Czy Dominik zasłużył na dożywocie?

Czy Dominik zasłużył na dożywocie?
fot. Krzysztof Gwizdała Dziewiętnastoletni Dominik sam otworzył drzwi policjantom. Od razu się przyznał. Myślał, że zabił matkę, ale tylko poważnie ją zranił nożem. Zabił jej przyjaciela. Dominikowi grozi dożywocie. Zwykli ludzie bronią chłopaka.
istotne.pl nóż, zabójstwo, ul. spokojna

Kiedy policjanci i ratownicy medyczni przybyli na miejsce, zobaczyli leżące we krwi ciało mężczyzny. Reanimacja nic nie dała, 36-latek już nie żył. Zranioną matkę w stanie ciężkim odwieziono do szpitala. Przeżyła. Nie wiemy, co zezna w sądzie. W tej historii nie ma pewników, kto jest ofiarą, a kto katem.

Dominik

Rodzina mówi, że Dominik nie wytrzymał tego, co działo się w jego domu. Był zwyczajnym dzieckiem, w szkole podstawowej uczył się średnio, ale w zawodówce miał dobre i bardzo dobre oceny. Uczył się, pracował i opiekował mamą alkoholiczką. Gdyby nie jego zakupy, w domu byłby tylko alkohol. Mama zapiłaby się na śmierć. W jakiś sposób ją strzegł. Kiedy matka przyjmowała mężczyzn, Dominik spał na strychu lub w piwnicy, tam miał większość swoich rzeczy. Mieszkali w jednym pokoju z kuchnią, z którego teraz matka zostanie eksmitowana, bo nikt nie zapłaci już rachunków.

W ostatnim czasie, tuż przed tragedią, szukał już własnego mieszkania. Doszedł do granicy wytrzymałości, ale nie zdążył. Matka i jej dochodzący przyjaciel przekroczyli tę ostatnią granicę. Dominik miał chodzić po wódkę, tylko po to był. Opluwany, znieważany, pogardzany, beż żadnego wsparcia. Picia się brzydził. Kiedy pytano go, czy kiedyś napił się alkoholu, odpowiedział, że spróbował, ale go odrzuciło. Napatrzył się na wódkę i na ludzi pod jej wpływem.

Chłopak był skryty, nic bliskim nie mówił. Lubił po pracy grać w gry. Jego rzeczy regularnie sprzedawano w lombardzie, by było na wódkę. Nowe rzeczy, gry, każdy sprzęt, nawet okulary przeciwsłoneczne. Tragedia wydarzyła się w dniu, w którym matka i jej kumpel sprzedali jego gry w lombardzie i zagrozili, kiedy wywiązała się awantura, że zniszczą telewizor, który dostał od babci.

Matka

Agnieszka, 39-lat, wyszła z alkoholowego domu. Pił ojciec, matka pracowała i na dom, i na alkohol męża. Rodzina mówi, że Agnieszka, była dobrą, pracowitą dziewczyną i na początku bardzo się starała. Do pracy chodziła regularnie, długo, ale alkohol był zawsze. Skonfliktowała się z pracownikami, do pracy przychodziła pijana. Kiedy zaniedbała pracę i ją zwolniono, dorabiała sezonowo. Chodziła do lasu na grzyby, na jagody. Ale pogubiła się, tak mówią bliscy. Pogubiła się naprawdę źle.

Ojciec Dominika to była krótka znajomość. Mężczyzna synem nie interesuje się do dziś. Potem Agnieszka urodziła innemu mężczyźnie drugiego syna, Dawida. Młodszego synka jej odebrano i zajmowała się nim babcia, matka ojca. Dominik został przy mamie. Jakby wszystkie instytucje społeczne nie zauważyły drugiego dziecka, któremu trzeba pomóc. Cichy, spokojny, skryty. O swoje zawalczyć nie umiał. Przez mieszkanie przewijali się coraz to nowi mężczyźni, ale nie wspierali matki i syna. Wykorzystywali, płacili i wychodzili. Potem było picie. Mężczyźni, którzy o nic i nikogo nie dbali, bez nadziei, bez szans i bez wsparcia. Teraz jest ta jedna szansa, by stanąć po stronie dziecka. Czy Agnieszka powie, co dokładnie stało się w piątek 6 października na ulicy Spokojnej?

Ludzie

Znajomi i bliscy nie wyobrażają sobie Dominika w więzieniu. Nie wierzą, że ten cichy, spokojny chłopak tam przetrwa. Biorą wszystko do serca, mocno, osobiście i wybaczają mu wszystko. Nawet to, że zabił. Powtarzają, że naprawdę nie wiemy, do rozprawy, jakie były okoliczności. I mimo tego, że chłopak się sam przyznał do zabicia konkubenta matki.

Mama przyjaciela Dominika chciała od razu jechać do aresztu. Choćby za rękę potrzymać, chwilę pobyć, by chłopak wiedział, że go nie opuścili, nie winią za nic. Nie otrzymała zgody. Odmowy, które do niej przyszły listownie z prokuratury, podarła i wyrzuciła do kosza. Taka była zła. Taką czuła bezsilność. Cały czas kobieta wyrzuca sobie, że nie wygospodarowała mu miejsca w swoim domu. Jednak sam Dominik nigdy na nic się nie skarżył, nigdy o nic nie prosił. Raz powiedział, że mu matka z kumplami sprzedała nowe ubrania, więc mama przyjaciela zabrała go na zakupy do sklepu. Jednak to też do ostatniej chwili przed nim kryła, bo mógł odmówić i nie zgodzić się na prezenty. Traktowała go jak syna, była bardzo zadowolona, że Dominik, taki fajny, porządny chłopak, przyjaźni się z jej dzieckiem, i opinii o chłopaku nie zmieni.

Nie wiedziała, jak wielka jest skala przemocy, jakiej chłopak doznaje. Zmyliło ją, jak mówi, to, że był zawsze zadbany, miał czyste ubrania; sumienny, do szkoły chodził i do pracy. W pracy też go szanowali, uważali za niezwykle dobrego pracownika. Pracodawca miał zadeklarować, że jak Dominik z więzienia wyjdzie, to ma u niego robotę. Bez względu na wyrok.

Mama przyjaciela: – Tak, czasami syn opowiadał, jak u Dominika w domu wygląda. Jeden pokój, który zajmował z matką, mała kuchnia, w której panował syf. Jedzenia nie było, a na stole zawsze walały się butelki po alkoholu, tytoń i bibułki. Zawsze też tam ktoś z kumpli mamy od kieliszka przebywał. W różnym stanie upojenia.

Zbierane są podpisy wspierające Dominika w tym trudnym okresie. Obrońca Dominika mec. Wojciech Kasprzyk poinformował nas, że otrzymuje wspierające telefony dotyczące Dominika z całej Polski i wielu ludzi wyraża chęć niesienia pomocy i wsparcia oraz, że ma zastrzeżenia co do zastosowania kagańca nałożonemu Dominikowi na twarz podczas doprowadzenia do sądu. To nie są standardy zawarte w praw ach człowieka, podkreślił mecenas.

Prokurator

Poniżej prezentujemy wypowiedź prokuratora Sebastiana Woźniaka

Postępowanie jest prowadzone dopiero od 6 października 2017 roku. Przedmiotem tego postępowania jest poważny zarzut, to jedno z najcięższych przestępstw, sklasyfikowanych w Kodeksie karnym. Podejrzany jest tymczasowo aresztowany i z tego powodu wprowadzone są pewnego rodzaju rygory. Decyduję o tym, kto może mieć widzenie z Dominikiem i w jakich warunkach. Czynności są w toku, a to, że prowadzimy postępowanie, nie znaczy, że prowadzimy je tylko w jednym kierunku. Prokurator działa zgodnie z zasadami zachowania obiektywizmu. Doskonale wiem, w jakiej sytuacji jest podejrzany. I ja ze swojej strony, niezależnie od tego, że obrońca składa różne wnioski dowodowe, z urzędu badam te okoliczności, które przemawiają zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść. Tylko tyle mogę powiedzieć. Wszystkie moje decyzje są zaskarżalne, wiec osoby mogą zaskarżać te decyzje do prokuratora generalnego lub sądu.