Leszek Socha odniósł się do materiału Sąd uniewinnił mieszkańca Bolesławca, który oskarżył prezydenta Piotra Romana, w którym opisaliśmy efekt batalii sądowej Bolesławianina Mirosława Starzyka z prezydentem Piotrem Romanem. Sprawa dotyczyła konfliktu wokół rozbiórek obiektów powiązanych historycznie z filią obozu Gross-Rosen z lat 2019–2020 przy ul. Staroszkolnej i Orlej w Bolesławcu.

Mirosław Starzyk podejmował działania w celu ochrony tych miejsc. W 2020 roku złożył prywatny akt oskarżenia przeciwko prezydentowi miasta, zarzucając mu m.in. propagowanie ustroju totalitarnego i znieważanie pamięci ofiar obozów.

– Gdy zaczynasz rozumieć, spotkasz się z hejtem i cię nie ma – komentuje Leszek Socha – Nikt ci nie pomoże to, wiem na pewno. To wie też Mirosław Starzyk, który przeżył piekło. Dlaczego? Bo ujął się za miejscem, gdzie męczono ludzi, gdzie ludzie umierali. I choć to miejsce powinno podlegać ochronie, to Powiatowa Rzeczypospolita Deweloperska ma wszelkie świętości gdzieś. Sam wiozłem cegły do Niemiec pochodzące z rozbiórki tego miejsca. Mając tego świadomość przed wyjazdem położyłem na tych paletach czerwoną różę. Tyle co mogłem zrobić. Pan Starzyk okazał się odważniejszy i zapłacił za to wysoką cenę, gdy sam zderzył się z lokalną władzą. Udawanie demokracji kiedyś się skończy, ale ilu jeszcze ludzi dobrej woli zostanie zniszczonych? To wszystko poszło za daleko, a ci co mogli coś zrobić, mają dzisiaj posady i mają się dobrze, na tyle dobrze, że nie są zainteresowani zmianami. Mało prawdopodobnym jest, aby obecni politycy wszystkich szczebli zgodziliby się na samoograniczenia, czyli na funkcjonowanie zgodnym z umową społeczną. To co czeka ludzi uczciwych w tym kraju? Prześladowania i sztuczne procesy? Sam to przeżyłem i przeżywam, przeżywają to też moi przyjaciele. Nadzieja pozostaje jeszcze w niezależnych mediach. Polska będzie im wdzięczna. Tak myślę, ale jeszcze nie teraz – dodaje Socha.