Boże drogi, nie ma co się oburzać, pani Lijewska chciała dobrze, a że nie potrafi - to zrzyna. Tak się nauczyła, widać inaczej nie potrafi już inaczej. Podpatruje i "adaptuje do swoich potrzeb".
Ostatnimi dniami prasa była upstrzona artykułami opisującymi, jak to maturzyści za pomocą mikrosłuchawek, pętli indukcyjnych i komórek ustawionych na automatyczne odbieranie, pomagali sobie przy pisaniu matury. Parę lat we Wrocławiu trwał skandal z rektorem Akademii Medycznej, Andrzejakiem, który zerżnął swoją pracę habilitacyjną, a złapany za rękę, przez kilka lat dowodził, że to nie jego ręka.
W dzisiejszej Gazecie jest artykuł, ze zdjęciami, jak to polskie firmy odzieżowe kradną pomysły, wzory graficzne, zdjęcia z internetu i wykorzystują jako wzory desajnerskie na swoich koszulkach - i też twierdzą, że to nie ich ręka.
Pani Lijewska nie wysilała się, jak widać, intelektualnie, a może się jednak wysilała, tylko, że zadanie było ponad Jej miarę, jedyne co wymyśliła to - zerżnąć, i zerżnęła, jak ci maturzyści jak Andrzejak, jak...
Kiedyś jeden taki, co to mu po latach mózg zlasowało, w swoim kabarecie mawiał; -' już dziecko w szkole podstawowej wie, że jak zrzynać, to od lepszego. ".
Zrzynać można, a nawet trzeba, od lepszych, ale w innych dziedzinach. Dobrze byłoby, jakby tak Roman podpatrzył i zerżnął od lepszych, jak się zarządza finansami, jak kształtuje się przestrzeń publiczną, jakie i gdzie buduje się ścieżki rowerowe, jakie i gdzie stawia się akwaparki, na czym polega neutralność światopoglądowa władzy publicznej itd.
Natomiast zrzynanie w dziedzinach naukowych, artystycznych, a owa ścieżka sław to nic innego, jak forma pewnej ekspresji artystycznej, nie praktyczna, a czysto artystyczna forma, to już jest to zwykłe prostactwo, chamstwo i małość. Pani Lijewska skopiowała, nie wymyśliła nic nowego, uhonorowała artystów " sztucznymi kwiatami, wręczyła medale z tombaku" - podróbkami, podpatrzonymi, zerżniętymi i "zaadaptowanymi".
Żałość!