialny w Bolesławcu

Taniec brzucha dla Jezusa, a dziesięcina na Kościół. Festyn parafialny w Bolesławcu
fot. czytelnik W parafii przy ulicy Orzeszkowej w Bolesławcu przygotowano w sobotę wielki festyn po dwóch latach nieobecności z powodu pandemii. Organizatorem był miejski radny Łukasz Molak. Zbierano pieniądze na kościół w najtrudniejszym czasie, kiedy we wszystkich uderzają podwyżki i inflacja. By to zbieranie datków umilić, zaproszono na scenę tancerki brzucha.
istotne.pl 86 festyn, kościół

Wielki festyn parafialny przy Orzeszkowej sfinansowali ludzie. Ofiarowali fanty, upiekli ciasta, wystąpili na scenie i za wszystko zapłacili oglądając arabski taniec płodności, który w Hollywood filmowcy zamienili w taniec erotyczny, a lewacka Europa uważa go za wyraz wyzwolenia i samoakceptacji kobiet. Na to wszystko z obrazu na scenie patrzył Jezus.

Zbieranie pieniędzy na kościół od parafian jest w Polsce coraz trudniejsze. Przede wszystkim ludzie ledwie dyszą przy inflacji i po podwyżkach prądu, gazu i paliw. Dlatego kościół tak złączył się z partią rządzącą. Łatwiej jest dostać pieniądze od państwa i jest to pewna kasa, a obywatele nie mogą zaprotestować.

Zaciągnięcie dziesięciny od ludzi na kościół w XXI wieku jest jednak wyczynem, za który należą się wielkie brawa. Temu służy właśnie festyn. W całości sfinansowany przez parafian i darczyńców. Na festynie pieniądze wydają ci sami parafianie. Wszystko idzie do kieszeni wiadomo kogo... (ma być na kościół).

Radny Molak ma za zasługi popularność, głos na wyborach i chyba szanse na wakat w państwowej spółce. Mieliśmy już takiego radnego, który wyrósł na wspieraniu kościoła przy placu Zamkowym. Śledziliśmy jego proces o znęcanie się nad pracownicą. Radny Molak na razie tylko utrzymuje się na powierzchni jako satelita PiS, bo bolesławianie od kilkunastu lat nie chcieli być tak impulsywni, by zmienić prezydenta na klubowego znajomego radnego.

Kiedy czytelnik wysłał nam zdjęcie z festynu parafialnego i zapytał, czy taniec brzucha to nie jest przypadkiem taniec arabski, i zasugerował, że jakoś ten arabski taniec nie współgra z Jezusem na obrazie, który powieszono na scenie, możemy odpowiedzieć mu, że tu nie o to chodzi. Możemy jednak pogratulować spostrzegawczości. Parafian trzeba było czymś przyciągnąć, by byli hojni i by w jakiś sposób wyrównali straty, jakie pandemia i zamykanie kościołów przyniosły księżom. Trzeba przecież za coś żyć i do samochodu za coś nalać. A czytanie jednej księgi, nawet świętej, i powtarzanie formuł i rytuałów siedem dni w miesiącu nie jest samo w sobie produktywne. Nawet wróżki biorą opłatę za postawienie tarota czy spojrzenie w szklaną kulę.

Fanty, jedzenie i atrakcyjne tancerki, wiadomo, ściągną tłumy, a z tłumem portfele. To, że taniec brzucha stereotypowo postrzegany jest jako taniec erotyczny, który ma rozpalać zmysły i żadnemu heteroseksualnemu mężczyźnie nie trzeba tego udowadniać, to się jakoś przełknie. Byle Jezusowi nie włożono w ręce sześciokolorowej flagi. Bo akurat w obraz tej flagi systematyczną pracą Kościół w Polsce włożył wszystko to, co jest obecne w tańcu erotycznym kobiet z nagim brzuchem: nieskrępowaną seksualność, zmysłowość i zachwyt ciałem drugiego człowieka. Jednak wrogość i pogardę dla tęczowej flagi wdrukował Kościół swym wiernym po to, by stworzyć sobie alternatywę zaciągania dziesięciny. Jak już wierni nie będą chcieli płacić na Kościół chodząc na wielkie festyny, to może zapłacą, by ich bronić od tęczowej zarazy.