Poważna i mniej poważna relacja z wizyty w Danii

Poważna i mniej poważna relacja z wizyty w Danii
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Nmiejscu jesteśmy wczesnym popołudniem (14 godzin jazdy samochodem). Hotel "Alpina". Recepcja nieczynna. Ale na półeczce koperty z naszymi nazwiskami i kluczami do pokoi. Miłe zaskoczenie. Nazajutrz wizyta u burmistrza komuny HOBRO. Nie jesteśmy jedynymi gośćmi.. W tym samym czasie gości w Hobro delegacja Łotwy, z miasta Kraslava. Kim Christiansen witając zapewnia, że widzi w naszych krajach naturalnych partnerów do współpracy z Danią. Przedstawiamy się wzajemnie; szefowie trzymają stosowne mowy (naszej delegacji przewodniczy dr Edmund Maliński). Nellija Livcane (z domu Wasilewska) mówi o radości, jaką przeżywa Łotwa z usunięcia czerwonych gwiazd z flagi narodowej i o trudnościach usuwania ich z mentalności społeczeństwa. O tym, że Dania jest społeczeństwem zorganizowanym, gdzie podział ról między instytucjami jest dokładnie określony, zdefiniowany, dowiemy się podczas cyklu wykładów w następnych dniach. Nie był to czas stracony.
Pojęcie państwa opiekuńczego, jakim bez wątpienia jest Dania, jawi się nam jako niewymyślona rzeczywistość, a coś, co funkcjonuje jak dobrze skonstruowana maszyna, której poszczególne elementy pasują do siebie, nie rdzewieją, są nieustannie doskonalone.
Czy mechanizm, który nazywa się demokracją lokalną psuje się? Duńczycy starannie omijali tzw. drugą stronę medalu, a my nie byliśmy sobą, żeby nie szukać "dziury w całym". Trzeba jednak dodać, e tych | dziur" nie zauważyliśmy wiele. Choć wszyscy wiemy, że nie ma idealnych społeczeństw, ani jedynie słusznych rozwiązań, z podziwem obserwowaliśmy wszystko, co nam pokazano. I z zazdrością.
Szukałam takich rozwiązań, które można by u nas wprowadzać od zaraz. Są takie. Ale jest to temat na inne opowiadanie Co pokazano przedstawicielom z Europy wschodniej? Przede wszystkim – wielki obszar socjalnego działania tj. organizację opieki nad słabszymi (dziećmi, chorymi, bezrobotnymi). W Danii zamknięto wszystkie domy opieki ( nie dotyczy głęboko upośledzonych), pozwolono ludziom upośledzonym żyć w normalnym społeczeństwie -tak odnajdują swoje społeczeństwo (nie są izolowani).
Tam ludzie uprawiają sport nie dla wyczynu, a dla przyjemności i zdrowia w różnych zorganizowanych grupach sportowych od drugiego roku życia do 80 lat i powyżej.
W Danii istnieje coś, co nazywa się szkołą czasu wolnego; różne typy tzw. szkół zastępczych, alternatywnych. Dla dzieci i młodzieży trudnej, dla dorosłych – bezrobotnych, samotnych.
Motywacja - informacja – działalność – oto myśl przewodnia organizatorów czasu wolnego. Do starszych mówią: "przyjdź do nas, bądź z nami zanim czas upłynie, otwórz nową drogę dla siebie, wyjdź a domu".
Nikt nie potrafi wszystkiego, ale każdy potrafi coś" – oto motto szkół życia, w których organizuje się kształcenie w czasie wolnym.
W Danii istnieją młodzieżowe partie polityczne (co jest nie do pomyślenia u nas). Z przywódcą jednej z nich spotkaliśmy się w HOBRO. Okazuje się, że członkowie tej partii ( wielu poniżej granicy wyborczej) mają jakiś wpływ na demokrację. Atuty dla młodzieży? Cele?
-Uczą młodych jak o swoje ideały walczyć w grze politycznej,
-uświadamiają sobie co to jest demokracja i że trzeba o nią walczyć ("psy demokracji", jak o nich powiedziano, najszybciej reagują na niepopularne decyzje polityczne),
-uczą się cnót obywatelskich, odpowiedzialności.
No i to, że tam nikt nikogo za rękę nie prowadzi. Zbyt idealne? Nierealne? Nie wiem. Było wśród nas wielu nauczycieli. Ale nie tylko ich interesował duński system oświaty. I to jest ten obszar duńskiej demokracji, który wywołał najwięcej podziwu (może nawet zazdrości), ale też wątpliwości, niedowierzania.
Takie obrazki: szkoła podstawowa, architektura pozioma, dużo zieleni, oranżerie, ciągi spacerowe na zewnątrz budynku.
W klasach – żadnych gazetek, portretów, raczej uczniowskie prace. Tablice (przeróżne), ekrany, sprzęt audiowizualny, kuchenki do przyrządzania posiłków itp. O pokojach nauczycielskich lepiej nie pisać -nie mam zamiaru stresować naszych nauczycieli.
Takie porównanie musi prowadzić do wniosku jak trudno być nauczycielem w Polsce. Ale też, że o szkołę polską trzeba walczyć. Może być lepsza. Jest tam jeszcze zjawisko obecności rodziców w szkołach – oni chcą współdecydować o sprawach szkoły. Oceny? Po prostu nie ma ocen w szkołach podstawowych. Hospitacje" Nie rozumieli Duńczycy naszych pytań. Ocena nauczyciela? Oficjalnej nie ma.. Wiadomo jednak, że trzeba być dobrym, lepszym od innych, żeby utrzymać się na rynku pracy. I to jest jedyne kryterium. O finansach (czyt. dotacjach), strukturze, zarządzaniu – choć to przecież najważniejsze – pisać nie będę.
Na zakończenie – obie delegacje, nasza i łotewska wiele z tej wizyty skorzystały. Gdyby to była powieść w odcinkach w następnych numerach powinno być o Łotyszach, o prowadzonych rozmowach, o urodzie kraju, kulturze osobistej spotykanych tam ludzi i o kilu innych sprawach.
Przejdę teraz do mniej ważnej relacji: oto wierszyk napisany na wieczór pożegnalny:
Prosta wyliczanka czyli ballada nie tylko o mieście Hobro.
Z dwóch części złożona. Oto ona:
cz. I
Nad fiordami leży Hobro miasto nie takie duże każdego, kto tutaj wpadnie na amen może urzec.
-Tu domki są takie ładne (przy każdym ogródeczek) i życie takoż układne jak z kamyków ułożony ganeczek.
-Tu wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą ale co jest za miedzą nikomu nie powiedzą
-Tu drogi są takie równe a w sklepach wszystkiego w bród jakby codziennie w tym mieście zdarzał się jakiś cud.
-Tu dzieci małe i takie trochę większe starsze panie i starsi panowie ofert i propozycji mają, że daj Boże zdrowie. Może gdy Hobro zostanie za nami my postawimy pytanie – dlaczego na tej samej planecie życie Duńczykom lepiej się plecie.
I rączki do nieba wzniesiemy "Panie – powiemy my też tak chcemy" Odezwie się Pan z wysokiego nieba:
"O lepsze życie samemu postarać się trzeba".
CZ. II
Nad Bałtykiem leży Latvija* tam mieszka
Nellija** tam jezior jest sto*** i ludzi fajnych, że ho (!) tam jest taki ptak co zowie się "Jak"**** i oni tym "Jakiem" jak jakimś ptakiem morze przeskoczyli w Hobro się stawili i kto by pomyślał, że pod duńskim dachem Łotysz wódkę pić będzie z Lachem A gdy dość będą mieli***** wykładów i narodowej wódy dzień humorem zakończą rodem z Allena Woody Tylko nie mówcie, że było
do -de, bo to napisała -eM De
Hobro, 5.10.95
Objaśnienia:
Latvija – Łotwa
Nellija – szefowa łotewskiej delegacji
sto jezior – ponoć o wiele więcej
"jak:- to taki samolot na 28
miejsc, którym łotysze przylecieli do Danii – 2,5 godz. strachu
"narodowa wóda – tak dużo tego nie było(potrzeba raczej do rymu); Łotysze przywieźli Melnais Balzams – Riga (czarna śmierć, ale przeżyliśmy)