Co piszą o nas

Co piszą o nas
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

W ukazującym się w Londynie "Dzienniku Polskim " znalazł się artykuł Stefanii Kossowskiej pt. "Filiżanka w kropki". Zamieszczamy fragment tego artykułu.
"W poszukiwaniu czegoś trudnego do znalezienia w innych sklepach poszłam kiedyś do Heala na Tottenham Court Rd.
...Wędrując z piętra na piętro trafiłam do działu porcelany, gdzie nie miałam interesu. Ale zobaczyłam, że ktoś właśnie kupował filiżankę, która bardzo mi się spodobała – była duża w granatowe kropki na białym tle. Gdy i ja chciałam ją kupić, dowiedziałam się, że była to ostatnia, bo idą jak "hot cakes", ale żebym przyszła za jakiś czas, bo spodziewają się następnego transportu z Polski.
-Skąd?!!! – zdumiałam się. Od jednego pytania do drugiego, od nitki do kłębka dowiedziałam się więcej niż się mogłam spodziewać po jednej filiżance. Młoda właścicielka antykwariatów w Anglii, znawczyni starej porcelany, mówiąca równie dobrze po polsku jak po angielsku (miała mądrych polskich rodziców) w swoich wędrówkach po Polsce trafiła do Bolesławca w województwie jeleniogórskim. Położony na skrzyżowaniu dróg handlowych z północy na południe Europy i z zachodu na wschód /Bruksela,
Drezno, Lipsk, Wrocław, Opole, Kraków, Przemyśl, Praga Czeska, Wiedeń/Bolesławiec był od XIII w. ośrodkiem rzemieślniczo-handlowym, specjalizując się w różnego rodzaju ceramice, dzięki złożom odpowiedniej glinki w najbliższych okolicach. Od zaborów po stronic niemieckiej /Bunzlau/, po wojnie wróciwszy do Polski, zdołał odbudować około 20 fabryczek garncarskich, kontynuując wielowiekową tradycję. Po prymitywnych średniowiecznych naczyniach, styl "garncami" /zgodnie ze starą nazwą/ zmieniał się, wprowadzając różne wzory z ludowej sztuki, a później modernizując je według własnego stylu. Dzisiaj te wyroby są nadzwyczaj pomysłowe i w formie /np. naczynie w formie jabłka – do wypiekania jabłka/, w dekoracji i w użyteczności. Bo dzięki właściwościom specjalncj glinki /"iron-stone"/, która jest rodzajem porcelany, obecne wyroby są ogniotrwałe. I tak w "jabłku" można piec jabłko, tak w innych naczyniach różnego kształtu i w różne wzory można zrobić każdą zapiekankę, nic tylko w zwykłym piecu, ale równie bezpiecznie można ją wsadzić do "microwave"...
(kopie artykułu otrzymaliśmy z "Ceramiki Artystycznej")
W "Przeglądzie Lubańskim" nr 7 z lipca 93 znaleźliśmy artykuł pióra Adama Banieckiego pt. "Funkcje gazet lokalnych". Czytamy tam m.in.: "Prasa lokalna musi służyć środowisku, musi dać mu możliwość wszechstronnego wypowiedzenia się (i to bez kompleksów) na wszystkie interesujące go tematy, także i te odleglejsze.
Lubań posiadający dwie telewizje i dwa pisma staje się miastem dynamicznym i atrakcyjnym kulturalnie. Oczywiście nie we wszystkich miastach postęp, i to co nazywamy pluralizmem tak dobrze się rozwija, jak w Lubaniu. Niechaj przestrogą będzie tu Bolesławiec i tragiczna sytuacja jedynego tamtejszego pisma, "Głosu Bolesławca". Po roku ukazywania się z inicjatywy Towarzystwa Miłośni-ków Bolesławca, a tak naprawdę dzięki jego redaktorowi naczelnemu i grupie autentycznych entuzjastów piszących za darmo, pismo upada. Pomimo osiągnięć bardzo wymiernych, jak zbiórka pieniędzy na ultrasonograf, nie mówiąc o propagowaniu dziejów miasta i lokalnej kultury, miasto -mimo wcześniejszych obietnic -wycofało się z zamiaru wykupienia trzech stron dla swoich potrzeb. Równocześnie rozpoczęto kampanię pomówień i oszczerstw zarzucając, że za gazetą kryją się siły postkomunistyczne lub też (i to jest absolutne kuriozum rodem z Ciemnogrodu!), że miastu wystarczy telewizja lokalna. Pozostawiam tę sprawę bez komentarza, w nadziei, że społeczności pobliskiego Bolesławca nie wystarczy jednak jedynie tv. Prasa lokalna to nic tylko informowanie, ale też integrowanie środowiska, kształtowanie opinii i postaw, uczenie się kultury polemiki i kultury życia. W konsekwencji to uczenie umiejętności postrzegania najbliższego świata, jego problemów, niedostatków, osiągnięć. I wyzwalanie społecznej aktywności".