Z pozycji opozycji. Czynszowe paradoksy

Z pozycji opozycji. Czynszowe paradoksy
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Pod znakiem zapytania staje się oczywiste prawo wolnego człowieka do dachu nad głową, kolejne ciężary finansowe, które staną się udziałem nas wszystkich – uderzą rykoszetem głównie w wybrany przez nas samorząd terytorialny. Zła ustawa sejmowa z dnia 2 lipca 1994 roku spowodowała powstanie "Uchwały nr V/39/94", którą podjęli z niemałymi oporami psychicznymi i bólem serca rajcowie grodu nad Bobrem na grudniowej sesji. Byłem jednym z dwóch radnych, którzy powstrzymali się od głosu, stąd próba usprawiedliwienia takiej decyzji.
Dużo kontrowersji budzi skuteczność niektórych rozwiązań w dziedzinie prawa mieszkalnego, które zawiera cytowana ustawa o najmie lokali mieszkalnych i dodatkach mieszkaniowych. Zastrzeżenia niesie metodologia ustalania stawek wyjściowych czynszu i wariantowe propozycje zgłoszone pierwotnie przez MPGM: stawka podstawowa to 6 tys. starych zł za metr kwadratowy powierzchni, a faktyczne koszty utrzymania sięgają kwoty 10 tys. zł za m2. Istnieją już niemałe zaległości w dotychczasowych czynszach przy znikomym ich "odpracowywaniu" przez lokatorów i nielicznych przypadkach zmiany dużych mieszkań na mniejsze. Odgrywa w tym rolę czynnik psychologiczny, z którym zupełnie nie liczą się centralni czy lokalni technokraci. Można domniemywać, że będzie z zadłużeniem gorzej, niż jest aktualnie.
Obawy powstają w związku z gospodarowaniem pieniędzmi, które są pozyskiwane z tytułu czynszów i innych opłat za najem lokali. Najemcy mieszkań komunalnych nic są pewni, czy pozyskiwane przez wynajmujących środki będą rzeczywiście wydawane na utrzymanie budynków w należytym stanie, nie mówiąc o podniesieniu ich standardu.
Problem jest o tyle istotny, że przewidywane dodatki mieszkaniowe, które są wypłacane uprawnionym ze specjalnie na ten cel przeznaczonych funduszów, mogą być wydatkowane również na inne cele, nic związane z gospodarką mieszkaniową. W praktyce oznaczałoby to, iż pomoc finansowa ze strony państwa i gmin, przewidziana w art. 44 i 45 ustawy, nic byłaby w pełni skuteczna. Zważywszy, że środki z budżetu państwa na dodatki mieszkaniowe są więcej niż skromne, obawy o ich wykorzystanie są w pełni uzasadnione.
Samorządy, którym na dodatki mieszkaniowe brakuje pieniędzy, stały przed pokusą ustalania maksymalnej wysokości czynszu regulowanego na poziomie 3 proc. wartości odtworzonej lokalu w stosunku rocznym. Groziłoby to po prostu odmową płacenia zbyt wysokich czynszów przez użytkowników lokali. W Bolesławcu od początku zdawano sobie sprawę z tej pułapki, toteż uzyskanie consensusu na posiedzeniach Zarządu Miasta poprzedziły burzliwe dyskusje i pretensje głównie pod adresem Dyrekcji MPGM o zbyt wysokie-chociaż wariantowe-propozycje naliczania czynszów. To prawdziwa kwadratura koła: zbyt wysokie czynsze wyjmują z chudych kieszeni ostatnie złotówki, dotowania różnicy i zbyt niski poziom opłat za mieszkania rozsadzi i zrujnuje budżet miasta, w których daleko do pełnego dostatku... Zwyciężył-jak się wydaje-zdrowy rozsądek: radni uwzględnili z jednej strony trudną sytuację materialną lokatorów (kryterium społeczne), z drugiej strony poddali się obiektywnym rygorom ekonomicznym, honorując ogólnie rozumiane interesy życiowe członków wspólnoty samorządowej.
Reforma czynszowa oddaje w ręce samorządów całość spraw związanych z gospodarowaniem zasobami mieszkaniowymi, lecz nic daje im pieniędzy. Nie ma co się łudzić: w kasie państwowej nie ma wystarczających środków na pokrycie pełnych kosztów eksploatacji mieszkań, a także na niezbędne remonty oraz na wszystkie dodatki mieszkaniowe. Miasto w projekcie budżetu na r. 1995 zaplanowało kwotę 6 miliardów zł na wypłatę dodatków mieszkaniowych. Obciążenie niemałe, oby tylko wystarczyło dla wszystkich... Stan techniczny wielu budynków woła o pomstę do nieba, cóż można jednak zmienić bez wystarczających środków finansowych? Wraz z ubożeniem wielu ludzi-popada w ruinę miasto, zależność i wzajemny związek tych procesów nic budzą wątpliwości.
Kilka faktów. Zaległości czynszowe lokatorów mieszkań komunalnych na koniec 1994 roku wyniosły 2 miliardy 161 milionów zł. Tych pieniędzy MPGM-a więc i miasto-raczej nie odzyska. Zarząd Miasta-na wniosek tej instytucji-wyraził zgodę na umorzenie długu 94 najbiedniejszych rodzin-na łączną kwotę 256 mln. zł. Tam bieda wyziera z każdego kąta i nic nie rokuje postępu, stąd głęboko ludzkie podłoże decyzji. Z prawnego punktu widzenia można eksmitować lokatorów do tzw. pomieszczeń socjalnych i tworzyć niehumanitarne getta na obrzeżach miasta. Można wymuszać zmianę mieszkań na ciaśniejsze klitki, można wreszcie odpracowywać zaległy czynsz. Tylko to ostatnie rozwiązanie warto zaakceptować z humanistycznego punktu widzenia. To zadanie dla administracji mieszkaniowej, która chyba zbyt beztrosko i formalnie podchodzi-jak dotąd-do egzekwowania terminowych rozliczeń. Trzeba dać zdecydowanie większą szansę na spłaty ratalne i zmianę zadłużenia na konkretną pracę przy pracach remontowych lub innych.
Istotą samorządności jest współgospodarzenie i współodpowiedzialność za los lokalnej wspólnoty i nie można tym obciążać tylko samych radnych jako przedstawicieli elektoratu. Nic może być archaicznego podziału na "my" i "oni", bo to droga prowadząca do nikąd. Miasto podjęło jeszcze jeden znaczący wysiłek dla ulżenia mieszkaniowej doli, a może niedoli-najbiedniejszych. Powstają dla nich dwa pawilony mieszkalne przy ul. Kościuszki. W tym roku będzie tu oddanych do użytku 6 mieszkań rodzinnych, a 8 pozostałych będzie w tzw. stanie surowym. Chyba, że znajdą się dodatkowe miliony zł na ich wcześniejsze wykończenie i oby tak się stało.
Miasto próbuje więc rozwiązać problem na mirę swoich ograniczonych budżetem możliwości. I chociaż dla wielu nowe naliczenia opłat czynszowych stały się prawdziwym szokiem-warto pamiętać o prawdziwym sprawcy zamętu i obciążeń, które można było wprowadzić w rozsądnych ratach. Ale to już nic zależy od lokalnego samorządu i rajców miejskich. Decydenci siedzą wyżej, w znacznie wygodniejszych fotelach.