Po naszym artykule „Sieć powiązań w bolesławieckim stowarzyszeniu. Za czyje pieniądze prezes jeździ za granicę?Piotr RomanKrzysztof Hewak długo się tłumaczyli na grudniowej sesji Rady Miasta. Prezydent Piotr Roman często przerywał prezesowi Hewakowi, który opowiadał radnym o finansach i swoich zarobkach oraz o wystawach przygotowanych przez Stowarzyszenie.

Bezsenność Krzysztofa Hewaka

Piotr Roman był niezwykle zaangażowany w wyjaśnienia Hewaka i podchodził do nich emocjonalnie. Wyjawił nawet kłopoty z bezsennością swojego podwładnego.

– Nie zgadzam się na to, by za taką działalność pan Krzysztof Hewak nie mógł spać po nocy, to jest nieprawdopodobne, to uderzenie w podstawy funkcjonowania naszego miasta – uniósł się na sesji Piotr Roman. – I dopóki ja tu będę prezydentem, nie będę skąpił na działalność międzynarodową. Tym bardziej na działalność w sferze produkcji ceramiki, która stanowi markę miasta i markę Polski – dodał oburzony.

W emocjach zaprzeczył samemu sobie, bo chwilę wcześniej, podsumowując finansowe sprawozdanie Stowarzyszenia, sugerował, że kwota 25 groszy na mieszkańca przeznaczana na składki, jakie ponoszą zrzeszone w Stowarzyszeniu gminy, jest niewielka.

– Przez 10 lat to niecałe 20 000 rocznie. Nie będę mówił czyja to pensja – dodał sugestywnie. My podpowiemy, to mniej więcej miesięczna pensja prezydenta miasta.

Dlaczego tak szczególnie wspierane są prywatne firmy ceramiczne?

Na wyjątkowe wsparcie samorządu nie mogą liczyć inne bolesławieckie małe firmy, czy to handlowe, czy gastronomiczne, czy te zajmujące się szeroko rozumianą turystyką. Prezydent i wójtowie nie założyli dla nich stowarzyszeń, nie zbierają składek, nie delegują pracowników, by, jak urzędnik-prezes Hewak, dla nich działali.

– Ja się niedawno dowiedziałem, że wspieramy rozwój prywatnych firm ceramicznych – powiedział prezydent. – To było jako krytyka. No trzeba się zastanowić, czy my poprzez tę współpracę, swoiste wspieranie, nie doprowadziliśmy do tego, że dzisiaj Bolesławiec jest porównywany chociażby z Murano (słynne europejskie miasto we Włoszech produkujące wyroby ze szkła – red.)? Bolesławiec jest tą atrakcją na mapie. I jak czytamy, po co tu przyjechać, po co zwiedzić Bolesławiec, to zawsze będziecie tam mieli hasło: bo tu jest ceramika. To efekt tego, o czym mówi w tej chwili pan Krzysztof Hewak. Co, jak widać, nie wszyscy jeszcze rozumieją. Ale ja też się w pierś uderzę, że może za mało o tym mówimy. Dla niektórych było odkryciem, że jest jakieś Stowarzyszenie – przyznał prezydent.

Psy szczekają, Roman jedzie dalej

Głęboko zastanawiająca jest determinacja prezydenta, by Stowarzyszenie funkcjonowało, mimo krytyki, z jaką się spotkał. Prezydent pozwolił sobie w tym celu na użycie stwierdzenia, że psy szczekają, a karawana jedzie dalej.

– I jeszcze jedno. Gdyby nie było Stowarzyszenia, to my byśmy i tak te wystawy zrobili – zdeklarował prezydent. – Tylko wtedy musielibyśmy znacznie szerszą ręką sięgnąć do budżetu. Mam nadzieję, że ta prezentacja zakończy pewien etap, w którym próbuje się udowodnić, że to Stowarzyszenie miało służyć jakiemuś wypompowaniu (prawdopodobnie pieniędzy z budżetu gminy – red.), jakimś takim niecnym czynom. Podkreślam jeszcze raz. Nie ma żadnych, ale to żadnych dodatkowych zarobków dla pana prezesa Stowarzyszenia, który był delegowany na wyjazdy przez prezydenta Bolesławca jako przedstawiciel Urzędu Miasta. I nie uważam, żeby te jego wyjazdy można traktować jako wycieczki, chociaż rzeczywiście poznaje się różne miejsca przy okazji, ale najważniejsze jest to, że załatwia się pewne rzeczy – wyjaśniał prezydent.

Dodatkowo prezydent poinformował też, że Urząd Miasta oszczędzał podczas tych wyjazdów na Krzysztofie Hewaku, który zna dwa języki obce (włoski i angielski), bo nie musiano zatrudniać tłumaczy.

Urzędnicy w Stowarzyszeniu

Piotr Roman wyjaśniał też, dlaczego w Stowarzyszeniu zatrudniani są urzędnicy.

– Podkreślam, żadna osoba zasiadająca w tym Stowarzyszeniu nie pobiera z tego tytułu żadnego dodatkowego wynagrodzenia – wyjaśnił Piotr Roman. – To jest fragment ich pracy urzędniczej. A jeśli chodzi o przedstawicieli w tym Stowarzyszeniu. Skoro to jest organizacja, w której członkami są gminy, to kto może być przedstawicielem? Osoby wyznaczone przez włodarzy gminnych, które to Stowarzyszenie współtworzą – powiedział Piotr Roman.

Mimo krytyki dotyczącej faworyzowania firm ceramicznych i kontrowersji personalnych w bolesławieckim stowarzyszeniu zajmującym się promocją ceramiki, prezydent odpierał też zarzuty o nieuzasadnione wydatki na zagraniczne wyjazdy służbowe swojego urzędnika i potwierdził dalsze finansowanie działań promocyjnych z budżetu samorządu. Argumentował je tym, że wspieranie lokalnych producentów ceramiki jest kluczowe dla budowania międzynarodowej marki miasta.

Ktoś jeszcze czegoś nie rozumie?

Podsumowując powyższy tekst i poprzedni artykuł można napisać, że publiczne pieniądze magicznie zamieniają się w „niepubliczne”, gdy tylko przejdą przez stowarzyszenie, którym kierują urzędnicy z tych samych gmin, które je wcześniej wpłaciły. Prezydent broni prezesa z takim zaangażowaniem, że dowiadujemy się nawet o jego bezsenności, a zagraniczne wyjazdy nie są wycieczkami, tylko „poznawaniem miejsc przy okazji”. Wszystko to oczywiście w imię dobra miasta, ceramiki i marki Polski, bo jak psy szczekają, to znaczy, że karawana jedzie we właściwym kierunku. A jeśli ktoś nie rozumie, kto tu kogo nadzoruje i za czyje pieniądze, to najwyraźniej jeszcze nie dorósł do Murano nad Bobrem.