Mur
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

W latach siedemdziesiątych, będąc w Wenecji zobaczyłem na jednym z zabytkowych pałacyków napis wykonany farbą w aerozolu "Wolność dla homoseksualistów". Pomyślałem sobie wtedy, że na szczęście nie ma u nas tej plagi napisów na murach. Jednak i my pod tym wzglądem dołączyliśmy do Europy. Najpierw, w latach osiemdziesiątych wojna wypisywana na murach (ślady jeszcze w mieście pozostały) miała charakter polityczny, później już ruszyła fala obsmarowywania miasta przez kibiców sportowych różnych klubów, zwolenników i fanów, zespołów muzyki rockowej, którzy swoje sympatie mazali na elewacjach naszych domów. Ostatnio zauważa się jakąś wojnę na murach między zwolennikami i przeciwnikami skinów i panków. W ten sposób elewacje naszych budynków (często świeżo pomalowanych), mury, klatki schodowe, bramy i windy wyglądają jak jeden wielki bohomaz.
Jak walczyć z tą plagą? Jest to pytanie do wszystkich mieszkańców naszego miasta. Do Policji, żeby czasami skontrolowała chodzących późną nocą młodych ludzi. Do rodziców, żeby zainteresowali się co ich pociechy nastoletnie robiły w mieście do późnych godzin i do czego służy noszony przez te pociechy aerozol z farbą. Do wychowawców w szkołach, aby problem ten był przedmiotem pogadanek wychowawczych. Wreszcie do wszystkich dorosłych żeby nie przechodzić obojętnie wobec widocznego wandalizmu dokonywanego często na naszcyh oczach przez ludzi młodych. Czas rozpocząć walkę o czystość naszego miasta.