Czy jest problem z nocnymi dyżurami weterynarzy w naszym mieście?

Czy jest problem z nocnymi dyżurami weterynarzy w naszym mieście?
fot. freeimages.com (jorge vicente) O sprawie powiadomiła nas Czytelniczka, której kotek w nocy z 28 na 29 września dostał ataku duszności.
istotne.pl kot, weterynarz

Czytelniczka napisała do nas na Facebooku:

Zamieścili Państwo informacje o dyżurujących weterynarzach, jeden, na ul. Lubańskiej, jest wpisany jako dyżur całodobowy. Jest to totalna bzdura, w nocy nr tel. do tego weterynarza był wyłączony, mój ledwo oddychający kotek nie dostał nigdzie pomocy, żaden z bolesławieckich weterynarzy, którzy zapewniają, że w nagłych wypadkach można dzwonić o każdej porze dnia i nocy, nie odbierał telefonu. Gdzie tu niesienie pomocy dla zwierząt z nagłymi wypadkami? Zero szacunku dla tych bezbronnych istot.

Łukasz Nadwodny z Gabinetu Weterynaryjnego S.C. przy Lubańskiej powiedział nam, że jego kolega odebrał wtedy telefon, tyle że strasznie słabo było słychać, więc wysłał do dzwoniącej SMS, że może ona przyjechać do lecznicy. Czytelniczka via SMS, jak relacjonuje weterynarz, upewniła się jeszcze, czy to chodzi o gabinet przy ulicy Lubańskiej. Potem wspólnik Ł. Nadwodnego czekał na właścicielkę kotka od 3:30 do 5:00. Nie zjawiła się. Na wszelki wypadek zachował tę korespondencję esemesową.

– To nie jest tak, jak ludzie sobie to wyobrażają: że w gabinecie przez całą dobę siedzi lekarz i przyjmuje jak na SOR-ze – tłumaczy „ii” Łukasz Nadwodny. Weterynarze w czasie nocnych dyżurów reagują przede wszystkim w zdarzeniach nagłych, nieprzewidzianych: psy się pogryzą, wypadek komunikacyjny, atak padaczki, zatrucie substancjami niebezpiecznymi (np. trutką na szczury). – 95% telefonów o różnych godzinach jest tego typu: mój pies od trzech dni jest chory, moje zwierzę od kilkunastu godzin kuleje. Zdaję sobie sprawę, że to są realne problemy, ale czasem trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: czy ja jestem w porządku w stosunku do swojego zwierzęcia? Bo często jest tak, że ludzie oczekują od pupila samowyleczenia, a gdy ono nie następuje, to szukają pomocy o dziwnych godzinach – dodaje.

Tak mogło być, zdaniem Ł. Nadwodnego, w przypadku kotka Czytelniczki: – Jako lekarz nie widzę sytuacji, w której mógłby wystąpić nagły stan, który spowodowałby duszność u kota. Jeśli już, to albo długo rozwijające się zapalanie płuc, albo choroba wirusowa, która też musiała się rozwijać jakiś czas. A nigdy nie jest tak, że takie choroby przebiegają bezobjawowo. W mojej opinii ten kot chorował już wcześniej.

– Gabinet jest czynny od 9:00 do 13:00 i od 15:00 do 17:00. Jest tyle godzin, że jeśli ktoś ma problem, to na pewno zdąży przyjechać – podkreśla weterynarz. – Czasami są takie sytuacje, że jesteśmy w terenie, nawet w nocy, bo zdarzają się porody u zwierząt gospodarskich. W takim przypadku trudno jest odebrać telefon, a mamy tego typu zgłoszeń bardzo dużo.

Wówczas weterynarze proszą dzwoniącego, aby przyjechał do gabinetu np. za dwie, trzy godziny. – Nigdy nie pozostawiamy sytuacji bez odpowiedzi. Albo odsyłamy na jakiś termin, albo jeśli przez telefon ocenimy, że nie są to sytuacje zagrażające bezpośrednio życiu, to zapraszamy do lecznicy w normalnych godzinach – zaznacza lekarz.

Weterynarze z lecznicy na Lubańskiej zastanawiają się nad tym, żeby zdjąć informację o dyżurze całodobowym. – Aczkolwiek telefony nadal będziemy odbierać – zapewnia Łukasz Nadwodny. – Jeśli ktoś zadzwoni, że zwierzę potrącił samochód albo że ma ono atak padaczki, to ja zawsze przyjmę, jestem przede wszystkim lekarzem. Nie chcemy zostawiać ludzi na lodzie.

Co o tym wszystkim myślicie? Zapraszamy do dyskusji.