Cołokidzi został TW, ale na nikogo nie doniósł. MAMY DOKUMENTY

Cołokidzi został TW, ale na nikogo nie doniósł. MAMY DOKUMENTY
fot. IPN Dotarliśmy do teczek znanego bolesławieckiego biznesmena Jana Cołokidziego. Rzeczywiście podpisał on deklarację współpracy z esbecją, ale potem unikał kontaktu z agentem bezpieki.
istotne.pl historia, prl, ipn, jan cołokidzi, ziemia bolesławiecka, bezpieka

W teczkach Jana Cołokidziego znalazła się deklaracja współpracy z esbecją. Tyle że w praktyce do współpracy nie doszło: bolesławianin na nikogo nie doniósł, nie wziął też od bezpieki pieniędzy. Przeciwnie. W notatkach służbowych esbeka, ppor. Krzysztofa G., przewija się spostrzeżenie, że TW „nagminnie unika spotkań”, tłumacząc się już to wyjazdami, już to chorobą.

Postawę bolesławianina esbek wyjaśniał „zmieniającą się sytuacją społeczno-polityczną, strachem TW przed dekonspiracją oraz załamaniem psychicznym”. Po kilku nieudanych próbach skontaktowania się z TW Markiem podporucznik G. postanowił wyeliminować Cołokidziego z sieci osobowych źródeł informacji.

Czemu SB zagięła parol na Jana Cołokidziego? Jak tłumaczy w dokumentach ppor. G., bolesławianin był wtedy szefem CPN-u i utrzymywał „dość szerokie kontakty towarzyskie”, a także znał „wiele osób mających powiązania z Zachodem”. Nie zabrakło też charakterystyki TW Marka: „Wymieniony jest osobą inteligentną, potrafiącą dobrze formułować swoje myśli i spostrzeżenia”.

– Prawda była taka, że było jedno spotkanie na komendzie, podpisałem dwa dokumenty z myślą, że nie będę współpracował. Potem tylko telefonicznie próbowali się ze mną skontaktować. Ostatnia rozmowa była ostra: na nakaz, że mam przyjść, odpowiedziałem, że nie mam ochoty, i wtedy posypały się ostre słowa – mówi Jan Cołokidzi. – Nie byłem współpracownikiem, nie udzielałem informacji. Samo podpisanie dokumentu nie wyczerpuje definicji współpracy z SB. Dlatego oświadczenie lustracyjne jest prawdziwe, bo nie współpracowałem ze służbą bezpieczeństwa – wyjaśnia Jan Cołokidzi.