Rywalizowali o Złoty Kałamarz Burmistrza

Rywalizowali o Złoty Kałamarz Burmistrza
fot. UGiM Bogatynia W sobotę 22 listopada w sali widowiskowej Bogatyńskiego Ośrodka Kultury odbyło się 6 Bogatyńskie Dyktando dla Dorosłych o Złoty Kałamarz Burmistrza Miasta i Gminy Bogatynia. Organizatorami dyktanda były: Klub Nauczycielski „Izis” oraz BOK.
istotne.pl bogatynia, bok, dyktando

Dyktando to idealna możliwość zmierzenia się z zasadami ortografii i interpunkcji, ale także doskonała zabawa z językiem polskim. Zwycięzcą i zdobywcą Złotego Kałamarza została Iwona Józefowicz. Tytuł pierwszego wicemistrza wywalczyła Hanna Mutlu. Drugim wicemistrzem ortografii okazał się Konstanty Ślązak.

W czasie obrad jury wszystkim zebranym czas umilali bogatyńscy artyści: zespół wokalny z Domu Dziennego Pobytu dla osób niepełnosprawnych i seniorów pod kierownictwem Janiny Błońskiej, zespół Yamayka, akordeonista Gabryś Makarek, wokalistka Michalina Buczkowska oraz zespół wokalny Klubu Nauczycielskiego „Izis”.

Co więcej, odbył się już 3 Bogatyński Konkurs Ładnego Pisania, którego zwycięzcą została Teresa Migdał.

Poniżej prezentujemy tekst tegorocznego dyktanda:

Przedwyborcze przebudzenie z półsnu

Ogłaszam rządy moje i żądam całkowitego posłuszeństwa. Zabraniam głoszenia herezji, nie toleruję dziadostwa, ohydnego dorobkiewiczostwa i dyletanctwa. Nienawidzę hipokryzji, bylejakości i aspołeczności. Oczekuję lizusostwa, dożywotniego posłuszeństwa i profesjonalizmu. Pseudospecjalistów i półinteligentów, czyhających na mój stołek, wygonię. Nie ma taryfy ulgowej dla huncwotów i hultajów. Pojutrze o brzasku na polanie, pod spróchniałym dębem, odbędą się wybory. Współmieszkańców lasu ogarnął strach. Zwierzęta pierzchały tak żwawo, że wokół powstał zupełny chaos. Bractwo przez chwilę skrzeczało, wrzeszczało i harcowało w grząskich trzcinach. Zszokowany atakiem furii wyborców, zhardziały marszałek borsuk, patrzył na wszystkich spode łba i niczym się nie przejmował. W tym czasie nad jego głową przeleciała chmara rozwścieczonych pszczół, os i szerszeni, obok przeszły: horda mrówek, co niemiara chrząszczy, kilka jeży i żmii. Czekał na watahę wilków i drapieżnego żbika. Liczył na ich poparcie. Zamilkł, bo znienacka ukłuła go nibynóżką pluskwa. Nagle pojawił się jastrząb. Ten mięsożerny drapieżnik zamierzał wszystkich przechytrzyć. Tylko chimeryczna, histeryczna i płocha szczeżuja postanowiła poprzeć kandydata. Po drodze spotkała żwawego żuczka i zrzędliwą ważkę. Wtem dał się słyszeć trzask i chrzęst dobiegający, zdawałoby się, zewsząd. A żubr, popijając burgundzkie wino, bawił się hubą i spod przymrużonych powiek, przyglądał się rozwydrzonym przyjaciołom. Nie raz, nie dwa śnił mu się taki przedwyborczy koszmar. Ale nastąpiło przebudzenie, wniwecz obracając jego marzenie o sławie i glorii.

UGiM Bogatynia/ii