Co to jest Hobro

Co to jest Hobro
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Bolesławianie mijając powstały niedawno słup (obelisk, pomnik) z tablicami wykonanymi w miedzi drapią się po głowie. Słup (pomnik, obelisk) stoi w ruchliwym miejscu, na skwerku obok stawu (bez wody) przy ul. Bankowej. Do niedawna był to pomnik "Wdzięczności Armii Czerwonej". Władze miasta nie bardzo wiedziały co z tym pomnikem zrobić, wpadły więc na pomysł...
Pomnik miał być zamieniony w rodzaj słupa milowego wskazującego odległości do różnych miast Europy. Powstało ni to ni owo. Niektóre (przypadkowo naniesione na miedź) miasta mają określoną odległość, inne (Hobro, Siegburg) nie. Ponieważ dowiedziałem się, że napis "Siegburg" uzasadnia nawiązana współpraca z tym miastem – kilka słów, przy okazji, na ten temat. Skąd nasze związki z tym odległym (na słupie – pomniku nie ma, ale przeczytałem w "Głosie Bolesławca" że Siegburg dzieli od Bolesławca 790 km) miastem? Ano stąd, że w Siegburgu i rejonie tego miasta powiatowego zamieszkuje liczna społeczność niemiecka dawnego BUNZLAU, które w 1945 roku wróciło do Macierzy i stało się, jak za Piastów Śląskich Bolesławcem. Choć krótko latem 1945 roku było Bolesławem. "Bunzlacy" – niemieccy mieszkańcy miasta zgodnie z Układem Poczdamskim w latach 1946 -1947 zostali przesiedleni do strefy okupacyjnej angielskiej. I przypadkowo znaleźli się akurat w Siegburgu. Tam wyrosło powojenne pokolenie "Bunzlaków". I wiedzie im się tam całkiem, całkiem dobrze. Tylko tęsknią za swoim Bunzlau, tak jak my za miastami Kresów Wschodnich. I na to nie ma rady. Założyli tam bardzo żywotne stowarzyszenie, jak my to nazywamy, "ziomkowskie". Ziomkowstwa takie były solą w oku władz w minionej epoce. Dziś nikogo to nie razi. My też mamy swoje organizacje "ziomkowskie" Lwowian, Wilan, Grodnian itp. "Ziomkowstwo" Bunzlaków w Siegburgu wystawiło w centrum miasta pomnik, oczywiście z... kamionki, na którym jest postać kobiety lepiącej na kole garnek. Niżej napis "Bunzlau 790 km". Kilka refleksji z tym związanych. Otóż krąży po Bolesławcu parę egzemplarzy interesującej książki w języku niemieckim. Jej tytuł po polsku brzmi "Powiat Bolesławiecki nad Bobrem i Kwisą. Księga ojczysta". Bogata szata graficzna, trwała oprawa płócienna, kredowy papier, mapki, dobre liczne fotografie i ...528 stron! Ukazało się już trzecie poszerzone i uzupełnione wydanie m.in. z fotografiami świętej pamięci Alojzego Skorupy, naszego bolesławieckiego działacza i fotografika – dokumentalisty, choć pod fotografiami brak autora...
Książkę wydało stowarzyszenie ziomkowskie "Bunzlaków" w Siegburgu. Książka interesująca, mimo wielu zastrzeżeń i polecam ją nie tylko badaczom naszego grodu. Trzeba tylko choć trochę znać język naszych sąsiadów z za Nysy Łużyckiej.
O książce trzeba chyba napisać w "Głosie Bolesławca" nieco szerzej i przy innej okazji. Publikacja ta zawiera materiał historyczny, choć niekiedy kontrowersyjny. Ostatnim rozdziałem są lata drugiej wojny światowej i dwa pierwsze lata naszego miasta: zanim niemieccy mieszkańcy nic zostali przesiedleni. Ale jest też o naszej polskiej odbudowie miasta ze zniszczeń i jego rozbudowie. Po raz pierwszy napotykamy relacje niemieckie na zbliżania się linii frontu do miasta na początku 1945 roku. Też o walkach w Bolesławcu, widzianych oczami Niemców, o oddziałach niemieckich, które broniły miasta. I o początkach "okupacji sowieckiej", a potem "okupacji polskiej".
Jest charakterystyczne i w tym miejscu, a dość powszechne w świadomości niemieckiej, że ciut łaskawszym okiem patrzą na b. ZSRR i "okupantów sowieckich", niżeli na Polskę i "okupantów polskich". No cóż, wieki całe przyjaznej współpracy Niemiec i Rosji, czego dowodem były emigracje milionów Niemców do Rosji, odcisnęło swoje piętno... Pierwsze lata powojennego naszego miasta zostały przedstawione tu w sposób skandaliczny, zakłamany w sposobach wysiedlania (że np. groziła kula w łeb natychmiast temu, który nie chce wyjechać), przesadnie kłamliwe informacje o "niemieckiej partyzantce" antypolskie, czyli po naszemu "Werwolfie". Jest w tym rozdziale wiele kłamstw dla nas obraźliwych. Czy mają prawo tak widzieć historię?...Zapomniano, niestety, że tuż po 1945 roku rany zadane przez niemieckiego okupanta były świeże, nabolałe. Niemal wszyscy Polacy – pionierzy tej ziemi nadbobrzańskiej doznali większych, lub mniejszych krzywd od Niemców. Od prostych, zwykłych ludzi też. Łza się w oku kręci w związku z brakiem naszej publikacji, monografii o naszym mieście i ziemi bolesławieckiej.
Tam już trzecie wydanie o objętości ponad 500 stron – u nas parę folderów i broszurek...
Wracając do słupa milowego (pomnika, obelisku): trzeba zwrócić uwagę na fakt niezdarnego usunięcia tego wszystkiego, co było na pomniku, a co chcieliśmy zakryć tablicami z brązu... U dołu głównego lica pomnika są ślady jakiegoś napisu. Jest to widoczne. Spod tablic zawieszonych wyżej wyłażą fragmenty reliefu stylizowanych żołnierzy. I na koniec pytanie. Czy i kiedy będą zapalone oraz na jaką okazję znicze ustawione po obu stronach słupa – pomnika? Nie zostały usunięte więc chyba będą służyć.
Zresztą czego ja się czepiam? Przecież te znicze przysparzają słupowi (pomnikowi) splendoru. Aleja nie mogę zapomnieć jak około 30 lat temu w płomieniu znicza płonęła 10 letnia dziewczynka...