Walka
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Wchodząc do Bolesławieckiego Sądu Rejonowego pośpiesznie zerknęłam na wokandę. Sprawy bardzo mnie interesowały, lecz zazwyczaj była to rutynowa czynność, gdyż w Bolesławcu nie działo się nic nadzwyczajnego. Doszłam już do takiej wprawy, że na "pierwszy rzut oka" zauważyłam pewną niecodzienność. Otóż w sali rozpraw nr 10 miały się odbyć cztery rozprawy. Wszystkie o podwyższenie alimentów. Nie różniły się zbytnio poza małym szczegółem: podczas, gdy na pierwsze dwie miało być poświęcone (według planu) po piętnaście minut, to na sprawę między panią Z., a panem J. przeznaczono aż dwie godziny. Postanowiłam więc dowiedzieć się dlaczego.
Po zakończeniu rozprawy zaczepiłam panią Z, jak się okazało bliską znajomą rodziny, i poprosiłam o rozmowę. Przystała na tę propozyqę i opowiedziała historię swojego życia.
Gdy miała dwadzieścia kilka lat, poznała przystojnego pana, który był zarazem bardzo ważną figurą w mieście. Znajomość ze znacznie starszym od niej panem J. była krótka, ale owocna. Przyszła na świat córka, lecz jak to często bywa, tylko matka poczuła się do obowiązku wychowania. Pani Z nie wyjawiła nikomu, kto jest tatusiem, a gdy po jakimś czasie zdecydowała się na ujawnienie światu kto jest ojcem, pozwany nawet przez chwilę nie chciał przyjąć do wiadomości, że w tej sprawie chodzi o niego. Ojcostwo jednak stwierdzono ze stuprocentową pewnością i wtedy pan J. postanowił coś wykombinować. Mając żonę i dziecko, których zostawił we Wrocławiu, sam po kilku latach szarpania się z powódką wyjechał z kraju. Po dwóch latach ściągnął do siebie rodzinę i przebywał za granicą jeszcze trzy lata. Tymczasem opadła z sił pani Z robiła dosłownie wszystko, by ustalić adres frywolnego tatusia. Rozpisywała się po ambasadach, jednak bez skutku. W całkowitym zwątpieniu wywalczyła regularne wypłaty z ZUS-u. Kiedy w grudniu ubiegłego roku złożyła pozew o podwyższenie alimentów, okazało się, że pan J. przebywa chwilowo w kraju w celu przedłużenia paszportu. Pani Z zachowała w tej sytuacji refleks i nie dała już uciec po raz kolejny ojczulkowi. Pan J. przedstawił przed sądem zaświadczenie, że pobiera zasiłek dla bezrobotnych, zaś z kraju musiał przedtem wyjechać w poszukiwaniu chleba. Przed wyjazdem, co prawda, sprzedał znaczny majątek, a za granicą zbił niezły kapitał, ale tego wysokiemu sądowi nie powiedział, a ujawnienie takich faktów przez powódkę wymagało dowodów. Powódce udało się wstrzymać wydanie paszportu panu J. ale ten zaraz zagroził, że nie będzie płacić alimentów w ogóle, a to dlatego, że nie wyjedzie do pracy na zachodzie bez paszportu. Pan J. twierdził, że dostał poważną propozycję od pewnej spółki, której nazwa stanowi tajemnicę. Wszystko kręci się wokół firm afiszowanych przez wspólników pana J.
Dobrzy koledzy wyświadczają koleżeńską przysługę pozwanemu, który może świecić przed sądem jedynie zaświadczeniem o pobieraniu zasiłku dla bezrobotnych.
Jednak czy nie obawia się on utraty majątku, który powierzył im jedynie na słowo? No, oczywiście, jeżeli i za tym nie kryje się coś większego. W sądzie jednak liczą się tylko fakty, które można udokumentować. Ale jak można udokumentować czyjąś nieodpowiedzialność?
To wszystko brzmi jak historyjka na dobranoc. W rzeczywistości dla kogoś stanowi to dramatyczny problem.
Oto człowiek bezkarnie i nieodpowiedzialnie żyje i pasożytuje na innych. Mając tyle pieniędzy i zapewnione życie na wysokim poziomie ucieka się do tak niskich zachowań.