Bolesławiecki "Pegaz" od grzywy do ogona

Bolesławiecki
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

czyli początek i koniec Magazynu Kulturalnego
Korzystając z gościny niniejszego czasopisma wyjaśniam wszystkim "fanom" magazynu kulturalnego w TV lokalnej "Bolesławiecki Pegaz" kulisy jego tworzenia.
W ślad za TV kablową powstała możliwość tworzenia lokalnego programu. Praktyka wskazuje na potrzebę, istnienia regionalnych publikatorów jako sposobu komunikacji społecznej. Świadczy o tym zarówno popularność niniejszego pisma "Głosu Bolesławca" (notabene profesjonalnie wydawanego w opinii wielu czytelników) jak i programu TV lokalnej "TLB". Dzięki nim można się dowiedzieć o sprawach dotyczących nas samych i bliźnich ?-bardziej lub mniej znajomych, a także mieć trochę rozrywki oraz poczucie uczestniczenia w życiu społecznym.
Z powyższych względów powstał "Bolesławiecki Pegaz", czyli to i owo o kulturze w naszym mieście" - autorski magazyn kulturalny. Miał on na celu komentowanie wydarzeń kulturalnych w mieście. Autorski, tzn. tworzony w całości: od koncepcji do realizacji w warunkach zupełnej manufaktury; przez autorkę niniejszego listu, przy pomocy kolegi - Jurka Piaseckiego!, który odszedł na zawsze i nigdy już nie sfilmuje żadnego wydarzenia. Jego oprawcy, z niewiadowych powodów pozbawili GO życia, które udostępniał, wiele różnych imprez filmując. Nie ma GO już, nie ma współtwórcy "Pegaza". Jest to jeden z powodów dla których ten program powinien się skończyć w dotychczasowej formie.
Na liczne pytania o korzyści materialne płynące z tworzenia programu, z całą odpowiedzialnością odpowiadam, że poza licznymi stresami, poświęcaniem prywatnego czasu, czasami satysfakcji z pozytywnej oceny widzów, nie mieliśmy nic więcej. Bywały również głosy krytyczne o: nie najlepszym obrazie, przesterowanym dźwięku itp. Zarzucano również "blokowanie" niektórych informacji oraz zbyt krótki program. Przyjmowaliśmy z pokorą uwagi starając się poprawiać wszelkie błędy na miarę naszych możliwości, ale gdy mieliśmy do wy boru ? nie pokazać nic lub obraz przy fatalnym oświetleniu, wybieraliśmy to drugie. Ponieważ założyliśmy sobie szeroką informację kulturalną, nie potrafię odpowiedzieć na zarzut o jej blokowaniu. I na koniec - czas trwania tego programu - około 10 min. Może w istocie, ze względów na formułę magazynu był on za krótki. Założyliśmy jednak sobie dyscyplinę czasową dla wartkości programu i zatrzymania uwagi widzów na całości przy pomieszczeniu wszystkich informacji. W powyższym celu montowaliśmy wszystko, nawet przydługie wywiady, które zresztą znalazły miejsce dla siebie w oddzielnym, specjalnym wydaniu. Reżim cotygodniowego wydania aktualności był wielce obciążający, zwłaszcza, że w warunkach zupełnej "manufaktury" i poza normalnymi obowiązkami zawodowymi. Często również widzowie pytali o kontakty z artystami udzielającymi wywiadów. Otóż zawsze wykorzystywaliśmy ich dobrą wolę, nie proponując w zamian żadnej rekompensaty. Różnie wyglądały pertraktacje, nawet w sprawie rejestracji fragmentu występu. Na ogół dopisywało nam szczęście i zaprezentowaliśmy Państwu wszystkich gości. Mam nadzieję, że to rekompensowało widzom nie najwspanialną jakość techniczną.
Teraz wiele się zmieniło. W TV lokalnej pracują już ludzie na pełnych etatach i sądzę, że będą również robili programy o wszystkich wydarzeniach kulturalnych w mieście. Pewien etap "raczkowania TLB" już się skończył, a wraz z nim autorska i amatorska formuła magazynu kulturalnego. Że tak być powinno, świadczy o tym choćby emisja ostatniego "Pegaza". W niedzielę z brakiem dźwięku w miejscu pożegnania widzów (prawdopodobnie wynik wadliwego nagrania). W powtórkowej emisji była już całość dźwięku (stąd zapewne liczne pytania widzów). Czuję się w obowiązku przeprosić za te wszystkie usterki techniczne, zwłaszcza wiernych odbiorców tego programu. Jeszcze raz żegna się z państwem, życząc jednocześnie dobrej komunikacji społecznej