Ukradł… defibrylator. Chwilę potem go porzucił. Tłumaczył, że za dużo wypił

Ukradł… defibrylator. Chwilę potem go porzucił. Tłumaczył, że za dużo wypił
fot. KPP Złotoryja Mundurowi: – O dalszym losie mężczyzny będzie decydował sąd. Odzyskany defibrylator będzie musiał przejść badania serwisowe.
istotne.pl 183 policja, kradzież

Reklama

Do zdarzenia doszło w nocy z 21 na 22 czerwca w Złotoryi. – Na ścianie budynku stacji paliw był zamontowany defibrylator. Jest to bardzo proste w obsłudze urządzenie, które służy do ratowania ludzkiego życia – tłumaczy sierż. szt. Dominika Kwakszys, oficer prasowy złotoryjskiej Komendy Powiatowej Policji.

Lokalizacja defibrylatora nie była, oczywiście, przypadkowa. To właśnie w tym miejscu odbywa się duży ruch, i to zarówno mieszkańców powiatu, jak i turystów czy osób jedynie przejeżdżających przez Złotoryję.

Ultrabezsensowną kradzież zarejestrowały kamery monitoringu. (Straty oszacowano na ponad 8 tys. zł). Na zdjęciach widać, jak mężczyzna otwiera kapsułę zabezpieczającą. Rzeczniczka: – Początkowo bawi się tym urządzeniem, po czym wyciąga walizkę i biegiem ucieka w kierunku centrum miasta.

Złodziej został zatrzymany. Okazało się, że sprzęt nie był mu do niczego potrzebny, a już na pewno nie do ratowania życia. 31-latek ukradł go zupełnie bez powodu. Potem wymontował z urządzenia baterię, a następnie porzucił je na terenie Złotoryi.

Podejrzany, który usłyszał zarzut kradzieży mienia, tłumaczył mundurowym, że za dużo wypił. Teraz grozi mu od trzech miesięcy do nawet pięciu lat odsiadki.

Co z defibrylatorem?

Policja: – Defibrylator oraz zdemontowana bateria zostały odzyskane. Sprzęt został znaleziony przez mieszkańców miasta i przekazany złotoryjskim policjantom. Został już zwrócony pracownikom urzędu miejskiego. Jednak nie będzie jeszcze przez jakiś czas służył mieszkańcom. Musi przejść badania serwisowe, które wykażą, czy nie jest uszkodzony.

Reklama