Nie łatwo coś dla miasta zrobić...

Nie łatwo coś dla miasta zrobić...
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Dobrych parę lat temu własnymi siłami przerobił "Żuka" na wędrowny domek kempingowy, stając się członkiem wielkiej międzynarodowej rodziny karawaningowej. Jako członek Klubu Motorowego "Rzemieślnik" we Wrocławiu, skupiającego dolnośląskich posiadaczy domków kempingowych na kółkach -zwiedził niemal całą Europę i trochę Azji. Uczestniczył w uroczystościach odsłonięcia w Salonikach pomnika bohatera narodowego Grecji – Jerzego Szajnowicza Iwanowa; w czasie pobytu w Rzymie spotkał się z Papieżem, na Monte Cassino poznał żonę generała Andersa, a w Murmańsku spotkał się z Polakami – weteranami walk o niepodległość. Dużo prawdy jest w powiedzeniu "podróże kształcą", zwłaszcza, kiedy nie podróżuje się dla handlu, ale po to by podpatrzyć piękno, gospodarność i zaradność innych. I to nie koniecznie, aby im zazdrościć tylko. Wiele rzeczy można po prostu przenieść na nasz grunt. Urzeczony wiedeńskim Praterem – marzył o rozrywkowo-karuzelowym zakątku w naszym mieście. Chciał wnieść swój konkretny wkład, szukał sojuszników, sponsorów, ale nie znalazł. Pasją i marzeniem życia Henryka Nawrota – bo o nim piszę – było utworzenie w naszym mieście muzeum (salonu, zajezdni) powozów. Zgromadził w ciągu wielu lat 11 bryczek i karet, 4 sanie (w tym egzemplarz z 1880 roku) i elementów wyposażenia: uprząż, lampy, zdobienia itp. Eksponaty są cenne i oryginalne, o czym świadczy fakt chęci zakupu przez znawców-hobbystów z Niemiec, Norwegii, Francji, a nawet z dalekiego Tajwanu. Pan Henryk chce jednak, aby te cenne okazy nie opuściły Bolesławca. Na Zabobrzu kupił działkę pod budowę domu dla syna i być może przy okazji zrealizuje marzenie życia, tworząc w mieście muzealną powozownię. Póki co, wiele cennych eksponatów niszczeje na powietrzu chociaż w mieście jest tyle wolnych miejsc na terenach likwidowanych zakładów. Nie tylko zresztą te sprawy mało kogo obchodzą. W rozmowie z radnym Henrykiem Nawrotem wyczułem dużo żalu i rozgoryczenia. Okazuje się, że nawet funkcja radnego nie ułatwia chęci uczynienia czegoś dla miasta. Mur zobojętnienia i niedoceniaia ludzkiej aktywności zaczyna się od miejskich struktur administracyjnych i samorządowych, a kończy na szefach wielu przedsiębiorstw i bogatych firm. Bo czy nie można było np. przy pomocy dużych zakładów uratować pięknej kładki nad Bobrem łączącej Bożejowice z Zabobrzem, i umożliwiającej mieszkańcom Bożejowic dojście do sklepu spożywczego i autobusów MZK? Albo czy nie mogą naszego miasta zdobić nieczynne cztery fontanny? A czy nasze podwórza place i skwery muszą być szare, brudne i nijakie? Czy radni, chociażby dla "uwiecznienia" swojej kadencji nie mogliby symbolicznie, co roku, posadzić jednego drzewka na betonowych osiedlach? Albo zmusić kogo trzeba do opieki i pielęgnacji zieleni? A wesołe miasteczko, lub chociaż coś bardziej atrakcyjniejszego od brudnej piaskownicy nie dało by naszym dzieciom odrobinę radości? A czy klatki schodowe muszą na prawdę straszyć walącymi się tynkami, brudnymi szybami i niemytymi schodami? A czy zimą nasze ulice muszą stanowić śmiertelne zagrożenie dla kierowców i przechodniów? Tak się złożyło, że Pan Henryk sam był świadkiem wpadnięcia samochodu do rzeki z mostu w wyniku poślizgu. Człowiek cudem uniknął śmierci, a z piaskiem służby komunalne "pośpieszyły" po 2 godzinach od wypadku. Władze miasta, służby komunalne i szefowie spółdzielni mieszkaniowej mają na wszystko wytłumaczenie o niemożności i braku środków. A często trzeba po prostu zdobyć się na nieszablonowe rozwiązania, a przede wszystkim należy mądrzej gospodarować zasobami finansowymi miasta. I chyba słuchać ludzi, którzy proponują konkretne rozwiązania, a nie zdawać się wyłącznie na swoją nieomylność. "Tak bardzo bym chciał, aby moje miasto było piękne. Takich, jak ja jest więcej. Ale ludziom opadają ręce i ogarnia ich apatia, kiedy ich chęć działania jest wręcz lekceważona, a ich samych uważa się za dziwaków. Jestem bardzo rozczarowany tym, co widzę i obserwuję"- powiedział na zakończenie bolesławiecki rzemieślnik i globtroter Henryk Nawrot.