Saga o smutnej jesieni (życia)

Saga o smutnej jesieni (życia)
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Starość nie jest natrętna, nachalna czy krzykliwa. Kryje się po kątach w samotności, poczuciu bezradności, a nierzadko krzywdy. Ma wymiar tragiczny, barwę smutku i szarości...
Miarę poziomu cywilizacyjnego i kultury społecznej stanowi stosunek do człowieka starego, niedołężnego i bezradnego. Mistrzami w tym zakresie pozostaną zapewne Chińczycy chlubiący się 6 tysiącami lat doświadczeń i oryginalną filozofią ludów Wschodu. Nasze europejskie, a już szczególnie polskie podwórko rządzi się zdecydowanie innymi prawami. Areopag starców starożytnych i demokratycznych na swój sposób Aten byłby zdruzgotany widząc obszary ubóstwa i dramatyzm współczesnych losów Polaków Anno Domini 1994.
Truizmy? Oczywiście, ale stanowi to inwokację do opisu działań Polskiego Związku Emerytów i Rencistów, Stowarzyszenia Wyższej Użyteczności w Bolesławcu. Rozmawiamy z prezesem p. Józefem KRZOSEM w ciasnym pomieszczeniu (gabinet, biuro?) zawalonym w połowie starą, używaną, ale jeszcze przydatną odzieżą, ofiarowaną z porywu serca przez ludzi starych innym, będącym w potrzebie, których nie stać na zakup nowej odzieży z żebraczych rent i emerytur. To nie przesada, służę przykładem. Nie tak dawno zgłosiła się do biura sędziwa rencistka w lichym letnim przyodziewku. Żyje z renty w wysokości miliona pięćdziesięciu tysięcy złotych, z trudem wiążąc koniec z końcem. Ze sterty odzieży wybrała w miarę porządny zimowy płaszcz. Kobieta rozpłakała się; już nie będzie marzła, bo za oknami zima i chłód... Ot, współczesna miara ludzkiego szczęścia "złotej (?) jesieni życia"...
Z sympatią, podziwem i szacunkiem trzeba odnieść się do społecznych inicjatyw Związku: ci ludzie nie walczą o pieniądze, są natomiast bezinteresownymi altruistami, niosą nadzieję na przetrwanie i pomoc ludziom biednym i samotnym. Tu można bezpłatnie otrzymać używany telewizor, który ktoś pozostawił po kupieniu nowego sprzętu (kilkanaście przypadków), dziś wielu pyta o krzesła – może jakiś sklep meblowy podejmie się roli sponsora? Chętnie odnotujemy każdy przejaw dobrej woli i ludzki odruch serdeczności.
Prezes mówi o ponad 2,2 tys. członków, którym niesie pomoc Związek z ich własnych składek, organizuje imprezy kulturalne, rozrywkowe i wycieczki. 60 osób otrzymało odzież, duże grupy wyjeżdżały w minionym roku do Lichenia k/Konina (miejsce kultu Maryjnego), Trzebnicy, w góry, zwiedzało rotundę z Panoramą Racławicką we Wrocławiu. Niektórzy biorą udział w spotkaniach i wieczorkach tanecznych, wielu otrzymało symboliczne zapomogi i okazjonalne paczki. Ale liczą się nawet zwyczajne wizyty i rozmowy, kontakt z drugim życzliwym człowiekiem. Na wagę jeśli nie złota to zdrowia są bezinteresowne porady lekarskie dra Zbigniewa Babijczuka, który nie odmawia pomocy nikomu. Ponad sto osób wyjechało w roku 1993 do sanatoriów, Związek zapewnia zainteresowanym zniżkowe bilety i co ważne – nie płaci za użytkowany lokal podatku dzięki życzliwości gospodarzy miasta.
Smutne bywają nasze wizyty u chorych i samotnych ludzi stwierdza prezes. Ale tego oczekują od nas. Spotykamy się z inwalidami, odbyliśmy rozmowę z 80-latkami, tworzymy solidarną w biedzie rodzinę, jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Zamiast nostalgii ofiarujemy sobie wspomnienia o odbudowie i pracy dla miasta. Największą satysfakcję przeżyłem niedawno, kiedy grupa Niemców mieszkających tu po wojnie nie kryła zachwytu i słów uznania dla urody nadbobrzańskiego grodu. Twierdzili, że tak urodziwego i rozbudowanego, a przy tym zadbanego Bolesławca nie pamiętają z lat własnej młodości. To daje wielką satysfakcję osobistą: nie zmarnowaliśmy własnego życia, pozostawiając coś w spadku potomnym. A że "złota jesień" pozostaje szara i smutna? Cóż nie poddajemy się, liczymy na pomoc życzliwych. Nasz adres: Plac Piłsudskiego 26.