Nagrania z kamer: jak kradną złodzieje w sklepach?

Nagrania z kamer: jak kradną złodzieje w sklepach?
fot. monitoring Intermarche Najczęściej ich łupem padają kawy, czekolady, kosmetyki i alkohol. Potem sprzedają te towary za połowę ceny. Mowa o złodziejach sklepowych, których w większości przypadków nie opłaca się nawet ścigać.
istotne.pl kradzież, intermarche, łukasz dudzic

– Kiedyś złodzieja łatwo było poznać, to był lump: brudny, śmierdzący, nieogolony facet – mówi serwisowi istotne.pl Łukasz Dudzic, prezes spółki, która prowadzi sklep Intermarché. – Dziś wygląd złodzieja zmienił się diametralnie. Nie sposób go odróżnić od naszych klientów. Jest to osoba normalnie ubrana, czysta, schludna, ogolona. W ogóle nie wygląda na złodzieja.

Co ze sklepu ginie najczęściej? – Kawy, czekolady, kosmetyki i alkohol – wylicza Ł. Dudzic. Potem łupy, i to często w oryginalnym opakowaniu, sprzedawane są na mieście za połowę ceny. Sam Łukasz Dudzic miał taką sytuację – mężczyzna na parkingu przed marketem oferował mu perfumy... ukradzione przed chwilą w Intermarché. – Nie wszyscy mnie znają – śmieje się szef sklepu. – Byłem pierwszym „klientem”, którego złodziej zaczepił.

Na kradzieżach market traci najczęściej od 10 do 200 zł. A czasem jeszcze więcej. Sprawcą najbardziej spektakularnej jumy był – jak się potem okazało – notoryczny złodziej z Legnicy. Mężczyzna, spalony już na swoim terenie, przyjechał na tzw. gościnne występy do Bolesławca. Wykorzystując chwilę nieuwagi ochroniarza, uciekł z całym wózkiem towarów do stojącego na parkingu białego busa i odjechał. Wpadł po jakimś czasie, bo… wrócił do bolesławieckiego Intermarché. I od razu został rozpoznany.

W większości przypadków jednak sklepowych złodziei nie opłaca się nawet ścigać. 95% z nich to zawodowcy, którzy z tego procederu uczynili sobie źródło dochodu. Pieniędzy tak naprawdę nie mają. – Występując do komornika o ściganie takiej osoby, muszę mu wpłacić zaliczkę – tłumaczy Ł. Dudzic. – A po jakimś czasie komornik i tak umorzy sprawę.

Są też i tacy, którzy ukradli jakiś towar, bo coś ich podkusiło. – Miałem kilka takich przypadków – opowiada szef Intermarché. – Potem przychodzą do mnie i przepraszają. Muszę przyznać, że z jednej strony jestem na te osoby zły, ale z drugiej – mam do nich szacunek. Bo taki gest wymaga odwagi, przełamania samego siebie.