Nie można było ostrzec

Nie można było ostrzec
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Na początku października wybrałem się z kolegą na grzyby. Pojechaliśmy do końca autobusem czerwonym nr I do wsi Dobra. Grzybobranie nawet się udało. Nazbieraliśmy pełne wiadra dorodnych zielonek i podgrzybków. Było z czego się cieszyć, zwłaszcza że pogoda dopisała, a las był pełen barw jesieni. Lecz nasza radość trwała krótko. Przypadkowo przy wyjściu z autobusu spotkała nas powracająca do domu żona leśniczego z Dobrej.
- Ludzie – zawołała na przywitanie -wyrzućcie zaraz te grzyby, bo wczoraj samoloty spryskiwały lasy preparatem owadobójczym. Grzyby mogą być zatrute, nie wolno konsumować. Zdębieliśmy, a w chwilę później wyrzucliliśmy zbiory. Takich jak my grzybiarzy było jednak dziesiątki. Nie wszyscy mieli szczęście spotkać żonę leśniczego...
Dlaczego na przykład na przystankach MZK, jadących w kierunku lasów (czy nawet w samych autobusach, w lokalnej telewizji, w prasie itp) nie było osrzeżeń?
To prawda, że Bory Dolnośląskie zalakowały w tym roku groźne, żarłoczne larwy, gąsienice groźnych owadów. Żniwo dokonane przez te stworzonka jest straszliwe.
Ale, do diaska, nie niszczmy przy okazji ludzi! Z uzyskanych informacji dowiedziałem się, że Nadleśnictwo Bolesławiec zawiadomiło Urząd Miejski i Gminy w Bolesławcu o planowanym spryskiwaniu lasów. Trochę napisów ostrzegawczych pojawiło się na pniach drzew w lasach, ale stanowczo za późno, a poza tym w rzadkich odstępach.
W takich przypadkach ostrzeżeń nigdy dość.
Ile to razy sprawdziło się powiedzenie, że "Polak mądry po szkodzie" – czy dopiero tragedia ludzka powoduje u nas poczucie powagi i odpowiedzialności? Co na to SANEPID?
(nazwisko i adres w redakcji)