Głos młodych. Moje pierwsze wybory

Głos młodych. Moje pierwsze wybory
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Przez ostatnich kilka miesięcy w Polsce nie mówiło się o niczym innym, tylko o wyborach prezydenckich. Media non stop dostarczały świeżych informacji na temat każdego z kandydatów, a przypomnę na początku było ich "tylko" 27, było więc co oglądać i czego słuchać. Każdemu wydawało się, że to on jest najlepszy na stanowisko prezydenta, pozostali to albo funkcjonariusze SB, albo wysłannicy Jelcyna – bo i takie opinie słyszałam. Każdy z kandydatów mówił, że jego program jest najlepszy: jeden chciał powoływać rząd fachowców, drugi przedstawić swój program, ale dopiero jak zostanie wybrany, trzeci chyba sam nie do końca rozumiał istoty wymyślonego przez siebie procesu powoływania rządu i sejmu. Dość ciekawą niespodziankę przygotowali kandydatom dziennikarze II TVP. Drogą podchwytliwych i szczerych pytań zręcznie prowadzili kandydata, sprawiając, że sam zapędzał się w "kozi róg" i ośmieszał. Co inteligentniejszy kandydat potrafił ominąć zastawione na niego pułapki, zyskując zarazem uznanie wyborców. Sami dziennikarze nie byli do końca pewni, czy kilku kandydatów rzeczywiście chce być prezydentem, czy robią to tylko dla sławy lub jest to częścią ich życia artystycznego. Krótko mówiąc, czy nie urządzają sobie kabaretu. Szczególnie rażące było to, że jeden z kandydatów w swej kampanii wyborczej wykorzystywał cierpienie ludu żydowskiego, drukując beznadziejne dowcipy. Myślę, że w zmianie jego poglądów nie pomogłoby mu nawet obejrzenie sławnego filmu : "Listy Schindlera". Drugi z kandydatów twierdził, że podatki i wysokie oprocentowanie kredytów to kradzież w "biały dzień". On jak tylko zostanie prezydentem natychmiast zrobi z tym porządek. Inni szukając poparcia w Kościele obiecywali w zamian ustanowienie mu autonomii. Nie chciałabym żeby to co wyżej napisałam zostało odczytane jako obraza. Nie to miałam na celu. Są to jedynie moje zdania i moje sądy. Pokazałam jedynie jak ja osobiście odebrałam minioną kampanie wyborczą. Wydała mi się śmieszna i kompromitująca nasz kraj. Rozbieżność kandydatów w poczuciu obowiązku jakiego się podejmują była wielka – chyba nie wszyscy do końca zdawali sobie sprawę z powagi tego stanowiska. Myślę, że większość wyborców głosując była w rozterce, czy postawić "x" idąc za głosem serca czy zdrowego rozsądku.
Na koniec chciałabym przytoczyć usłyszane zdanie, które trafnie określa co niektórych kandydatów: "Żałuję, że doczekałem takiej demokracji, w której nawet sprzątaczka może kandydować na urząd prezydenta"