Dzieci głosu nie mają. Gordyjski węzeł oświaty

Dzieci głosu nie mają. Gordyjski węzeł oświaty
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Grudniowe spotkanie władz miasta i dyrektorów bolesławieckich szkół z parlamentarzystami, a więc posłami i senatorami naszego okręgu nie sposób uznać za udane. Jedyny obecny poseł dr Marian Michalski przyjechał z opóźnieniem, Kurator Szustak już o godz. 12 opuścił zebranych, wizytatorka B.Woźniak nie zabrała głosu. Inni zaproszeni oficjele i decydenci znaleźli widać pilniejsze zajęcia (chyba nie wagary?) bo nie pojawili się na sali obrad przy prostokątnym (kanciastym?) stole... Jeśli tą symboliką mierzyć stan i perspektywy lokalnej oświaty – trudno pozostawać optymistą.
Pozostał lokalny samorząd, który nie odżegnuje się od odpowiedzialności i pomocy, ale przecież nie może przejmować na swoje barki zadań administracji rządowej w tym zakresie. Merytorycznej fachowości mu nie brakuje, nie ma natomiast pieniędzy. Że potrafi uporać się z problematyką oświatowo-wychowawczą najlepiej świadczy przykład miejskich przedszkoli, które mają się dobrze i stanowią swoistą "oazę szczęśliwości" w skali wojewódzkiej. To nie przesada ani tania demagogia, przyjrzyjmy się faktom. Do 9 przedszkoli uczęszcza ponad 1.100 dzieci skupionych w 43 oddziałach pod opieką 170 osób, w tym 90 nauczycielek. Opieka wychowawcza to także gimnastyka korekcyjna, nauka języków obcych(!), rytmika, zajęcia wyrównawcze i logopedyczne, opieka nad dziećmi specjalnej troski, religia, tradycyjne gry i zabawy oraz urozmaicone pożywienie. Placówki są zadbane, estetyczne, ukwiecone, budynki wyremontowane i dobrze ogrzane. Tutaj dzieci są najważniejsze, a dzieciństwo ma pełny smak i koloryt. W r. 1995 miasto przeznaczy na ten cel blisko 18 mld. zł.
Szkoły pozostają ciągle na garnuszku Kuratorium i od lat klepią przysłowiową biedę. Samorząd nie stroni od pomocy, na ile tylko stać Radę Miejską. 1 tak w minionym roku na remonty "obcych" (w sensie statusu prawnego) szkół miasto przekazało ponad 2 miliardy zł., głównie remontując zdekapitalizowane budynki. Stan techniczny obiektów woła o pomstę do nieba, ale wylewane przez dyrektorów szkół łzy nie wzruszają oświatowych urzędników od szczebla kuratoryjnego po ministerstwo... Miasto wypłaciło więc 425 mln. zł. za naukę pływania trzecioklasistów z podstawówek, 45 mln. zł. na zajęcia pozalekcyjne, 360 mln. zł. za remont elewacji Starego Teatru, 50 mln. zł. na pracownię komputerową licealistów, 120 mln. zł. na remont stadionu sportowego (obiekt kuratoryjny), wspomogło Szkołę Muzyczną, Dom Dziecka, fundowało stypendium dla uczennicy szkoły baletowej itd. W grudniu kąsa miejska świeciła pustką, a szkoły zgłosiły wnioski na sumę 2,3 mld. zł. do tegorocznego budżetu. Niestety – z próżnego i Salomon nie naleje, więc po prostu pisma w tej sprawie zostają zamrożone: jeśli będzie nadwyżka, dodatkowe dotacje czy dochody – rajcowie grodu chętnie sypną groszem, na dziś sytuacja pozostaje patowa.
Pan Kurator mówił o mizerii oświatowej województwa, o zadłużeniach szkół wobec ZUS i innych instytucji, kosztach utrzymania szkolnictwa, stresach dyrektorów, potrzebach zmian w Karcie Nauczyciela, kosztach utrzymania ucznia (w Bolesławcu 7,5 mln. zł. rocznie), potrzebach inwestycyjnych regionu (np. Kamienna Góra ma szkołę zawodową-molocha o 80 oddziałach/!/, brakuje szkoły na jeleniogórskim osiedlu "Zabobrze" o 30.000 mieszkańców), toteż nasze miasto nie ma szans na budowę lub rozbudowę szkoły Nr 9 (Bolesławice, osiedle "Przylesie") albo budowę ze środków Kuratorium (Ministerstwa Edukacji) sali gimnastycznej przy Liceum Ogólnokształcącym Nr 1. Inwestycje oświatowe mamy sobie wybić z głowy, bo do szkół podstawowych wkracza niż i tak będzie przez kilka kolejnych lat, zresztą gród nad Bobrem zyskał dwie potężne inwestycje w szkolnictwie średnim: budynek LO Nr 2 (dzielnica Staszica) i Zespołu Szkół Zawodowych przy ul. Zgorzeleckiej i to musi wystarczyć na długo... Wszystkie alarmujące głosy dyskutantów: E.Kowalskiego, E.Chodyry, D.Pińczuk, dyr. Małkowskiego, Z.Brusiło, dyr. Maksymowicza, B.Kościelewskiej, dyr. Smoleńskiej, S.Szlenzak, A.Hil i innych zostały przyjęte – mimo dramatyzmu narracji – ze stoickim spokojem.
Nie można odmówić swady czy profesjonalizmu nauczycielowi z zawodu, posłowi PSL dr Marianowi Michalskiemu, który długo mówił o problematyce oświatowej w skali makro. Wiemy więc, że w Sejmie RP zasiada 71 pedagogów, że w szkołach niepublicznych uczy się po 8 dzieci w klasie, że mają tam języki obce, umuzykalnienie i tańce, że w województwie brakuje kompleksowej polityki oświatowej. Ale co z tego wynika dla Bolesławca? Ano – nic. Doskonale przecież wiemy, że nie zapłacone rachunki za energię elektryczną, telefony, węgiel, rezygnacja z zakupu książek i czasopism do bibliotek szkolnych, brak środków na podstawowe pomoce naukowe, postępująca w zastraszającym tempie dekapitalizacja budynków, obciążanie biedniejących rodziców coraz większymi kosztami konstytucyjnie bezpłatnej przecież nauki – to tylko niektóre przykłady degradacji edukacji narodowej. A pauperyzacja nauczycielstwa polskiego, o czym głośno mówili niemal wszyscy dyskutanci? Kolejni "reformatorzy" nie szukają wyjścia z tego błędnego koła. Mowa o tzw. najwyższym szczeblu władzy. Media twierdzą, że wszystkiemu jest winne 18-godzinne pensum tygodniowej pracy nauczyciela, a także ochrona prawna gwarantowana ustawą "Karta Nauczyciela". Dokument jest sztandarowym chłopcem do bicia i solą w oku znawców oświaty. Tymczasem ustawa ta stanowi martwy zapis, który po prostu nie przystaje do rzeczywistości. Jeśli zmieniać podwyżkę pensum – to tylko z ekwiwalentną gratyfikacją finansową. Ale pieniądze w oświacie znajdują się w pozornie służących szkole instytucjach czysto biurokratycznych. Delegatury zamiejscowe Kuratorium to bardzo dziwny twór. Praktycznie raz w roku sprawdzają dokumentację szkoły, zatwierdzają projekty organizacyjne i od czasu do czasu żądają różnych danych lub sprawozdań. Pomocy nie udzielają, ślą jedynie pouczenia i zalecenia szukania środków finansowych. Brakuje doradców metodycznych, którzy autentycznie powinni służyć na co dzień radą i pomocą. Czas więc zweryfikować zasadność istnienia owych struktur.
Szkoła stoi nauczycielem – akcentowano mocno to twierdzenie. Szczera prawda. Ale stoi też uczniem, żeby utrzymać się w tej konwencji myślenia. Ale o tym nikt nie mówił: ani o łamaniu praw dziecka, ani o szkolnych stresach i patologiach, o pracy wychowawczej, ideałach, świecie potrzeb psychicznych szeregowego ucznia. O moralnej degradacji rodziny i środowiska, o samotności młodych wśród ludzi, o kulcie siły i pieniądza, o lekceważeniu filozofii głoszonej przez Papieża-Polaka Jana Pawła II, streszczonej w pytaniu: "Być albo mieć?" czy w dziele "Przekroczyć próg nadziei...".
Quo vadis szkoło i polska oświato u schyłku XX wieku? Pytanie wciąż czeka na odpowiedź. Do tematu wrócimy w następnym numerze "Głosu Bolesławca".