Polsko-ukraińskie pojednanie. Półprawdy i kłamstwa

Polsko-ukraińskie pojednanie. Półprawdy i kłamstwa
fot. Wikimedia Commons Ludobójstwo. To słowo jak mantra powtarzają Polacy i środowiska kresowe, mając na myśli mord polskiej ludności na Wołyniu w roku 1943. Słowo „parzy” i „uwiera” wielu. Nie tylko Ukraińców. Swego czasu było nawet niewygodne dla naszych parlamentarzystów.
istotne.pl historia, wojna, kresy, ks. tadeusz isakowicz-zaleski, paweł skiersinis, wołyń, ludobójstwo

Polskim parlamentarzystom zabrakło odwagi, aby użyć tego słowa. Zastąpiono je „czystkami etnicznymi o znamionach ludobójstwa”. Kolejny raz przemilczano prawdę o strasznej rzezi Polaków na Kresach Wschodnich.

Oczywiście, wszelkiego rodzaju uchwały mają jedynie wymiar symboliczny. Osobiście uważam, że nie należy niepotrzebnie prowokować i dążyć do konfliktu. Pamiętajmy jednak, że prawda nie obroni się sama.

Dziś postaram odpowiedzieć na ważne pytanie. Czy możliwe jest polsko-ukraińskie pojednanie? I co stoi na jego przeszkodzie? Postaram wskazać się Państwu przekłamania dotyczące rzezi wołyńskiej, które my, Polacy, wciąż powielamy.

Filarem naszej dyskusji jest nakręcony nie tak dawno film „Wołyń” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Film trudny, mocno kontrowersyjny. Obraz, który nie przypadł do gustu nie tylko Ukraińcom, ale również… Polakom.

Na „Wołyń” czekałem długo. Na początku film trochę mnie rozczarował. W mediach określano go jako przesiąknięty krwią i przemocą. Owszem, było jej niemało, ale media wykreowały zupełnie inny przekaz tego filmu. Pierwsze 20 minut w doskonały sposób ukazało tradycje i folklor dawnego Wołynia. To duży plus. Dzięki temu widz nie skupia się tylko i wyłącznie na śmierci. Reżyser ukazuje prawdziwe relacje pomiędzy Polakami a Ukraińcami. A nie były one takie złe…

Nie chcę tu szczegółowo zdradzać fabuły filmu. Myślę, że warto go obejrzeć i samemu wyrobić sobie zdanie.

Powoli ucichła już wrzawa związana z filmem. Jest to dobry moment na jego ocenę, wkład w rekonstrukcję prawdziwych wydarzeń historycznych. Z wiadomych względów film nie zyskał popularności na Ukrainie. Dla Ukraińców jest on stronniczy, antyukraiński i przekłamany. Jeden z Ukraińców napisał na portalu społecznościowym: „Aż duma rozpiera za rodzimy kraj. Wyrżnęliśmy Lachów, wyrżniemy i kacapów” (za www.kresy.pl). Takich komentarzy jest oczywiście więcej. To jeden z nielicznych łagodniejszych przykładów. Nie ma co się dziwić takiej reakcji. Nikt chyba nie spodziewał się, że reżyser otrzyma medal na Ukrainie.

Według naszych wschodnich sąsiadów film jest antyukraiński. A jaki ma być? Jeśli oglądamy jakikolwiek film wojenny, w którym przedstawia się III Rzeszę, to na pewno nikt nie robi tego w sposób gloryfikujący działania nazistów. To oczywiste. Nawet najbardziej wzruszające kinowe obrazy, jak „Upadek” (w reżyserii Olivera Hirschbiegela), gdzie Adolf Hitler to biedny, wykończony psychicznie starzec, czy „Walkiria” (reż. Bryan Singer). W tym drugim główny bohater próbuje obalić Fürhera, ale nie oznacza to, że ma przyjazny stosunek do Polaków. Wręcz przeciwnie. Oba przykłady dowodzą, że od dokonanego zła nie można uciec. Nawet w filmie.

Zatem reasumując, „Wołyń” jest antyukraiński, a dokładniej antybanderowski. Taki musi być. W innym przypadku kręcenie tego filmu straciłoby sens.

Zaskakujące są jednak negatywne opinie naszych rodaków. Mnie osobiście zszokowała nietrafiona recenzja w „Kulturze Liberalnej”. Według dziennikarzy, „Wołyń” jest za bardzo przesiąknięty przemocą. Jedna krwawa scena goni drugą. Podstawą filmu Wojtka Smarzowskiego jest „banał okrucieństwa i to on napędza całą fabułę”. Mam wrażenie, że redaktorzy (notabene pracownicy naukowi) oglądali zupełnie inny film. Jeśli ktoś ma choć szczątkową wiedzę o rzezi wołyńskiej, to doskonale wie, że wiąże się ona z okropnym okrucieństwem. Na Wołyniu miało miejsce ludobójstwo, które w realny i dosadny sposób zostało zrekonstruowane. Trudno pokazać wojnę bez wojny…

„Kultura Liberalna” nie ustrzegła się również błędu powielania nieprawdy. W artykule zatytułowanym „Wołyń. Kicz zła” redaktorzy błędnie piszą o wydarzeniach, które miały miejsce na polsko-ukraińskim pograniczu. Ja sięgam szybko po przedwojenną mapę Polski. Żadnego pogranicza tutaj nie widzę. Termin „pogranicze polsko-ukraińskie” jest błędny. Do roku 1939 Wołyń leżał w granicach Polski. Stanowił jej integralną część. Za rzeką Zbrucz istniała owszem ukraińska republika radziecka (USRR), ale było to państwo marionetkowe, integralna część Związku Radzieckiego. Ukraińskie ludobójstwo miało miejsce na ziemiach polskich.

W województwie wołyńskim dominowała ludność ukraińska, a Polacy stanowili mniejszość. Stosunek ludności zależał od miejsca zamieszkania. Według „Małego Rocznika Statystycznego” z roku 1939, na Wołyniu ogółem zamieszkiwało 16,6% Polaków oraz 68% ludności posługującej się językiem ukraińskim. Resztę stanowili Rosjanie, Niemcy i Żydzi. Aż 75% Ukraińców mieszkało na wsi. Byli to głównie niepiśmienni chłopi. Rocznik statystyczny nie podaje dokładnych danych dotyczących stopnia analfabetyzmu w poszczególnych województwach. Uogólnia liczby, wskazując na województwa wschodnie, w których mieszkał największy odsetek ludzi niepotrafiących czytać i pisać. Dzieci w wieku 10–14 lat stanowiły 71% wszystkich analfabetów.

Pozostałe przedziały wiekowe:

  • 20–24 – 55,6%
  • 30–39 – 59%
  • 40–46 – 67 %.

Ludność niepiśmienną nie sklasyfikowano według grup etnicznych. Pamiętajmy jednak, że Ukraińcy to zdecydowana większość. Wspominam o tym, bo to bardzo ważna kwestia. Poziom wykształcenia odegrał tu ogromną rolę. Społeczeństwem niewykształconym łatwiej manipulować i podżegać je do zbrodni. Na Wołyniu do eksterminacji polskiej ludności nawoływała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów oraz Ukraiński Kościół Grekokatolicki.

Kolejnym częstym przekłamaniem jest mowa o wojnie polsko-ukraińskiej w czasie II wojny światowej. Trudno jednak mówić o konflikcie zbrojnym, gdy jedna ze stron jest zorganizowana zbrojnie, a druga ewidentnie nie. Same liczby stanowią najlepszy dowód. Z rąk UPA i ukraińskich chłopów zginęło ok. 100 000 Polaków. Polacy zaś w odwecie wymordowali 15 000 Ukraińców. Obie liczby są ogromem cierpienia dla obu Narodów.

W naszym kraju panuje przekonanie, że w Europie Zachodniej ludobójstwo na Wołyniu jest nieznanym faktem z historii Polski. Może jest to fakt mało znany, ale mimo wszystko znany. Stefan Bandera, przywódca ukraińskich nacjonalistów, wojenną zawieruchę spędził głównie w Niemczech. Tam aktywnie działał i współpracował z nazistami. Już w roku 1948 niemieckie służby specjalne nawiązały współpracę z Banderą. Otrzymał on nawet osobistą ochronę złożoną z byłych esesmanów. Z Banderą współpracował również wywiad brytyjski i włoski. Szkolił on m.in. brytyjskich agentów, których przerzucano do ZSRR. Anglicy współpracowali z przywódcą OUN, mimo że był terrorystą i mordercą. Fascynowała ich jego patriotyczna walka. Szkoda tylko, że ten patriotyzm został tak mocno okupiony polską krwią.

Ks. Tadeusz Isakowicz-ZaleskiKs. Tadeusz Isakowicz-Zaleskifot. Jarosław Roland Kruk / Wikipedia

Czy zatem istnieje cień szansy na polsko-ukraińskie pojednanie? Tak, ale droga ku temu jest długa i kręta. Ukraińcy jak dotąd nie przeprosili za tę zbrodnie. Na Ukrainie wciąż mocno podtrzymywany jest kult Bandery i UPA. Mit ten jest Ukraińcom potrzebny do scalenia swojego państwa. Zapominają jednak o zbrodniach, jakie UPA dokonywała także na Ukraińcach.

W kwestii ludobójstwa na terenach dawnej Galicji warto wsłuchać się w głos osób zajmujących się historią Kresów Wschodnich. Jedną z nich jest ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Polski duchowny obrządków ormiańskiego i łacińskiego, historyk Kościoła. Postanowiłem zapytać księdza Zaleskiego, czy pojednanie polsko-ukraińskie jest w ogóle możliwe. Duchowny wskazuje kilka istotnych faktów, o których należy pamiętać przy okazji rozpatrywania stosunków polsko-ukraińskich. Przede wszystkim różne wydarzenia historyczne, takie jak obrona Lwowa przez Orlęta Lwowskie w roku 1918, traktat ryski, Akcja Wisła czy upadek ZSRR, nie dzielą Polaków i Ukraińców tak mocno jak banderowska rzeź na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej. Polacy mają przyjazne nastawienie do narodu ukraińskiego. Na Ukrainie wielu z nas ma znajomych, krewnych. Kultura naszych wschodnich sąsiadów wielu fascynuje. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski przytacza między innymi wypowiedź starszej kobiety, która jako 10-letnia dziewczynka przeżyła pod Tarnopolem banderowski pogrom: „Żeby bandery dalej nie kłamały, żeby dali pochować kości naszych ludzi, żeby dali postawić na mogiłach krzyże” [Ks. T. Isakowicz-Zaleski, Bez prawdy nie ma pojednania, Kraków 2014].

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski:

Dominują [...] półprawdy, przemilczanie, a nawet kłamstwa. Znakomita część historyków, w tym też część ukraińskich (jak np. nieżyjący dziś Wiktor Poliszczuk), posługuje się terminologią prawnika Rafała Lemkina […]. Stwierdza (Lemkin), że było to ludobójstwo. Takie samo jak zagłada Ormian w roku 1915 czy Holocaust Żydów.

Według kapłana, pojednanie pomiędzy naszymi, słowiańskimi narodami jest możliwe. Powinno się ono jednak dokonać na płaszczyźnie polityki i Kościoła. Zarówno rządzący, jak i duchowni muszą czynnie zaangażować się w proces wybaczenia krzywd oraz brać przykład z lokalnych środowisk, które stopniowo ku temu dążą.

Wypracowanie wspólnej, polsko-ukraińskiej oceny historycznej dotyczącej rzezi wołyńskiej jest niezwykle trudne. Każdy naród postrzega swoją historię zupełnie inaczej. Dla wielu Ukraińców, w tym dla tych, którzy skupieni są wokół nacjonalistycznej partii Swoboda, to my, Polacy, pełniliśmy rolę okupantów. Nasi wschodni sąsiedzi zapominają jednak o bardzo ważnej kwestii. Niepodległe państwo ukraińskie po I wojnie światowej nie powstało. Owszem, powstała Ukraińska Republika Ludowa z Symonem Petlurą na czele, ale nie przetrwała próby czasu. Utworzono także Ukraińską Socjalistyczną Republikę Radziecką, którą Polacy uznali pod naciskiem Rosjan. Dokonał się faktyczny rozbiór ukraińskiego terytorium. Zachodnia część pozostała w granicach II Rzeczypospolitej. Wschodnia stała się ukraińską republiką radziecką. Podobny los spotkał Białorusinów, choć oni nie przejawiali tak silnej woli powstania suwerennej państwowości.

Trzeba spojrzeć obiektywnie na sprawę ukraińską, chociażby w roku 1921 (traktat ryski – ustalający przebieg wschodniej granicy II RP). Nie jesteśmy bez winy. Tak naprawdę opuściliśmy naszego ukraińskiego sojusznika (40-tysięczne ukraińskie wsparcie w walce z bolszewikami). Oddaliśmy znaczną część Ukrainy i Białorusi w sowieckie ręce. Państwa zachodnie jak najbardziej to zaakceptowały. Nikogo nie interesowała sprawa ukraińska. Zostało to nam szczególnie zapamiętane. Jest to także jeden z licznych czynników, który wpłynął na silne, nacjonalistyczne, antypolskie wystąpienia zbrojne.

Nie należy w żaden sposób odczytywać tego jako usprawiedliwienia bandyckich działań OUN i UPA. Pamiętajmy, że ludobójstwo na Kresach było dziełem głównie banderowców, a wśród narodu ukraińskiego znaleźli się również ludzie nieobojętni na ludzką krzywdę.

Paweł Skiersinis


Paweł SkiersinisPaweł Skiersinisfot. archiwum autora

Autor jest blogerem, pasjonatem historii, a szczególnie dziejów Dolnego Śląska i Polski. Dlaczego Dolny Śląsk? Jak sam mówi: – A czemu nie? Najciekawsza jest historia wokół nas, dotycząca nas samych i naszych przodków.

I dodaje: – Staram się przedstawiać historię z innej strony, w sposób ciekawy, nie typowo książkowy, pełen suchych dat i faktów. Prezentowane przeze mnie artykuły dotyczą faktów, których nie znajdziemy w podręcznikach i znanych publikacjach. Losy Dolnego Śląska są niewątpliwe ciekawe i pasjonujące, warto zatem czasem poświęcić im choć krótką chwilę.

Więcej na blogu Pawła Skiersinisa.