No, nie jestem zawiedziony, jest argument, na który czekałem. Jest źle, bo jest kryzys. Doskonałe wytłumaczenie. Powiedz mi tylko dlaczego złotówka tak bardzo się osłabiła. Kryzys jest ogólnoświatowy, a my ponoć jako jeden z niewielu krajów uniknęliśmy recesji, więc nasza waluta powinna się tylko i wyłącznie umocnić. A jednak jej wartość spadła, przed kryzysem za euro płaciliśmy 3, 20 PLN, a za dolara 2 PLN. Dzisiaj płacimy niemal 4, 50 za euro i 3, 40 za dolara. A to przecież strefa euro i USA najbardziej ucierpiały podczas zapaści. Chyba coś tu jest nie tak i chyba Jedyna Słuszna Partia i jej nieudolny rząd nie za bardzo poradziły sobie z kryzysem. Wzrost cen także wynika ze słabej złotówki, bo większość dóbr, zwłaszcza tych luksusowych pochodzi z importu - dlatego więcej musimy płacić za samochody, elektronikę czy zagraniczne ciuchy. No, ale co ja tam wiem, jestem przecież tylko "pisowym demagogiem i sekciarzem pisowym" (piękne powtórzenia, nie było polskiego w szkole? ), mało rozumiem i używam argumentów znajdujących zrozumienie tylko u głupków. Szkoda tylko, że poza słowem "kryzys" i porównaniami do Hitlera nie masz nic więcej do powiedzenia, podczas, gdy ja dokładnie wytłumaczyłem o co w tym wszystkim chodzi. Nie powiesz mi chyba, że złotówka straciła w stosunku do dolara i euro na wartości, bo padł jeden z największych amerykańskich banków i Grecy zaczęli bankrutować. To jest wina tylko i wyłącznie rządu. Być może nie mam racji, to ocenią już historycy za kilka pokoleń. Być może PiS też nie dałby sobie z tym rady - spekuluję, że byłoby lepiej tylko na bazie tego, że za jego rządów złotówka się umacniała, a ceny były stabilne (niektóre produkty nawet taniały). Mogę za to z całą pewnością stwierdzić, że w odróżnieniu od Ciebie umiem uszanować cudze zdanie i nie wyzywam ludzi podczas dyskusji. Co więcej - wszystko, co tu napisałem oparłem na faktach, a to właśnie przez Ciebie przemawia demagogia. Dlatego jeśli masz się tak wypowiadać, to lepiej zamilcz. Aha - i jeszcze jedno! Nie wiem co ma do tego wiara. Roztrząsam tu tylko i wyłącznie kwestię gospodarki, więc to czy jestem ateistą, buddystą, katolikiem czy muzułmaninem nie ma NAJMNIEJSZEGO znaczenia. No, ale jak się nie ma co mówić, to mówi się co popadnie, nawet jeśli to nic nie wnosi do tematu. Zapamiętaj! Obrażając osobę, z którą dyskutujesz dyskredytujesz tylko i wyłącznie siebie. Życzę powodzenia i szczęśliwego nowego roku.