Pamięć o gwałconych kobietach i dziewczynkach

Pamięć o gwałconych kobietach i dziewczynkach
fot. Joanna Gzyra Mieszkańcy stolicy spotykają się co roku, aby przywrócić pamięć o kobietach i dziewczynkach, które już nigdy nie zaznają sprawiedliwości. To kawałek historii, o którym trudno pamiętać i który oficjalna historia pomija. Pamiętać powinniśmy wszyscy i zawsze o ofiarach gwałciciel z pułku brygady SS RONA (Rosyjska Ludowa Armia Wyzwoleńcza) pod dowództwem płk. Bronisława Kamińskiego.
istotne.pl wojna, pamięci, gwałt

Tekst poniższy jest poświęcony dziewczynkom i kobietom więzionym w obozie na Zieleniaku (5-19 sierpnia 1944), ofiarom bestialskich gwałtów, o których historia milczy. Aby ocalić od zapomnienia pamięć o kobietach i dziewczynkach z Zieleniaka, który był dla kobiet miejscem odzierania ich z ludzkiej godności. Zstąpieniem do piekła.

– Gwałt. Słowo wykreślone z historii wojen. Niemal nieobecne w maczystowskim kulcie wojaczki. Tym bardziej w mitologii powstania warszawskiego. W nim wszak tylko bagnet na broni i jasny świt. Nad zgwałconymi nikt się nie pochylał. Musiały upchnąć to wydarzenie najgłębiej w pamięci, jakby to był ich wstyd, ich stygma. Musimy odwstydzić to słowo. Ofiary wojennych gwałtów uznać za bohaterki. Bo to było bohaterstwo – żyć dalej i milczeć – apeluje Elżbieta Podleśna, inicjatorka społecznych czuwań na Zieleniaku.

Pierwsze świadectwo

4 sierpnia 1944 r. około godziny 10.00 na Ochotę wkroczył pułk brygady SS RONA (Rosyjska Ludowa Armia Wyzwoleńcza) pod dowództwem płk. Bronisława Kamińskiego. Była to formacja podległa SS, powstała w 1941 r., składająca się z Rosjan, w dużej mierze kolaborantów, dezerterów i jeńców radzieckich, którzy zdecydowali się walczyć po stronie Niemców. Oddziały skierowane do Warszawy składały się wyłącznie z nieżonatych mężczyzn, w większości z kryminalną przeszłością. Kamiński wg von dem Bacha był awanturnikiem politycznym, wygłaszał do swych ludzi mowy propagandowe o wielkiej, faszystowskiej Rosji, której chciał być przywódcą-führerem. Kobiety i alkohol były treścią  jego życia. Przed wojną teren Zieleniaka przy Grójeckiej 95 zajmowało jedno z największych targowisk w Warszawie. Stragany rozciągały się na powierzchni porównywalnej do boiska do piłki nożnej… W czasie powstania obszar ten stał się prowizorycznym obozem koncentracyjnym i kolejnym miejscem terroru. Gwałt był po prostu stylem życia ludzi z RONA, którzy traktowali warszawianki jak swoistą nagrodę, na którą zasłużyli przez lata służby dla Niemców. Zieleniak był najdogodniejszym miejscem, aby popełnić tę zbrodnię, ponieważ były tu uwięzione tysiące kobiet do wyboru. Od pierwszej nocy żołnierze chodzili wokół, oświetlając latarkami ludzi skulonych na ziemi. Straszne, świetliste kręgi zatrzymywały się na przerażonych twarzach – dziewczynki i kobiety były po prostu wywlekane gdzieś dalej. Często gwałcono je na wydzielonej działce albo za murem, ale mogły zostać zabrane wszędzie, włączając w to toalety na targowisku.

Alexandra Richie – Warszawa 1944. Tragiczne powstanie. Los Ochoty

Drugie świadectwo

– Na tym „Zieleniaku” bała się pani, że mogą przyjść ronowcy, że zabiją, zgwałcą?
– Gwałcili. Przecież nie musiałam się bać, bo przez to wszystkie dziewczyny musiały przejść. Tam nie było, nikogo nie ominęli.
– Czy byli jacyś chłopcy, którzy próbowali bronić?
– Byli chłopcy. Bardzo nas wspomagający, ale to nie było mowy o obronie w ogóle. Oni nie byli w stanie w ogóle bronić. Nawet miałam bardzo bliskiego kolegę jednego i drugiego. Chłopcy byli bardzo uczynni. Byli bezsilni wobec tego.

Irena Suryn, ps. Stefania, Archiwum Historii Mówionej

Trzecie świadectwo

Przyjaciółka Ireny Obraniak miała dwie córki, w wieku ośmiu i jedenastu lat. „Jeden z żołnierzy RONA chciał zabrać jedną z nich, ale moja koleżanka zaoferowała siebie w zamian. Mogliśmy słyszeć jej krzyki i płacz całą noc, a nad ranem i tak ją zastrzelono. Jej mąż postradał zmysły”. Honorata Wolska widziała, jak któryś z mężczyzn zabrał dwunastoletnią dziewczynkę i zabił matkę, która oferowała siebie w zamian za dziecko. Zgwałcił dziewczynkę tuż obok ciała matki… Drugiej nocy w obozie Eugenia Wilczyńska ukryła się, kiedy żołnierze Kamińskiego, biegając po dwóch dookoła targowiska, zabierali ładne, młode dziewczyny. „Następnego dnia widziano trupy tych dziewcząt w rowie. Rodzice dostawali ataków szału. Krzyczeli. Strzelano do nich. Sąsiadujący z nimi ludzie, chcąc ich ratować, zatykali im mocno usta, by krzyk nie dobiegał do uszu ronowców. Ryszard Lemiszewski wspominał, że niektóre kobiety były zabierane więcej niż jeden raz: „te, które wracały, były w histerii, nie mogły mówić.

Wiesława Chmielewska widziała żołnierza RONA wyciągającego kobietę z grupy. „Błagała o pomoc ludzi wokół niej, ale nikt nie odważył się nic zrobić. Później wstała, stanęła naprzeciwko żołnierza i uderzyła go bardzo mocno w twarz. Wyjął pistolet i zastrzelił ją…

Zofia Piotrowska pamięta żołnierzy RONA zabierających młodą kobietę od męża i dziecka; mąż zaczął krzyczeć i żołnierze powiedzieli mu, że go zabiją, jeśli nie przestanie. Wróciła po pewnym czasie. Była pobita, ubranie miała poszarpane, płakała spazmatycznie. Zgwałciło ją dziewięciu ronowców. Zofia widziała także leżącą pod murem jedenastoletnią dziewczynkę, która została zgwałcona i pobita przez ludzi Kamińskiego. Jej matka klęczała i trzymała ją w ramionach. Dziewczynka zmarła tej nocy…

Kobiety nauczyły się ukrywać pod przebraniem, aby jakoś przetrwać to więzienne piekło… Maria Piekarz wysmarowała się błotem i brudem po całej twarzy i włożyła poduszkę pod sukienkę. Jeden z mężów pokaleczył się do krwi, nasączył nią bandaże i szmaty, a następnie obwiązał nimi głowę i ręce kobiety, aby wyglądała na chorą i poranioną… Nocami rodziny desperacko starały się ukryć dziewczyny i kobiety. Halina Szczepanik, która w drodze na Zieleniak widziała wiele kobiet i dziewczyn wyciąganych z tłumu przez żołnierzy, była przykryta brudnym kocem i leżała na niej czwórka młodszego rodzeństwa.

Marta Piekarz, która była uwięziona na Zieleniaku przez kilka tygodni, uniknęła gwałtu, ponieważ była przykryta szmatami. Leżała na niej piątka dzieci jej siostry i inni członkowie rodziny. Irena Obraniak także uniknęła zgwałcenia dzięki temu, że rodzina na niej spała; nad rankiem musieli ją masować i oklepywać jej skórę, aby przywrócić krążenie krwi… Ojciec dziewiętnastoletniej Genowefy Lange wykopał dół w ziemi na środku targowiska, a ona leżała w tej brudnej jamie. Ktoś zawsze na niej siedział…

Alexandra Richie – Warszawa 1944. Tragiczne powstanie. Los Ochoty

Czwarte świadectwo

Pamiętam jeszcze, jak się spało. Spało się na bruku w ten sposób, że leżałam na mojej mamie.
Chodziło o to, że moja mama była młoda i atrakcyjna, a (…) chodzili i wybierali co ładniejsze
dziewczyny w nocy, więc leżałam na mamie, przykrywałam. To było bardzo niewygodne”.

Irena Chajęcka, Archiwum Historii Mówionej MPW

Piąte świadectwo

Zieleniak – nazwę znacie, bo do dziś sprzedaje się tam jarzyny i owoce, a nazwa widnieje na zielonym neonie. Wtedy Zieleniak był pustym placem, ogrodzonym murem i wyposażonym w kilka hydrantów. Tam pod bronią wpędzono tłum, który coraz szczelniej wypełniał cały plac. Ludzie przynieśli ze sobą swoich rannych, dzieci i bezsilnych starców. Wszyscy razem znaleźliśmy się w rękach specjalnej jednostki pomocniczej Wehrmachtu, złożonej z byłych jeńców, żołnierzy radzieckich. Ludzi w przerażającym stanie. Niektórych widziałam z bliska, jak przebierali w naszym tłumie, wyciągając z niego kobiety i dziewczynki, gwałcone i zabijane na miejscu. Tłum nie śmiał ich bronić (zapamiętałam, że na tłum nie można liczyć!). Mnie obroniła mama, krzycząc coś po rosyjsku, co widocznie dotarło do zaćmionej świadomości sołdata. Gdy nadeszła noc, nad Zieleniakiem przelatywały rakiety z pióropuszami ognia, wycelowane w miasto, w płonące już domy. Leżąc na ziemi, widziałam je wyraźnie, bo leciały powoli. Pamiętam tę złowieszczą powolność. Gdy po kilku dniach „Powstania zwykłych ludzi” wygoniono nas w drogę na Dworzec Zachodni, na Zieleniaku pozostały liczne zwłoki, których nie było czym przykryć. Czy i kto tych sąsiadów pochował? Dziś obok spokojnie handlującego zgromadzenia pokojowych użytkowników Zieleniaka stoi tablica z nazwiskami ofiar.
Rocznica „Powstania zwykłych ludzi” moim zdaniem nie nadaje się dla gości zagranicznych. Wielu z nich, tak na wszelki wypadek, chciałabym pouczyć, że WOJNA TO NIESZCZĘŚCIE. Do tych młodych może ten fakt wciąż nie dotarł. Ale czy może dotrzeć teraz, gdy stoiska z zieleniną spokojnie działają na placu żałoby? Wtedy też pod wieczór głośno cykały koniki polne w ogródkach za murem. Zwykli ludzie i ich powstanie. Przeżycia zagrzebane pod warstwą innych przeżyć. Ci ze specjalnej jednostki pomocniczej, zrekrutowani w jenieckim obozie gorszym od Zieleniaka, bez żadnej perspektywy na przyszłość, bez szansy powrotu do zwykłego życia gdzieś tam, skąd przygnała ich wojna. Co się z nimi stało? Czy wojna ich pochłonęła na zawsze? Czy pochłonęła też twórców i dowódców jednostki pomocniczej? Jeśli ktoś z morderców przetrwał – na przykład w Kanadzie czy USA, to może wciąż obnosi się z zasługą „walki z komunizmem”? Migotanie frontu. Kto komu, skąd i dokąd niesie śmierć. Proszę o dzień żałoby na pamiątkę tych wydarzeń. Na Zieleniaku można na pewno nabyć kwiatki.

Halina Bortnowska