Dziecko nie oddycha, drętwieją mi nogi – fałszywe alarmy mieszkańców

Dziecko nie oddycha, drętwieją mi nogi – fałszywe alarmy mieszkańców
fot. freeimages.com (DragonTash) Bardzo często na numery alarmowe dzwonią ludzie niebędący w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia. 2-letnie dziecko nie oddycha, drętwieją mi nogi – takie zgłoszenia odebrały niedawno służby ratunkowe. Okazało się, że te zdarzenia nie miały miejsca.
istotne.pl policja, straż pożarna, telefon, pogotowie

Ludzie dzwonią z błahymi sprawami, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób angażują służby ratunkowe, które w tym czasie mogą być potrzebne tam, gdzie ktoś naprawdę może potrzebować ich pomocy.

Do pogotowia ratunkowego zadzwonił 34-letni mężczyzna, informując, że wymaga natychmiastowej pomocy, gdyż... drętwieją mu nogi. Zespół pogotowia nie mógł dostać się do mieszkania. Na miejsce kierowane są kolejne służby. Policjanci wraz z ratownikami próbują dostać się do środka, ale nikt się nie odzywa. Powiadamiają straż pożarną, która wywarza drzwi. Wewnątrz – znowu – nikogo nie ma. Po chwili z ukrycia wychodzi zawiadamiający mężczyzna, który cały czas obserwował akcję służb ratowniczych. Jak tłumaczył policjantom, zaalarmował pogotowie, bo się zestresował. Został ukarany mandatem w wysokości 500 złotych.

Za kolejne bezsensowne wezwanie służb ratunkowych odpowiedzialna jest 55-letnia mieszkanka Lubina. Kobieta zadzwoniła do dyżurnego lubińskiej policji, informując, że przed chwilą telefonicznie skontaktowała się z nią córka, która poinformowała, że jej 2-letnie dziecko nie oddycha.

Policjant natychmiast kieruje pod wskazany adres patrol policji oraz pogotowie ratunkowe. W mieszkaniu nikogo nie ma, nikt nie otwiera drzwi. Funkcjonariusze ustalają, że matka dwulatka wyszła z domu, sąsiedzi nie widzieli dziecka. Policjanci cały czas próbują ustalić, gdzie jest. W końcu odnajdują matkę dziecka. Jak się okazało, z maluchem wszystko dobrze, a obie panie dwa dni wcześniej się pokłóciły między sobą i się do siebie nie odzywały.

Funkcjonariusze dotarli więc do zgłaszającej, ta… była pijana. Nie potrafiła racjonalnie wytłumaczyć swojego zachowania. Sprawa trafi do sądu. Za bezpodstawne zaalarmowanie służb ratunkowych grozi kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywna do 1 500 złotych. Ponadto w obu przypadkach służby ratunkowe mogą wystąpić o zwrot kosztów przeprowadzenia niepotrzebnej akcji.

To tylko dwa drastyczne przypadki, ale ludzie dzwonią z wielu błahych powodów. Na przykład na numer 997 zadzwonił mężczyzna i zażądał interwencji policji. A zapytany o powód powiedział: „Nie odzywam się do żony, proszę, aby policjanci przyjechali i spytali ją, gdzie są kluczyki od samochodu”. Kolejny: „Nie odzywam się do żony, a ona od kilku dni nie robi nic w gospodarstwie, proszę przyjechać i nakazać jej zajęcie się nim”.

Pamiętajmy: numery alarmowe służą do ratowania życia i zdrowia, a nie rozwiązywania konfliktów małżeńskich czy zabawy.

KPP Lubin/ii