Z przyjaźnią w herbie

Z przyjaźnią w herbie
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Pan Klaus Rosenthal mieszka w i jest rodowitym Niemcem. Z Bolesławcem łączy go ukończone tutaj Liceum Ogólnokształcące sentyment do kraju lat dziecinnych młodości. Wojenna zawierucha oznaczała przełom w biografii i konieczność opuszczenia swojej "malej Ojczyzny". Pozostał na trwałe sentyment do malowniczych miast nad Bobrem, wspomnienia, chęć zbliżenia do Polski i Polaków.
Pan Rosenthal przyjął na siebie obowiązki autentycznego ambasadora przyjaźni i zbliżenia dwu partnerskich miast: Bolesławca i Siegburga, a także dwu narodów: Niemców i Polaków. To poryw serca i Życiowe powołanie, znak nowych czasów, wewnętrzna potrzeba działania społecznego pro publico bono.
Gościnny domek na przedmieściach stolicy RFN zawsze stoi otworem przed gośćmi z. grodu nad Bobrem. Bywał tu prezydent Józef Król, prezes TMB Zygmunt Brusiło, przewodnicząca Komisji Oświaty i Kultury Dorota Pińczuk. Niedawno wrócił z kilkunastodniowego pobytu w gościnie u p. Rosenthala wytypowany przez macierzysta szkole licealista. Gościnny gospodarz zapewnił mu nie tylko wyżywienie i zakwaterowanie, ale też. pokazał mu mnóstwo ciekawych zakątków tej części Niemiec.
Tak w praktyce realizuje się idea pojednania i zbliżenia międzynarodowego, szeroka furtka do nowej Europy.
Nie trzeba wielkich słów i agitacji: sąsiedzkie nacje mogą i muszą żyć w przyjaznej wspólnocie. Pan Klaus stawia na młodzież: do niej należy jutro, przyszły nowy świat. Sentyment do miasta młodości kazał przywieź mu na uroczyste spotkanie absolwentów wielu kolegów, dawnych wychowanków bolesławieckiej Alma Mater, nie kryjącej łez wzruszenia 80-90-letnie byłe uczennice. Liceum wszystkich podejmowało godnie i sympatycznie, na miarę swoich możliwości, w zgodzie z tradycyjną polska gościnnością.
Wszystko zaczęło się przed 4 laty, kiedy nawiązano pierwsze kontakty z. niemieckim Siegburgiem, w którym przebywa duża grupa byłych mieszkańców naszego miasta. Z każdym rokiem poszerzał się zakres kontaktów i krąg zainteresowanych współpracą. Gdyby nie bariera językowa i znaczna odległość – zapewne wizyty i rewizyty miałyby codzienny charakter. Ale i tak p. Klaus bywa u nas często, ostatnio w lipcu z wycieczką kilkunastu osób. Rodacy odjechali, on jeszcze został na parę dni, bo po prostu lubi kolorowy nadbobrzański gród.
Rozmawialiśmy na pokładzie baru-łajby, która wrosła już na stałe w krajobraz plantów i stawu przy historycznych murach obronnych.
Sympatycznego gościa podejmawało skromną kolacją Towarzystwo Miłośników Bolesławca. Ileż on ma do powiedzenia – po tylu latach nieobecności – o naszym mieście: imponuje znajomością szczegółów, których nawet trudno domyślać się, patrząc na kształt wiekowych budowli. Ma wszechstronną, iście encyklopedyczną wiedzę i niezawodną pamięć. Zna miejsce wystawienia pomnika Marcina Opitza, tuż obok starego teatru, barwnie opowiada o dziejach lokalnej szkoły ceramicznej, o obrazach zdobiących wnętrze barokowego kościoła parafialnego, dawnym sierocińcu, znanych w Europie zakładach ceramicznych. Bo jego życiowe hobby to ceramika, zwłaszcza ta rodem z Bolesławca, a u siebie w domu zgromadził zbiory "sztuki ogniu" tak imponujące, że mogą mu zazdrościć profesjonalne placówki muzealne. Pozazdrościć mu tej pasji i ogromnego dorobku kolekcjonerskiego, który zachwyca nie tylko znawców przedmiotu.
Ta osobowość jakby żywcem wyjęła z epoki renesansu: wszechstronna wiedza, ujmująca powierzchowność, wewnętrzne bogactwo ducha i otwarcie się na świat, otoczenie, innych ludzi. Mądrość i skromność, wiedza i doświadczenie, zachłanne poznawanie każdego dnia w jego bogatym kolorycie, pasja podróżnika i serce na dłoni. A jeszcze osobista nostalgia i sentyment połączony z szacunkiem dla własnych intymnych wspomnień: swojej szkoły, starych drzew parkowych, sędziwych murów obronnych i średniowiecznego Ratusza w mieście dzieciństwa i młodości...
Romantyzm, ale też trzeźwy życiowy realizm: kochając przeszłość – trzeba w sztafecie pokoleń przekazać wartości uniwersalne, prawdy obiektywne, które pomogą młodym na wspólne budowanie przyszłości w Europie.
Pan Klaus Rosenthal w rodową tarczę wbudował oryginalny i piękny akcent: zwyczajną ludzką przyjaźń.
I to jest godne najwyższego szacunku.