" Druga strona księżyca, czyli za kulisami Bluesa... "

fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Jeszcze w uszach brzmi muzyka z jam session, jeszcze zrywam się z łóżka pełna emocji i nowych literackich pomysłów, jeszcze na biurku leży identyfikator... Niestety "Blues nad Bobrem" zakończył się. Co wspominać?Może swoje początki w gazecie "Plus Minus Blues"? Biuro prasowe "akwarium", które dało mi wspaniałą lekcję tolerancji, "Technicznych" którzy poza szkołą pisania dali mi prawdziwą szkołę życia (za co im serdecznie – a jednak – dziękuję)? A może atmosferę? Może ludzi?! Dużo tego.Wykładowcy. Wielcy ludzie sceny muzycznej, znani jedynie dotąd z gazet, także telewizora, nazwiska złączone z żywymi, poznanymi osobiście ludźmi. Choćby Leszek Cichoński czy Ja... Krzaklewski, albo pani Jana Trawniczek.A zaczęło się od planów wakacyjnych, które się poprzestawiały. Z braku innego zajęcia poszłam do BOK-u i próbowałam "wkręcić się" do pracy przy BnB. To wcale nie było takie łatwe, aby dostać się do redakcji nie wystarczyły same chęci – trzeba było mieć trochę fantazji, polotu i talentu, a także szczęścia...Udało mi się, pani Jana Trawniczek, wspaniała kobieta, świetny organizator lwiej części życia kulturalnego miasta oraz redaktor naczelny gazetki festiwalowej – przyjęła mnie do grona piszących. Poznałam w nim świetne dziewczyny (szczególnie Mrówdę, która dla mnie gotowa była "ożenić się" z Rafałem), a także kilku wspaniałych facetów uroczych i naprawdę fantastycznych – od składu technicznego gazetki (gorące podziękowanie Marcinowi, który cierpliwie mnie znosił). Krok po kroku poznawałam tę wielką imprezę od podszewki...Wykładowcy. Wielcy ludzie sceny muzycznej, znani jedynie dotąd z gazet, także telewizora, nazwiska złączone z żywymi, poznanymi osobiście ludźmi. Choćby Leszek Cichoński czy Ja... Krzaklewski, albo pani JanaTrawniczek. Warsztatowicze – czyli takie sławy jak PIVO czy NO COMMENTS i ci wszyscy genialni "wioślarze", wokaliści, klawiszowcy i "pałkarze". Oni wszyscy, plus obsługa, skłaniali się na wielką bluesową machinę, która żyła swoim żydem – jedynym i niepowtarzalnym. To nic, że do domu przychodziłam jak do hotelu – zjeść i spać – przez ten tydzień "wyjęty z życiorysu" (jak mówi dowcipnie mama, która cierpliwie to znosiła...) Przeżyłam wiele niezapomnianychBywałam na wykładach (z upodobaniem lekcji W. Seweryna i J. Konefała), słuchałam muzycznych i technicznych nowinek, powzdychałam sobie z Amerykaninem Kenny'm Garr'em, o wstydzie, całą znajomość Języka angielskiego z przejęcia diabli wzięli (który specjalnie przyjechał do Bolesławca na bluesowe konsultacje muzyczne. Uścisnęłam rękę samemu Sławkowi Wierzcholskiemu z "Nocnej Zmiany Bluesa"...Uczestniczyłam w obradach jury, kiedy wybierało laureata Przeglądu Zespołów Bluesowych i siedziałam przed samą sceną na Koncercie Finałowym. I wiem już, że Blues na Bobrem to nie tylko te dobre strony. To także dużo pracy, urywające się telefony, ciągłe liczenie pieniędzy, szukanie sponsorów, problemy techniczne (choć w tym roku firma LDM zadbała o sprzęt i wyposażenie pracowni, które sprawowały się rewelacyjnie) oraz ludzie nieprzychylni imprezie (najbardziej denerwuje mnie, gdy ktoś o czymś nie ma pojęcia, a bardzo się w to angażuje w sensie ujemnym !).Problem sprawiały także Jam'y, o których najtrafniej wyraził się Marcin Guzik: "ten temat jest jak rzeka długi i niebezpieczny, można lać wodę i nieźle umoczyć". Do dziś nie rozumiem, dlaczego Klub "Arietta" był wypełniony po brzegi, a w tym samym czasie Jam świecił pustkami... Nasuwa się refleksja, że Jam'y minęły i raczej są nie do odtworzenia, a "Arietta" stoi jak stała przed Bluesem nad Bobrem.Mimo to było super! Zacierały się różnice wieku, poglądów, wyznania, bo wszystkich łączył blues. Bardzo miło wspominam p. Agnieszkę Trawniczek (nie tylko ja) prowadzącą zajęcia z wokalu. Upływały one w serdecznej atmosferze, której towarzyszyła naprawdę ciężka praca. Efekty uwidoczniły się na Koncercie Finałowym. Była ona osobą, która nie odgradzała się murem swojej wielkości, ale schodziła do "maluczkich". Zakwitała ona swoim uśmiechem w podziemiach naszej pracowni, niosła ciepłe słowo. To dobra nauczycielka, której nie może zabraknąć za rok.Pani Jano, po upływie czasu od BnB stwierdzam: veni, vidi, vici ! I jeszcze fragment piosenki:"Ten szczególny dzień się budzi, niosąc radość w każdą sieńTo dobroci dzień dla ludzi, tylko jeden w cały roku taki dzień...Zmierzchem błyśnie nam płomiennym, topiąc w sercach naszych zło,nim nadejdzie noc pojednań – tylko jedna w całym roku taka noc...Refren:Choć tyle żalu w nas i gniew uśpiony trwa-przekażcie sobie znak pokoju, przekażcie sobie znak.Kochani, pamiętajcie – to wy tworzycie "bluesa...", która ma nieść radość, a nie złość i nienawiść.