Bezdomny 50-latek brutalnie zabił kozła. Odciął zwierzęciu głowę

Bezdomny 50-latek brutalnie zabił kozła. Odciął zwierzęciu głowę
fot. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt Mężczyźnie grozić może kara od trzech miesięcy do nawet pięciu lat pozbawienia wolności.
istotne.pl policja, zwierzęta

Mundurowi z Wydziału Kryminalnego Komisariatu I Policji w Jeleniej Górze zatrzymali 50-letniego mężczyznę bez stałego miejsca zamieszkania podejrzanego o zabicie kozła ze szczególnym okrucieństwem.

– Jak ustalili funkcjonariusze, do zdarzenia doszło 14 sierpnia br. w jednej z podjeleniogórskich miejscowości. 50-latek podejrzany jest o to, że działając ze szczególnym okrucieństwem, uśmiercił kozła – informuje podinsp. Edyta Bagrowska, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze. – Obecnie policjanci wyjaśniają szczegółowo wszystkie okoliczności tego zdarzenia.

I dodaje:

Mężczyzna odpowie zabicie zwierzęcia za szczególnym okrucieństwem, za co grozić mu może nawet do 5 lat pozbawienia wolności. 17 sierpnia br. został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze. Prokurator zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego, a także ma on zakaz opuszczania kraju.

Sprawę opisał Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, i to pod wymownym tytułem „Historia mordu w Pałacu w Dziwiszowie! – sprawca z zarzutami”:

Przychodzi taki czas w życiu, kiedy po wielu latach bardzo ciężkiej pracy i walki o lepsze jutro, zaczynamy widzieć przysłowiowe światełko w tunelu. Jakby ta dobra energia, którą puszczamy w świat, wracała do nas i wreszcie dawała choćby częściowy spokój i radość. Zaczynamy myśleć bardziej pozytywnie i wszystko nabiera pędu, a my dalej, spokojni o naszą sytuację, możemy ratować zdrowie i życie zwierząt...

Byłoby pięknie prawda? Ale to nie ta historia. Jeszcze nie teraz.

Ostatnie miesiące, a nawet lata, to dla naszego zespołu wyboista droga i coraz cięższa walka. Poszukiwanie naszego miejsca na ziemi, zbiórka funduszy, coraz więcej interwencji, więcej skrzywdzonych zwierząt, wieczna walka z wymiarem sprawiedliwości.

Pewnego dnia trafiamy do pałacu, który w obecnym stanie bardziej przypomina ruinę niż pałac, z optymizmem „zakasamy rękawy” i przy pomocy ludzi o wielkich sercach, zaczynamy od podstaw.

Pracujemy na pełnych obrotach, jakby nic nie było w stanie nas złamać. Jednak odejście jednego z braci mniejszych przeważa szalę. I znowu pytania – Dlaczego? Kto? Z jakiego powodu? Jeśli nawet ktoś jest przeciwko nam, dlaczego kosztem życia niewinnego zwierzęcia?

Przenosząc się dwa miesiące temu do pałacu, poznaliśmy jednego z tamtejszych pracowników. Po tym, jak poprzednia zarządca obiektu trafiła do szpitala, jej pracownik z dnia na dzień pozostał bez dachu nad głową. Starszy, sympatyczny mężczyzna twierdził, że cierpi na padaczkę i nie ma dokąd pójść – dlatego został, do czasu znalezienia nowej pracy. Mężczyzna, z dużą wiedzą, doświadczeniem w pracy przy zwierzętach, a przede wszystkim przy koniach. Widzieliśmy to na co dzień, a jego wspomnienia z pracy w dużych polskich, sportowych stajniach jeszcze bardziej umacniały nas w przekonaniu, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Był „po naszej stronie” – zaangażowany, pracowity, z miłością wykonywał swoją pracę i z pasją podchodził do zwierząt.

Byliśmy spokojni o opiekę nad nimi, stróżował, czuwał, był odpowiedzialnym wolontariuszem.

Ale to znowu nie ta historia...

Szczegóły tej makabrycznej historii na stronie Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.

DIOZ dodaje:

Zrobimy wszystko, by na długie lata odizolować tę osobę w zakładzie karnym lub szpitalu psychiatrycznym.