Goerlitz nieznane, czyli wspomnienia z wycieczki uczniów ze Szkoły Podstawowej w Bożejowicach

Goerlitz nieznane, czyli wspomnienia z wycieczki uczniów ze Szkoły Podstawowej w Bożejowicach
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Na zebrani Samorządu uczniowskiego pani dyrektor Jadwiga Ostrowska chcąc zachęcić uczniów do aktywnego uczestniczenia w życiu szkoły, zaproponowała, że zorganizuje wycieczkę zagraniczną dla wyróżniających się uczniów.
Bardzo spodobał się ten pomysł. Wycieczka miała być podsumowaniem całorocznej pracy. Wraz z opiekunką naszego S.U. – panią Anną Rudzik i wychowawcami ustaliliśmy listę 42 szczęśliwców. Dla większości z nas był to pierwszy wyjazd za granicę, z tej prostej przyczyny, iż nie posiadamy paszportów. Ich brak nie był jednak żadną przeszkodą, pojechaliśmy bowiem na legitymacje.
Wyjechaliśmy w sobotni, deszczowy poranek. Niektórym chciało się trochę spać, ale szybko rozbudził ich radosny gwar panujący w autobusie. Z powodu brzydkiej pogody nie podziwialiśmy krajobrazów za oknami, lecz zajęliśmy się ożywioną wymiana poglądów, do tego stopnia, że dopiero głos witającej nas w Zgorzelcu sympatycznej przewodniczki spowodował, że rozejrzeliśmy się wokoło i stwierdziliśmy, że jesteśmy w Zgorzelcu, a deszcz przestał padać. Formalności na granicy trwały tak krótko, że zdążyliśmy zauważyć tylko, że celnik był przystojny, bez przeszkód wjechaliśmy do Goerlitz. Miasto niewiele różniło się od Zgorzelca. Nam kojarzyło się tylko z opowiadaniami dorosłych o zakupach, jakie można tam zrobić. Co tu dużo mówić, cały Bolesławiec i okolice kupują tutaj atrakcyjne towary. My też mieliśmy okazję zobaczyć niemiecki dom towarowy i zrobić drobne zakupy na początku naszej wycieczki, z tego względu, iż w soboty sklepy są czynne krócej i przełożenie tego punktu programu na koncie wycieczki byłoby niemożliwe.
Dom handlowy, jak można było przewidzieć, wywarł na nas ogromne wrażenie. Dobrze, że wszyscy umieliśmy zachować dyscyplinę finansową i zdrowy rozsądek, bo wybór towarów mógł przyprawić o zawrót głowy. Nasi opiekunowie nie mieli jednak z nami żadnego kłopotu. Z pełnymi torbami wróciliśmy do autobusu. Ciekawostką dla nas był fakt, że przy kasie zamiast popularnych w Polsce reklamówek, otrzymaliśmy duże papierowe torby, które świadczą o tym, że, że nasi sąsiedzi znacznie wyprzedzili nas w działaniach na rzecz środowiska. W radosnym nastroju udaliśmy się do Muzeum Wsi. W malowniczo położonym gospodarstwie o czworobocznej zabudowie mieliśmy okazję obejrzeć wyposażenie domu mieszkalnego oraz zabudowania gospodarcze wraz ze wszystkimi urządzeniami i narzędziami używanymi na wsiach wtedy, gdy jeszcze nie rozwinęła się technika, a gospodarstwa wiejskie były prawie samowystarczalne. Ze zdumieniem oglądaliśmy krosna, na których kobiety tkały materiał na ubiory, chodniki i różne kilimy. Widzieliśmy wykonywane domowym sposobem obuwie ze słomy. Takie słomiaczki zrobiłyby chyba furorę w naszych cepeliach, tylko kto by je umiał zrobić? Gospodarstwo wyposażone było w urządzenia do produkcji wina z winogron.
W specjalnie wyodrębnionej części znajdowało się muzeum, w którym zgromadzono niezwykle pięknie wykonane kadzie, puchary, prasy, dzbany oraz tablice przedstawiające technologię produkcji tego trunku. Mieliśmy wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie, gdy weszliśmy do kamiennego budyneczku krytego słomą w którym, jak okazało się znajdowała się studnia. Wyraźnie był widoczny szacunek dawnych mieszkańców do wody. Nie sposób wymienić tu wszystkich ciekawych rzeczy, które oglądaliśmy. Niektórzy zresztą potrafili bezbłędnie rozpoznać gospodarcze narzędzia, gdyż podobne np. maselnice czy młockarnie zachowały się do dzisiaj w ich gospodarstwach. Z wielkim podziwem oglądaliśmy prototyp automatycznej pralki z zamontowanym paleniskiem do podgrzewania wody i korbą do kręcenia wirnikiem. Lepsze to było niż tara, ale i tak bardzo pracochłonne. Tak, to wszystko było bardzo ciekawe, jednak doszliśmy zgodnie do wniosku, że wolimy żyć w dzisiejszych czasach. Te gospodarstwa dzisiaj są o tyle ciekawe, że zarabiają pieniądze na turystach.. Urządzają pikniki z pieczeniem chleba i degustacją wina, które cieszą się dużym powodzeniem.
Czas naglił, musieliśmy zakończyć naszą wizytę w tym niezwykłym muzeum, w którym wszystko było w takim stanie, jakby dawni mieszkańcy tylko na chwilę wyszli. Teraz udaliśmy się do planetarium, wielu z nas nie wiedziało, co to takiego jest. Kiedy w okrągłej sali z dziwnym urządzeniem w środku zasiedliśmy wygodnie na miękkich fotelach, zgasło światło i w górze zobaczyliśmy wspaniałe, usiane gwiazdami niebo. Siedzieliśmy godzinę, jak zaczarowani. Pani przewodniczka tłumaczyła nam po polsku to, opowiadał nam o księżycu, słońcu, planetach i innych gwiazdach pracownik planetarium. Od patrzenia w górę zesztywniały nam karki, ale wyszliśmy z planetarium bogatsi o wiele wiadomości na temat nieba, które codziennie widzimy. Nie spodziewaliśmy się, że tak blisko Bolesławca są takie ciekawe obiekty. Ruszyliśmy dalej, gdyż w programie mieliśmy teraz zwiedzanie Zoo. Mając w pamięci Wrocławskie Zoo bardzo się zdziwiliśmy widząc niektóre zwierzęta i ptaki nie zamknięte w klatkach. Przesympatyczne kózki można było głaskać. Zachwycały chodzące po polankach bociany i inne ptaki. W klatkach mieliśmy okazję obejrzeć niespotykane okazy zwierząt, np. ogromne, wełniste świnie. Całe Zoo wyposażone jest w urządzenia do zabawy. Różne drewniane, pięknie rzeźbione huśtawki, plecione, ruchome mosty, labirynty, skrytki z zagadkami do rozwiązywania, to wszystko sprawiło, że hasaliśmy z ogromną przyjemnością po całym terenie tego małego, ale bardzo sympatycznego Zoo. Na koniec pojechaliśmy do parku. Była tam śliczna kolejka wąskotorowa obsługiwana przez naszych rówieśników. Kolorowe wagoniki wyglądały jak przeniesione z innej epoki, tylko zminiaturyzowane. Jadąc powoli okrążyliśmy cały park. Na pamiątkę zostały na oryginalne bilety z ilustracjami dawnych lokomotyw. Ostatnim punktem naszego programu była zabawa na placu zabaw w tym parku. Dokazywaliśmy tam jak przedszkolaki. Nawet nasi nauczyciele dali się wciągnąć do zabawy. Pani dyrektor obiecała nam, że w przyszłości i przy naszej szkole będzie plan zabaw dla dzieci.
Syci wrażeń, zmęczeni, ale bardzo zadowoleni wróciliśmy do domów. Wycieczka była bardzo udana. Do zwiedzania zostało w Goerlitz jeszcze dużo miejsc. Mamy nadzieję, że pojedziemy tam jeszcze. Zachęcam wszystkich do wyjazdu do tego miasta nie tylko na zakupy.
Przewodnicząca SU
Ewelina Stasiak
ucz. kl. VII S.P. w Bożejowicach