Kowalem być, czyli jedyny taki turniej

Kowalem być, czyli jedyny taki turniej
fot. UM Legnica Brat Albert Kubiak z klasztoru benedyktynów w Lubinie Wielkopolskim wraz ze swoim parafianinem Danielem Fenglerem wygrali XVII już Turniej Kowali i zdobyli Srebrne Klucze do bram Legnicy.
istotne.pl turniej, kowal

Na XVII Turniej Kowali o Srebrne Klucze Legnicy ściągnęło 13 ekip (w sumie 30 kowali i ich pomocników) z kraju i z Niemiec. I, oczywiście, tysiące legniczan.

Aleksandra Skupińska, drobna, uśmiechnięta dwudziestolatka przyjechała na turniej z Gdańska wraz z mamą Grażyną i tatą Leszkiem, kowalem jak się patrzy. – Już od kilku lat pomagam tacie – opowiada gdańszczanka. – Ja kuję małe rzeczy. Jak na dziewczynę, to pasja rzadko spotykana. Ale mi się bardzo podoba. Takie zloty to świetna zabawa. W Legnicy bardzo dobrze się czuję, bo miasto jest piękne, a turniej ma swoją atmosferę.

Ola wraz z tatą i mamą co prawda nie wykuła najlepszej pracy, ale za to napisała najlepszą piosenkę (na melodię szanty): „Bo gdy kowal kuje młotem, pręt wygina się z polotem”. Wspólnie z mamą ją zaśpiewała, a do tego jeszcze zatańczyły do melodii ludowych. Bo turniej, na który przychodzą tłumy legniczan, byłby mniej atrakcyjny, gdyby kowale tylko tłukli żelazo.

Brat Albert, najlepszy kowal wśród zakonników i zwycięzca legnickiego turnieju, wraz ze swoim współpracownikiem wykuli największy i najpiękniejszy wiatrowskaz, czyli pracę domową. Wygrali zasłużenie, choć kowalskich pieśni nie zaśpiewali. – Kowalstwo to moja pasja – mówi brat Albert. – W klasztorze mam warsztat i w nim pracuję. Mój wspólnik ma wyższą rangę, bo jest ojcem… dwójki dzieci – dorzuca kowal zakonnik, co świadczy także o poczuciu humoru.

Ten turniej już od 17 lat organizuje legnicki Ośrodek Sportu i Rekreacji. Jego dyrektor Andrzej Gąska jest bodajże najbardziej znanym honorowym kowalem w kraju. W tym roku i jemu prawdziwi kowale wykuli też srebrne klucze. – Ten turniej ma swoją duszę – mówi dyrektor Gąska. – Każdego roku dla kowali i gości przygotowujemy coś nowego i jednocześnie atrakcyjnego.

W tym roku scenografia, czyli stoły i ławy do siedzenia wykonane zostały z europalet. Pracownicy uszyli poduszki, by siedziało się wygodnie. I ludziom się to spodobało.

Trochę liczb. Kowale zużyli prawie tonę koksu, pół tony rożnych prętów żelaznych, dużo wody. Także prądu i piasku. – Kiedyś woda, w której kowale hartowali żelazo, była najlepsza i najskuteczniejsza na wrzody – dodaje A. Gąska. – Nawet dzisiaj kowale leczą nimi zadrapania i oparzenia. Z tej opowiastki wynika, że dawno temu kowale byli także swego rodzaju lekarzami.

W sobotę i niedzielę na turniej i towarzyszące mu imprezy do parku przybyło tysiące legniczan i gości z różnych miejsc. Były występy zespołów ludowych, różne pokazy. Coś do zjedzenia, wypicia. Mnóstwo pamiątek i wiele innych atrakcji, jak np. tradycyjny bieg kowalski.

– Kowalem być – śmieje się legniczanin Andrzej Witczak, który przyszedł do parku wraz z żoną i wnuczką. – Co tu dużo mówić, jak przychodzą takie tłumy, to musi być fajna impreza. Do zobaczenia za rok.

UM Legnica/ii