Wernisaż fotografii Grzegorza Matoryna „Migawki z Norwegii”

Wernisaż fotografii Grzegorza Matoryna „Migawki z Norwegii”
fot. Grzegorz Matoryn W piątek, 19 stycznia o 17:00 spotkanie autorskie oraz pokaz diaporam w sali konferencyjnej BOK-MCC, o 18:00 wernisaż wystawy w galerii „W sam raz”. Wstęp wolny.
istotne.pl wernisaż, grzegorz matoryn

Migawki z Norwegii, tytuł niezbyt oryginalny, ale z drugiej strony to właśnie migawka decyduje o zapisie obrazu fotograficznego, dozuje ilość światła i chce się powiedzieć, że też ilość emocji, ale te trudno jest precyzyjnie odmierzyć.

Fotografia powinna nieść ze sobą emocje. Jak mawiał Donald McCullin „Fotografia nie jest związana z patrzeniem, lecz z czuciem. Jeżeli nie czujesz nic w tym, na co patrzysz, nigdy nie uda ci się sprawić, aby ludzie, patrząc na twoje zdjęcia, cokolwiek odczuwali". Poszukiwanie tych emocji ich dostrzeganie w otaczającym nas świecie jest jakby głównym powołaniem fotografa i chyba każdego twórcy.

Dla mnie największe emocje niosą góry (niekoniecznie te wysokie i popularne). Tam znajduję pewien rodzaj mojej osobistej przestrzeni i światła. Lubię też miejsca pozornie brzydkie, które wywołują refleksję. Dla kogoś innego ciekawym tematem zdjęć będą na przykład wyścigi konne, zawody sportowe, wschody słońca czy „śliczne” portrety. Nie neguję takich fotografii, wręcz przeciwnie, często podziwiam. Jednak we współczesnej masowej fotografii cyfrowej często brakuje zwyczajnie warsztatu i kompozycji, a media społecznościowe powodują pogoń za kiczem, gdyż to kicz w każdej dziedzinie sztuki jest najbardziej popularny i wzbudza najmniej kontrowersji.

Moim zdaniem to właśnie odbitka, wydruk, książka czy katalog są dobrym sposobem na oglądanie fotografii. To odbitka fotograficzna (również w formie wydruku) jest nowym przedmiotem zdolnym do samodzielnego bytu, a plik cyfrowy czy negatyw jest tylko półproduktem, który może ulec jeszcze wielu przekształceniom, zanim osiągnie finalny efekt. Pozostawianie fotografii tylko w obiegu cyfrowym często prowadzi do tego, że nawet sam autor nie wie, jak końcowy obraz powinien wyglądać. Ale to tylko mała dygresja. Bo jednak w fotografii najważniejsze jest to, aby zwyczajnie sprawiała radość zarówno jej twórcom, jak i odbiorcom. Niejednokrotnie nawet w tych miejscach, które powszechnie uznawane są za „brzydkie”, można zrobić wyśmienite zdjęcie. Wszystko zależy od tego, co chcesz z tym zrobić.

Norwegia to miejsce z pewnością niezwykłe. To przestrzeń i bardzo specyficzne światło. Norwegia przyciąga podróżników ostatnimi dziewiczymi terenami w Europie. Tutaj mieści się największy na kontynencie lodowiec, bezkresny płaskowyż oraz najdłuższy i najgłębszy fiord. Wyprawa na Północ to nie tylko podróż w przestrzeni, ale także w czasie.

W niezwykłym otoczeniu do dziś przetrwały arcydzieła sztuki wikingów, drewniane kościoły i osady. Z dala od ludzi żyją tu również trolle, nisse i huldry. Zadawałem sobie pytanie, czy przebywając tu zaledwie 216 godzin, mogę zrobić wystawę fotografii na temat tak rozległego miejsca. Wielu fotografów przebywało w tym kraju o wiele dłużej i było w miejscach, których nie odwiedziłem, widziało i sfotografowało zjawiska przyrodnicze, o których nawet mi się nie śniło.

Fotografie, które chcę Państwu przedstawić, nie są zapisem krajoznawczym, nie opowiadają też o kraju, bo cóż można powiedzieć o kraju, w którym przebywało się przez 216 godzin. Norwegia jest bardziej pretekstem do pokazania pewnego klimatu, refleksji nad czasem i przestrzenią. Swoistym dokumentem zarówno subiektywnego wyboru kadrów, jak i odwiedzonych miejsc.

tekst zlecony