Za „Pinokia” zarzut deptania trawnika. Co za gwizdanie na „Długopis”? Zdecyduje sąd

Za „Pinokia” zarzut deptania trawnika. Co za gwizdanie na „Długopis”? Zdecyduje sąd
fot. istotne.pl Nasi lokalni aktywiści Bolesławieckiego Strajku Kobiet wciąż spotykają się na komendzie. Aktywiści grają wytrwale swoje role w tej farsie. I kiedy mówią o stawianych zarzutach, dodają: te są za „Pinokia”, te są za „Długopis”.
istotne.pl policja, dariusz sas, strajk kobiet

Dariusz Sas znów odwiedził komendę policji. Tym razem aktywista, który wyrażał swoje niezadowolenie z rządów Prawa i Sprawiedliwości otrzymał zarzuty: zakłócania porządku, nielegalnego zgromadzenia i … deptania trawnika podczas ekskluzywnej wizyty Mateusza Morawieckiego w Bolesławcu.

Premier Mateusz Morawiecki odwiedził bolesławiecki szpital powiatowy w kwietniu tego roku. Szpital przy ul. Jeleniogórskiej otoczyła policja. Na chodniku przed szpitalem zebrało się kilkanaście osób z Bolesławieckiego Strajku Kobiet. Obywatelki i obywatele mieli przygotowane transparenty, banery, gwizdki, megafon i miskę z ryżem, w tradycyjne stempelki. To właśnie wtedy Dariusz Sas miał deptać trawnik.

– Zostałem wezwany na komendę w sprawie zakłócania porządku, nielegalnego zgromadzenia i deptania trawnika, podczas wizyty Morawieckiego – mówi Dariusz Sas. – Stałem po drugiej stronie ulicy przed szpitalem. Tam jest trawa, ale ja tam stałem na pieńku i jak już, to deptałem pieniek.  Odmówiłem odpowiedzi, nawet na pytanie, czy zrozumiałem zarzuty – dodaje aktywista.

Sas dodaje, że ma osobiste odczucie, że jest taki nakaz z góry, by władza utrudniała życie ludziom, którzy wyrażali swoje nieprzychylne poglądy na temat premiera i PiS.

– Z jednej strony trzeba to nagłaśniać, z drugiej nagłaśnianie to zastraszanie innych – komentuje Dariusz Sas. – Tego właśnie chce PiS. Ja się nie przestraszę, ale już osoby, które nie znają procedur, nie są obyte z sądem i policją, będą się obawiały wyjść na ulicę – dodaje aktywista.

Dariusz Sas wraz z czwórką innych aktywistów niedługo odwiedzi sąd w Bolesławcu. Tym razem idzie tam za gwizdanie na "Długopis". Podczas wyborczej wizyty Andrzeja Dudy w Bolesławcu w lipcu 2020 roku aktywiści nie powitali prezydenta oklaskami, a go wygwizdali. Było to na bolesławieckim rynku, gdzie nie ma trawników. Niezawisły sąd zdecyduje o losie aktywistów.