Moje małe potyczki z adresem

Moje małe potyczki z adresem
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Plus-minus pół roku ternu rodową wioskę spotkał zasłużony zaszczyt jakim mogę nazwać nadanie nazw ulicom. Piszę "zasłużony" ponieważ Kruszyn jest długi i szeroki i "ulic ci u nas dostatek". Wprawdzie niektórzy złośliwi Bolesławianie skomentowali ten doniosły fakt stwierdzeniem, że w całym Kruszynie będzie tylko jedna ulica i to "Główna" (nawiasem mówiąc, czysto przypadkowo znajduję się właśnie na tej ulicy), ale wcale się tym nie przejęliśmy.
Z błyskiem w oczach witaliśmy nowe tabliczki z adresem na drzwiach. Muszę jednak przyznać osobiście, że trzecia zmiana adresu (mimo że zajmuję ciągle tę samą rezydencję) wprawiła mnie w lekkie pomieszanie pamięci. Najpierw przy numerze domu miałam literkę "G", potem "M", a teraz to już i numer się zmienił.
Będąc w ośrodku zdrowia nie byłam w stanie, w ciągu 10-ciu sekund podać poprawnie swojego adresu bełkocząc "...Kwiatowa eee... nie, Klonowa 47 ee...46...". Pani w recepcji popatrzyła się na mnie podejrzliwie, sprawdzając dokładnie wierność zdjęcia z oryginałem w legitymacji ubezpieczeniowej. Cóż – przeżyłam.
Wszystkich znajomych – dalszych i bliższych zawiadomiłam z zarozumiałością o zmianie adresu. Lecz niebezpiecznie podnosi mi się poziom adrenaliny, gdy pewna część mojej rodziny z uporem maniaka pisze w adresie: osiedle PGR. Powinnam się z tego właściwie bardzo cieszyć, ponieważ "śmiech to zdrowie", a dostarcza to moim koleżankom i kolegom z pracy tyle radości jak niespodziewany prezent. Wprawdzie sama nie mogę utrzymać powagi, gdy w myślach (ale nie w marzeniach) widzę wielki neon świecący pośród nocy: Osiedle PGR. Cóż to za radość dla estetów.
Moje małe potyczki z adresem mogłabym już właściwie zakończyć, ale muszę się przyznać do pewnego grzechu. Gdy ktoś obcy czyta mój adres i mówi o Kruszynie jako miasteczku to ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam.