Do i od redakcji & od i do redakcji

Do i od redakcji & od i do redakcji
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

CZAS PIONIERSKI
Urodziłam się w tym samym roku, co i Papież – Polak. Chcę opisać czasy pionierskie w naszym mieście. Byłam młodą mężatką i matką kilkuletniego syna, który urodził się w 1944 r. Mieszkałam w Warce nad Pilicą, stąd wyjechaliśmy na Zachód wagonem z Grójca. Jechały w nim 3 rodziny. Podróż trwała od 1 do 15 marca 1947 r. Przybyliśmy na miejsce w Palmową Niedzielę 15 marca. Pierwsze kroki skierowałam do kościoła, w którym odbywało się nabożeństwo. Ale obok świątyni leżały sterty gruzów, dziwiłam się, że kościół ocalał. Zamieszkaliśmy u osadnika wojskowego przy ul. Granicznej. On miał dom w Kraśniku Dolnym. Gospodarz trzymał 4 krowy, nazywał się Jan Kisiel. Doiłam je każdego dnia i sprzedawałam sąsiadom mleko, a właściciel raz w tygodniu przyjeżdżał po pieniądze. Ten obcy człowiek bardzo kochał mego synka. Tutaj umarła mu żona i 16-letnia córka, może stąd to uczucie do małego dziecka.
5 kwietnia 1947 r. mąż poszedł pierwszy raz do pracy w fabryce "Wizów", dostaliśmy kartki, potem – wyremontowane przez zakład mieszkanie przy ul. Wałowej, które zajmuję do dziś. Przyjeżdżali w tym czasie ludzie z Francji, Niemiec, Jugosławii czy Ukrainy i na naszej ulicy rozbrzmiewała obca mowa. Najrzadziej słyszało się język ojczysty, chociaż było już parę lat po wojnie. Przy dzisiejszym gmachu PKO było targowisko, stały tu furmanki z płodami ziemi, sprzedawano świnie, cielaki, krowy i konie, obowiązywała jednak dziwna mowa: buty – to "meszty", prosię to "paciuk" i podobne. Prawdziwa wieża Babel...
Po roku założono głośniki, które nazywaliśmy "kołchoźńikami", przez nie nadawano muzykę i informacje z dziejów miasta (kronikę). Dowiedziałam się np., że Bolesławiec miał wodociągi wcześniej od Paryża.
Zaczęto odgruzowywać Rynek wokół Ratusza i powstała kawiarnia "Toscano". Oburzało nas, że to nie polska nazwa. Ale lokalna rozgłośnia radiowa podała informację, że włoski architekt miał duże zasługi dla miasta oraz legendę, że jego 18-letnia córka Urszula była ścięta mieczem w miejscowym kościele, tutaj też jest pochowana przy ołtarzu.
Tutaj urodziłam dwoje dzieci. W okolicy dzisiejszego Domu Dziecka mieszkało około 500 sióstr zakonów ewangelickich, które potem wyjechały do Niemiec, a jedną – siostrę Otto, Węgierkę, zawrócono z granicy. Zakonnice pełniły role pielęgniarek i zastępowały nawet lekarzy. Pamiętam wiosną 1948 r. wybuchy na rzece Bóbr. To Rosjanie wrzucali granaty do wody i wyławiali z niej ogłuszone większe ryby, drobnica zaś płynęła z prądem. Wchodziłam wówczas do płytkiej wody i wyławiałam duże ilości ogłuszonych ryb, dzieląc się nawet z sąsiadami (...). Tu spędziłam większą część życia. Spośród pierwszych sąsiadów żyje już tylko pani Szmajduch z mężem (Ślązaczka) i ja z mężem. Dzieci założyły swoje rodziny. A my z sąsiadami stanowimy dobrą rodzinę, zgraną wspólnnotę. I kocham to miasto i wydaje mi się ono najpiękniejsze na Dolnym Śląsku.
EUGENIA GIZA zam. ul. Wałowa
HOŁD BOLESŁAWIECKIEJ MEDYCYNIE
Pierwsze objawy choroby ukazały się w październiku ub. r. i przejawiały się wzmożonym pragnieniem. Nie lekceważąc tego zrobiłam wszystkie badania i wypadły one nader pozytywnie. A choroba narastała wolno, ale systematycznie. Trafiłam na Oddział Wewnętrzny Szpitala Miejskiego w Bolesławcu z podejrzeniem "utajonej" cukrzycy.
Po przeprowadzeniu wszechstronnych dokładnych badań to podejrzenie nie potwierdziło się, a ja w tym czasie piłam niesamowite ilości płynów, a najchętniej nie odejmowałanym płynów od ust. I raptem pewnego dnia dr KRZYSZTOF BAK, ordynator Oddziału Wewnętrznego, zakomunikował mi, iż już zna przyczynę mojej dolegliwości, co więcej – ma dla mnie lek, którego reakcję należy wypróbować.
Mój organizm zareagował niemal natychmiastowo. Jest to samoistny przypadek choroby przysadki mózgowej i z tysiąca różnych powikłań chorób mózgu – lekarze bolesławieccy "wyłuskali" mój rzadki przypadek, z którym spotkali się w naszym szpitalu po raz pierwszy. Postawili prawdziwą diagnozę i zastosowali właściwy lek. Dziś wkrapiam po jednej kropelce leku na dobę do nosa i mam problem z głowy. Lek działa poprzez enzymy trawienne.
Pragnę złożyć hołd naszej bolesławieckiej medycynie podziękować najserdeczniej dr KRZYSZTOFOWI BAKOWI, p. J. DLUŻYK, która opiekowała się naszą salą, wszystkim lekarzom, pielęgniarkom i służbie pomocniczej za wspaniałą atmosferę, opiekę i zdrowie, świeże, smaczne posiłki.
IRENA LENARTOWICZ