Listy do redakcji. "Rękawiczka"

Listy do redakcji.
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Z prac Stowarzyszenia Nauczycieli Twórczych:
Dysleksja – problem znany czy nieznany?
22 października b.r. odbył się mecz piłki nożnej juniorów starszych. Naprzeciw siebie stanęły jedenastki BK.S Bolesławiec i Bielawianki Bielawa. Wygrała drużyna gospodarzy 2 :0. Pod koniec drugiej połowy meczu doszło do przykrego zdarzenia na boisku. Zawodnik gości sfaulował naszego zawodnika. Do faulu doszło w ferworze walki. Kopnięcie "z tyłu" było mocne, lecz z pewnością niezamierzone. Nasz zawodnik – prawdopodobnie pod wpływem bólu – wykonał gest, który ja określam jako zaczepno-odporny.
Sędzia spotkania pokazał zawodnikowi gości czerwoną kartkę (w myśl nowych przepisów jak najbardziej słusznie). Potem sędzia "pozwolił sobie" wezwać na miejsce incydentu kapitana drużyny gości (bramkarza). Doszło do rozmowy, w trakcie której kapitan gości użył niecenzuralnego wyrażenia, którym najprawdopodobniej obraził sędziego, bo i kapitan ujrzał czerwony kartonik.
Pisząc ten tekst świadomie użyłem sformułowania "pozwolił sobie" bowiem uważam, że sędzia nie miał prawa wzywać kapitana. Pokazanie czerwonej kartki jest jednoznaczne z tym, że zawodnik tak ukarany zostaje automatycznie usunięty z boiska. Nie ma więc potrzeby dodatkowo informować o tym kapitana.
Pragnę nadmienić, że do momentu pokazania czerwonych kartek mecz rozgrywany był w spokojnej atmosferze (chyba tylko jedno trzyminutowe wykluczenie). Biorąc pod uwagę fakt, że wynik był raczej pewny, goście byli liczebnie osłabieni, a do zakończenia meczu zostało niewiele czasu, nie można było spodziewać się zaostrzenia mcczu. Po meczu doszło do zakładu między mną, a moim kolegą, znanym sędzią piłkarskim Stanisławem Gizą. Jest on autorem, redaktorem i wydawcą "Biuletynu Sędziowskiego" na okręg Jelenia Góra i unikatowego wydania "Od trampkarza do juniora".
Pan Stanisław brał stronę sędziego, kiedy ja uważałem, że sędzia popełnił błąd. Zgodnie z warunkami zakładu Pan Stanisław został zobowiązany do przedstawienia w ciągu tygodnia dowodu (Przepisy gry w piłkę nożną). Minęły trzy tygodnie i dowodu brak. Ze względów formalnych mógłbym czuć się zwycięzcą, ale mnie nie interesuje zwycięstwo przy zielonym stoliku. Dlatego też (tym razem na łamach "Głosu Bolesławca") ponownie wzywam Cię Staszku.
Zastanawiając się nad tym, kto mógłby być rozjemcą, doszedłem do wniosku, że jest jedna, możliwa do przyjęcia dla nas obu, kandydatura. Jest to znany sędzia piłkarski Pan Andrzej Szczełkun: z racji pełnionej funkcji Prezesa Okręgu Sędziowskiego Jelenia Góra i tytułu posiadanych kwalifikacji (wszak nic za darmo zostaje się sędzią pierwszoligowym).
Kwestie formalne pozostawiam Tobie, Staszku. Co do stawki zakładu to jestem gotów zamienić skrzynkę piwa na butelkę ale GUINNESSA (uprzednio nie umawialiśmy się co do marki piwa), chociaż zwycięstwo moje jest prawie pewne. Niemniej jednak decyzję w tej materii pozostawiam Tobie.
Ponieważ wybrałem drogę pisemną – oczekuję werdyktu na piśmie, choć niekoniecznie w gazecie.
Ze sportowym pozdrowieniem J.Kubica.