Rozłam w kościele Chrystusa Króla: wierni chcą odwołać proboszcza

Rozłam w kościele Chrystusa Króla: wierni chcą odwołać proboszcza
fot. Krzysztof Gwizdała Przez ponad 30 lat funkcjonowania parafii nigdy się nie zdarzyło, aby wierni byli tak bardzo podzieleni. Fakt ten jest tym bardziej bolesny, że to wyjątkowa parafia, budowana od podstaw w duchu solidarności przez wiernych i byłego proboszcza.

Do naszej redakcji zgłosili się ludzie, którzy są niezadowoleni z pracy i postępowania nowego proboszcza księdza Zbigniewa Pędziwiatra. Kuria mówi, że to świeża sprawa, którą trzeba dobrze rozsądzić, bo jest też duża lista osób popierających kapłana.

Parafia Chrystusa Króla była zarządzana przez ponad 30 lat przez księdza Józefa Gołębiowskiego, który w połowie 2016 roku odszedł po operacji serca na emeryturę. To on budował z wiernymi kościół przy ul. Jana Pawła II (w 1983 roku przy ul. Władysława Broniewskiego). Jak wspominają wierni, proboszcz zakasał rękawy sutanny i wspólnie z nimi pracował. Ludzie budowali własny kościół, co miało szczególne znaczenie po stanie wojennym.

Kiedy nastał nowy proboszcz, nie wszystkim spodobał się sposób, w jaki ksiądz Zbigniew Pędziwiatr zaczął gospodarować na parafii. Pisemne skargi wysłano do zwierzchników księdza. Niezadowoleni parafianie zażądali usunięcia proboszcza z parafii, poprosili również o finansowe rozliczenie kapłana.

Głównymi zarzutami są wydatki m.in. na remont plebanii w wysokości 137 tys. zł, czy zakupy zastawy obiadowej za prawie 4 tysiące. Parafianom nie podoba się zamkniecie kościoła w ciągu dnia (proboszcz podjął taką decyzję, by uniknąć ataków wandalizmu). Parafianie poddają krytyce sposób, w jaki proboszcz informuje na każdej niedzielnej mszy o osobach, które wsparły finansowo parafię (wymienia nazwiska oraz dokładne datki). Zarzucają też kapłanowi brak empatii oraz urzędowe podchodzenie do spraw wiernych. Kontrowersje budzą procedury powołania rady parafialnej. Lista zarzutów jest długa, a na niej znajduje się również sprawa osobista dotycząca proboszcza.

Okazuje się, że skarżenie się na księdza nie jest ani proste, ani łatwe społecznie, bo zwolennicy proboszcza mówią wprost, że za księdzem staną murem. Bo to ksiądz.

– Czy byłby to ksiądz Józef Gołębiowski, czy inny, też byśmy broniły, nie jako człowieka, a jako księdza – mówi jedna z parafianek. – Stoimy za proboszczem murem. Moja mama wychowana przez siostry zakonne mówiła „Nigdy się nic nie mówi przeciwko księdzu, ksiądz nie może nic złego zrobić. Jak coś ludzie mówią o księdzu lub siostrze zakonnej, nie wolno tego powtarzać, ale modlić się za nich” – dodaje parafianka.

Osoby, które proboszczowi stawiają zarzuty, rozumieją, że sprawa jest delikatna.

– Rolą parafian nie jest nagłaśnianie sprawy, która jest w dużej mierze bardzo delikatna – mówi jedna z osób, które skarżą się na księdza. – Ale na decyzję upublicznienia problemu wpłynęło podejście Kurii, która była poinformowana wiele tygodni temu, a zajęła się sprawą dopiero po wpłynięciu polecenia odgórnego z Nuncjatury oraz upublicznienia przez proboszcza częściowej prawdy o tym, że są parafianie, którzy napisali na niego skargi i chcą jego odwołania – dodaje parafianin.

Skontaktowaliśmy się z rzecznikiem Kurii, który powiedział, że zna sprawę, ale jest ona świeża i skomplikowana.

– Problem jest dwustronny, wpłynęło też drugie pismo od osób, które popierają proboszcza – powiedział ksiądz Waldemar Wesołowski. – Jedni są za, drudzy są przeciwko. Tak się zdarza. Pytanie, czy to jest powód, aby odwoływać proboszcza? Co biskup zrobi, trudno mi powiedzieć. Trzeba rozeznać, ile jest racji po jednej, a ile po drugiej stronie – podkreślił rzecznik.

Proboszcz parafii Chrystusa Króla uważa, że każdy ma prawo do wystawienia opinii, tylko trzeba się pod nią podpisać i wziąć za nią odpowiedzialność.

– Jak nie znam nazwiska to trudno mi się odnieść do problemu i skarg – mówi ksiądz Zbigniew Pędziwiatr – Nie zamierzam być sędzią we własnej sprawie i komentować opinii negatywnych bądź pozytywnych na własny temat. Każdy jest wolnym człowiekiem, ma prawo do własnego zdania. Jeżeli będzie to na poziomie sądu, to wtedy się to rozstrzyga na tym poziomie. Nie zajmuję się pomówieniami ani opiniami. Każdy może mieć własną opinię, ale powinien wziąć za nią odpowiedzialność i się pod nią podpisać – dodaje proboszcz.