Nowy
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Po siedmiu kolejkach ligi międzyokręgowej seniorów w piłce nożnej BKS Bolesławiec w tabeli rozgrywek zajmuje daleką 12 pozycję, mając tylko 7 punktów.
Przegrany mecz z lokalnym rywalem Granicą Bogatynia 0:2, po bardzo słabym meczu, spowodował złożenie rezygnacji przez trenera Stanisława Zapióra.
Połowa rundy jesiennej, rozgrywki w toku a tu drużyna bez trenera. Co robić? Wszyscy lokalni trenerzy mają posady. Czas nagli, bo za parę dni następny mecz. Rozwiązanie przyszło prawie samo, za sprawą Józefa Kawałki.
Starsi kibice piłki nożnej w Bolesławcu znają to nazwisko. Bramkarz naszej drużyny w latach siedemdziesiątych. Zawsze ubrany w czarny strój. Odważny. Sprawny, bardzo skuteczny w bramce. Szukając przygody sportowej zawędrował do Warszawy i tam występował 11 lat w II-go ligowym Ursusie. W tym czasie wsławił się, jako jeden z niewielu bramkarzy w Polsce i na świecie, obroną rzutu karnego wykonywanego przez samego Kazimierza Dejnę.
Po zakończeniu kariery zawodniczej, dalsze swoje życie związał z piłką nożną. Skłonił się ku trenerce, chciał przekazać swoje bogate doświadczenie piłkarskie młodym adeptom piłki "kopanej". Był trenerem drużyn Bug Wyszków, występującej w II lidze, a także Wigry Suwałki ciągle będącej w czołówce warszawskiej III ligi. Został zauważony w środowisku piłkarskim stolicy. Trener kadry olimpijskiej Janusz Wójcik zaproponował mu przygotowanie bramkarzy do olimpiady w 1992 roku w Barcelonie, później razem z nim udał się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich jako asystent.
Czas płynął. I sportowy jak też rodzinny. Rodzina powiększyła się o dwóch synów. Starszy poszedł w ślady ojca, dziedzicząc po nim niecodzienną sprawność i talent bramkarski. W 1990 roku był powołany do kadry Polski do lat 16. Drugi również garnie się do piłki nożnej.
Każdy emigrant z czasem poczuje tzw. zew do rodzinnych stron. Tak było też z panem Józefem Kawałko. Powrócił do Bolesławca. Prawie pierwsze kroki skierował do swojego macierzystego klubu, chcąc zapisać swoich następców w szeregi piłkarzy BKS-u. W klubie usłyszał o sytuacji o której wspominałem na wstępie. Postanowił pomóc. Zobowiązał się prowadzić drużynę do końca rundy jesiennej. Chce zorientować się co jest "grane". Pamięta całkiem inny sport w Bolesławcu. Człowiek z zewnątrz, jak trzeba jednak określić J. Kawałko, inaczej patrzy na drużynę. Stosuje swoje, już wcześniej sprawdzone metody pracy. Drużyna uwierzyła w trenera i w swoje możliwości. Wynikiem tego był pierwszy mecz z Dąbrownicą. Jakim zaskoczeniem dla zawodników było, że przed meczem rozpoczynającym się o godz. 12 trener nakazuje zbiórkę już o lO. Stawili się wszyscy. J. Kawałko zaprosił piłkarzy do kasyna woskowego na kawę i czekoladę. Luźna rozmowa, żarty, a jednocześnie koncentracja przed meczem. Czuło się zbliżający mecz, pełną nadziei atmosferę. O godz. 11 wyjście do szatni. Przebranie w stroje zafundowane przez firmę "Rulimpex" i na rozgrzewkę.
Spotkanie rozpoczęło się punktualnie o 12. Garstka kibiców nie poznawała naszych piłkarzy. Ci sami ale nie tacy sami. Efekt 9:1 dla BKS-u zaskoczył wszystkich. Kapitan drużyny Dariusz Hałka zdobył aż 6 bramek. Szok, jak mówią teraz młodzi ludzie. Zwycięstwo i duży w perspektywie następnych meczów.
Wyjazd do Żurawiny, to niestety porażka 2:3. Zdaniem trenera mecz powinien zakończyć się naszym zwycięstwem lecz niektórzy piłkarze zaprezentowali postawę mającą jeszcze cechy dawnego swawolnego podejścia do gry. Kolejny mecz to znowu efektowne 6:1 z IKS Ślęża Wrocław i znowu trzy bramki D. Hałki. Po raz pierwszy od dłuższego czasu można było usłyszeć oklaski wśród nielicznej publiczności. Gra BKS-u może się podobać. Stało się coś dobrego. To za sprawą nowego trenera Józefa Kawałko. Czekamy na ciąg dalszy.