O tych, którzy tak naprawdę uczą nasze dzieci...

O tych, którzy tak naprawdę uczą nasze dzieci...
fot. Krzysztof Gwizdała Podręczniki szkolne pisane są nieprzyjaznym, naukowym językiem, naszpikowanym wieloma trudnymi pojęciami. Program jest przeładowany, uczeń musi zapamiętać wiele treści, która w życiu do niczego mu się nie przyda. Jak to mówią niektórzy wulgarnie: szkoła ssie. Ale na szczęście są pomocnicy, którzy uczą nasze dzieci. Bez nich nie byłoby sukcesów i szóstek.
istotne.pl grażyna hanaf, szkoła

Czy zgadniecie, kto wspiera wielką, narodową edukację młodych Polek i Polaków? Wszystko znajdziecie w poniższym wideo. Miłego słuchania.

Przypominamy, że za chwilę najdłuższa w dziejach szkoły, również narodowa, przerwa świąteczno-feryjna. Miłego odpoczynku wszystkim!

Drodzy ludzie od edukacji: naczelniczki i naczelnicy, dyrektorki i dyrektorzy, nauczycielki i nauczyciele, rodzice i… małe, niewidzialne skrzaty domowe.

Abyśmy się dobrze wczuli, co znosi uczeń w szkole, zrobię Wam mały test na wiedzę. Taki niezobowiązujący. Nie będzie ocen. Każdy z was zaliczył klasę siódmą szkoły podstawowej czy pierwszą gimnazjum. Nie będzie więc problemów. Prawda? Przecież wszystko pamiętacie i przydaje się wam ta wiedza w codziennym życiu. Bez informacji, jak powstaje limfa, nie wychodzicie, przecież, z domu!

No to lecimy? Odpowiadajcie sobie w myślach lub na głos, jak wolicie. Może być na piśmie. To wiedza dla dwunasto-, trzynastolatka. Banalnie proste.

Konsekwencje rozciągłości południkowej w Polsce.

Wydarzenia ery paleozoicznej.

Powstanie gór fałdowych.

To geografia. Ale przecież w siódmej klasie jest wiele innych przedmiotów.

To może chemia?

Wśród podanych przykładów reakcji chemicznych wskaż te, które są reakcjami egzoenergetycznymi oraz te, które są reakcjami endoenergetycznymi. I tu przykład: reakcja magnezu z kwasem solnym jest jaka? Za trudne? Nie macie pojęcia, co to jest egzoenergetyczna reakcja? Serio? Nie pamiętacie ze szkoły? A reakcja rozkładu manganianu? Też nic Wam nie świta? Może nie przykładaliście się? Może jesteście zbyt leniwi? A może niesystematyczni? Wybierzcie sobie, co chcecie.

Teraz coś patriotycznego. To wiedza o kraju ukochanym, którą, każdy Polak i każda Polka mają w małym paluszku.

Omów zmiany terytorialne dotyczące ziem polskich po kongresie wiedeńskim. A do kawy, zamiast ciastka, wyjaśnij, dlaczego Królestwo Polskie było nazywane Królestwem Kongresowym lub Kongresówką?

Nic nie świta? A może scharakteryzujecie główne stronnictwa polityczne polskiej emigracji? Zaraz po tym, jak porozmawiacie przy obiedzie o cechach felietonu jako gatunku publicystycznego, który można znaleźć w utworze Umberto Eco. I przy okazji zapamiętajcie terminy zawarte w tym felietonie jak: wezgłowie, autokrata, wiecheć, brykiet oraz inkrustowany.

Macie dosyć? A jest jeszcze biologia. Musicie się nauczyć nazw wszystkich kości. Tak. Bo się wam to przyda? Do czego? Jak będziecie zjeżdżać na nartach, jak nieprzymierzając Andrzej Duda „Ski-prezydent”, i złamiecie sobie nogę, to będziecie wiedzieli, jaką kość sobie uszkodziliście. Brzmi bez sensu? To wasza nieprzychylna ocena. Bo takie wyjaśnienie proponuje nauczycielka, kiedy się ją pyta o praktyczne zastosowanie wiedzy o nazwach kości w ciele człowieka.

Mam taki sen, że pytam nauczycieli chemii, fizyki lub matematyki o rozbiór logiczny i gramatyczny zdania przydawkowego podrzędnie złożonego?

A nauczycieli z polskiego pytam o budowę układu limfatycznego i by wymienił różnice i podobieństwa miedzy układem limfatycznym i krwionośnym.

I nie zaglądamy do Internetu, wujek Google jest zły. Całą wiedzę mają mieć w głowie. Nie mają? Ale jak to, nie nauczyli ich w szkole? Przecież chodzili do szkoły. Zapomnieli? Ta wiedza jest do niczego im dzisiaj nie potrzebna? No, nie rozśmieszajcie mnie! I jak nie odpowiadają tak od razu, to minus. Minus i jedynka. I zagrożenie na półrocze, na koniec roku. I rodzice do szkoły!

Zapytacie w takim razie, to jak te dzieci przechodzą z klasy do klasy, maja dobre oceny, zdają egzaminy?

No to ja wam odpowiem. To dzięki krasnoludkom… Małym, niewidzialnym skrzatom, które mieszkają w waszych domach. Tak. To one stoją za siłą polskiej edukacji narodowej.

Skrzaty są różne. Jedne siedzą z dziećmi po kilka godzin i odrabiają zadania, powtarzają materiał, wyjaśniają niezrozumiałe terminy, wcześniej sami się ich ucząc.

Są takie krasnoludki, mało fajne, co nawrzeszczą na dziecko, wyzwą, zabiorą przyjemności, ukarzą i wymuszą siłą i dziecko na pamięć się czegoś uczy.

Są takie, co robią za dzieci. Te krasnoludki piszą za nie sprawdziany, zwłaszcza teraz na zdalnym nauczaniu, tworzą projekty i rozwiązują zadania.

Są też takie sprytne, bogate krasnoludki, co prowadzają dzieci do nauczycieli na korepetycje, nie robią nic, tylko dbają, by dziecko dostarczyć na lekcje mano a mano i zapłacić za to. To sprytne krasnale.

Są też takie jak mój, leniwe, niezdyscyplinowane, niesystematyczne. Głupie po prostu, co myślą, że dziecko nauczy się w szkole od nauczyciela na lekcji.

Tak, nauczyciele mówią, że też mają dzieci w szkole i sami pracują i wszystko u nich działa. Ale ja uważam, że mają lepsze krasnoludki po znajomościach z ministerstwa i to dlatego tylko tak im łatwo i wszystko ogarniają. Ja bym chciała takiego krasnala. Jak wiecie, gdzie takie dają, jak takiego przynęcić do domu, dajcie znać.

I tak się kręci ta nasza narodowa edukacja zdalna i stacjonarna, oparta na niewolniczej pracy niewidzialnych skrzatów!

I to to tyle, co chciałam wam powiedzieć o edukacji. Szczególnie tym, co nie widzą żadnych problemów i uważają, że wszystko jest w najlepszym porządku. Jak się wam skrzaty zbuntują, to zobaczycie, jak będzie w porządku.

Pozdrawiam.