Moja opowieść o życiu

Moja opowieść o życiu
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Rozmowa z Maritą Benke-Gajdą, artystą plastykiem, uczestnikiem Ogólnopolskiego Pleneru Rzeźby Ceramicznej Bolesławiec'93.
Z jakim zamiarem przyjechałaś na tegoroczny plener?
Przyjechałam z zupełnie innymi założeniami. Myślałam, że będę dalej pracować nad tematem żydowskim, któremu poświęciłam zeszłoroczny plener. Wróciłam jednak do czasu sprzed trzech lat. Podjęłam na nowo sprawy, które we mnie głęboko tkwią. Jak wiesz, trzy lata temu przeżyłam w Bolesławcu największą tragedię mego życia – śmierć męża. Pracuję nad cyklem, który roboczo nazwałam "scena". Pojawia się na niej postać pajaca, arlekina, pierrota. Jest to opowieść o życiu. Przed śmiercią męża zrobiłam cykl prac pt. "Kobieta romantyczna". Miałam pokazać to na wystawie w Poznaniu. Przygowałam się do niej. Ostatnim obrazem ceramicznym w tym cyklu miała być "Kobieta na scenie". Proroczo chyba pomyślałam wtedy, że na scenie życia kobieta zostaje sama. Przeraziłam się tej swojej myśli, próbowałam zmienić układ... ale widocznie nieodwracalne są wyroki boskie, bo na scenie życia zostałam sama...
Wracając do dzisiejszego cyklu: ta postać wymyślonego pierrota to postać umowna, teatralna; to nałożenie się postaci mężczyzny mojego życia – mego męża. Arlekin pojawia się w umownej przestrzeni... Jest to opowieść o miłości, rozpaczy... Opowieść o codzienności, która nas dotyka. Te symbole są jednocześnie szalenie ograniczone, bardzo umowne. Są to znaki, fragmenty obrazów, które miały miejsce w przeszłości i które nakładają się na dzień dzisiejszy poprzez moją wyobraźnię.
Twoja rzeźba jest bardzo kameralna... w zasięgu ręki, blisko. Czyżby konstrukcja twojej psychiki?
Rzeczywiście, moje realizacje są nieduże. Robię rzeźbę bardzo kameralną, jak na wymiar jednego człowieka. Taka jest moja psychika... Nigdy nie robiłam rzeczy dużych... wszystko jest kameralne, wyciszone.
Czy Bolesławiec daje Ci jedyną szansę realizacji Twoich zamysłów?
Oczywiście. Wiesz, ja zakochałam się w Bolesławcu. Kiedyś wrzuciłam pieniążek do waszego stawu i od tamtego czasu przyjeżdżam tu każdego lata.
Masz przewagę nad przemijającym czasem, możesz wyrazić w swojej rzeźbie to, co czujesz, zatrzymać czas.
Tak rzeczywiście jest. Nieraz myślałam, że gdybym po śmierci męża nie przyjechała do Bolesławca, gdzie przez sześć plenerowych dni, niemal nie wychodząc z zakładu ceramicznego, mogłam realizować wystawę ("Epitafium dla Romka"), to ja bym nigdy tego cierpienia, tego bólu nie przeżyła. Tutaj mogłam się wykrzyczeć, wypłakać, mogłam to całe rozdarcie przekazać w rzeźbie.
Pozwoliło mi to również nabrać jakiegoś dystansu, odnaleźć swoje posłannictwo. A sprowadza się ono do takiej oto refleksji: powinnam drugiemu człowiekowi mówić, że warto żyć, że wszystko, co się dzieje wokół nas jest piękne, że drugi człowiek jest dobry, że trzeba tę dobroć w nim otworzyć. Myślę, że to doświadczenie po to dane było mi przez Boga, żebym nauczyła się tak właśnie reagować. A działanie plastyczne jest sposobem na powiedzenie mojej prawdy o życiu.