Powstańcy ’44. Ci, którzy nie bali się żyć

Powstańcy ’44. Ci, którzy nie bali się żyć
fot. Wikimedia Commons Niektórzy zastanawiają się pewnie: dlaczego dopiero teraz? Przecież 1 sierpnia już minął… Już ucichły huczne, ale pełne zadumy, kolejne obchody wybuchu Powstania Warszawskiego.

Racja. Jednak pamiętajmy, że Powstanie trwało nie tylko jeden dzień. Trwało dwa długie miesiące.

Często wdajemy się w burzliwe dyskusje i polemiki, szafujemy przeróżnymi argumentami wątpliwej wartości. Wznosimy się na wyżyny absurdu, nienawiści, hejtu, bratobójczej walki. Aby upamiętnić jeden, jedyny dzień. Zapominając o pozostałych, tak bolesnych i krwawych dniach.

Dyskusja dotycząca Powstania Warszawskiego toczy się już od kilkudziesięciu lat. Swoje apogeum osiągnęła w wolnej Polsce. Naukowcy, politycy, Powstańcy, starzy i młodzi. Wszyscy biorą udział w kolejnej wojnie, tym razem na chybione argumenty. Czy jednak ktoś zastanawiał się tak naprawdę nad genezą tego powstańczego zrywu? Czy istniała głębsza idea? I co tak naprawdę oznacza w dzisiejszych czasach patriotyzm?

Powstanie Warszawskie jest już legendą. Pięknym, smutnym mitem o bohaterstwie, o woli walki z okupantem. Aby jednak lepiej zrozumieć mój zamysł przedstawienia faktów i tez, musimy cofnąć się do XIX wieku. W roku 1863 wybucha Powstanie Styczniowe. Ten zryw niepodległościowy należy porównać w sposób pośredni z powstaniem ’44. Pewnie wiele osób krzyknie: „Ale jak to? Tak nie można! To są dwie różne kwestie!”

Owszem, są, jednak z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Powstanie Styczniowe, tak wielbione i obrócone w mit w II Rzeczypospolitej, jest tym samym czym Powstanie Warszawskie dla III RP. Kult Powstania Styczniowego i tamtych weteranów w okresie międzywojennym był ogromny. Należy jednak tu dodać, że Powstanie Styczniowe byłą totalną klęską, i to nie tylko w sferze nieudanej walki niepodległościowej. Powstanie z roku 1863, podobnie jak to warszawskie, było źle przygotowane. Powstańcy zostali nieodpowiednio uzbrojeni. Zbyt słabo, aby mieć jakiekolwiek szanse z dobrze wyszkoloną carską armią. Powstanie zostało nawet sztucznie podtrzymane przez Rosjan...

Podczas jednej z pierwszych potyczek z Powstańcami dowództwo rosyjskie wydało rozkaz wyposażenia wojska w broń bez amunicji. Rosyjscy żołnierze zostali wysłani na pewną śmierć, a „polscy buntownicy” zatłukli ich czym popadnie. Powstańcy w oczach europejskich narodów stali się buntownikami, a każdy polski wojownik o niepodległość był utożsamiany z anarchistą i terrorystą. Europejskie rządy, owszem, popierały Powstańców, ale jedynie niektóre. I tylko dyplomatycznie. Szwedzkie władze internowały statek, na którego pokładzie próbowano dostarczyć do Królestwa Polskiego armaty, karabiny i samych ochotników, międzynarodowej maści. Szwecja zrobiła taki krok pod naciskiem Rosji.

Najciekawsza była reakcja papieża Piusa IX. Nie jest ona jednoznaczna. Nie zachowały się oficjalne papieskie dokumenty. Ówczesna prasa w różny sposób interpretowała jego słowa na temat wybuchu Powstania Styczniowego. Interpretacja uzależniona była od „koloru drukowanej prasy”.

Choć Powstanie jest największym zrywem narodowo-wyzwoleńczym, nie porwało całej polskiej ludności zaboru rosyjskiego. Ominęło tym samym np. Wołyń – chłopi nie poparli Powstania. Może ruskim chłopom (ukraińskim) było bliżej do Rosji niż do szlacheckiej Polski. Może gdyby udało się bardziej zaangażować ludność zamieszkującą Kresy, walka miałaby większy sens. Może…

Analogia do Powstania Warszawskiego jest bardzo podobna. Równie źle uzbrojeni Powstańcy zostali tak naprawdę wysłani na pewną śmierć. Jednak w obu przypadkach partyzanci zdawali sobie z tego sprawę. W obu tych wydarzeniach represje po upadku powstań były straszne. Podczas Powstania Warszawskiego także dostarczono walczącym broń i inne potrzebne artykuły. Ten transport doszedł do skutku, nie został w żaden sposób udaremniony, choć niestety był jedyny, a większość zrzuconych paczek trafiła w ręce Niemców. Stalin naciskał Aliantów o niepomaganie walczącej Warszawie.

Oba Powstania zakończyły się klęską. Jak większość polskich zrywów niepodległościowych – za wyjątkiem Powstania Wielkopolskiego. W sumie nie wygraliśmy niczego od ponad 300 lat. Wiktoria wiedeńska jest ostatnim polskim wielkim sukcesem. Pozostałe kampanie, bitwy i potyczki nie przyniosły nam trwałych efektów. Podczas zaborów wszystkie powstania upadły. Wojnę polsko-bolszewicką trudno nazwać wygraną. Owszem, zatrzymaliśmy komunistyczną ofensywę, uratowaliśmy Europę od zalewu czerwonej idei, jednak traktat ryski stał się zmarnowaną okazją na odzyskanie wszystkich ziem sprzed I rozbioru. Na tych ziemiach pozostali nasi rodacy.

Pamiętajmy także, że dyskusję o Powstaniu Warszawskim rozpoczęli sami Powstańcy. Jak twierdzi historyk, Mariusz Olczak:

Pierwszą poważną monografię Powstania napisał Adam Borkiewicz, oficer Komendy Głównej AK. Temat jest trudny, trzeba się przekopać przez tysiące stron dokumentów, ale boleję nad tym, że współcześnie, w wolnej Polsce, nie powstała żadna monografia naukowa oparta na dokumentach. Myślę, że dopiero w momencie, gdy będziemy mieli naukowo opisane Powstanie, zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy, będziemy mogli rozpocząć dyskusję o nim. Dziś dzieje się chyba trochę na odwrót, toczą się dyskusje, a naukowe spojrzenie zostało.

[więcej na http://bobrzanie.pl/2015/08/02/mariusz-olczak-dyskusje-o-zasadnosci-powstania-rozpoczeli-powstancy/]

Wokół Powstania Warszawskie powstało wiele mitów, które często powtarzamy do dziś, a nie mają one nic wspólnego z prawdą historyczną. Jednym z nich jest godzina „W”. Tak naprawdę pierwsze potyczki z Niemcami miały miejsce po godzinie 13.00, a zaplanowana godzina 17.00 jest tak naprawdę symbolem początku nierównej walki.

Za wybuch powstania odpowiadał przede wszystkim premier Stanisław Mikołajczyk, a nie jak powszechnie sądzi się gen. Tadeusz Bór-Komorowski. Zarówno generał, jak i naczelny wódz, gen. Kazimierz Sosnkowski, uważali powstanie za zasadne jedynie w momencie załamania się niemieckich wojsk. Wybór momentu wybuchu walk o wolną stolicę był niezmiernie istotny. Niestety, Mikołajczyk postanowił wykorzystać Powstanie jako kartę przetargową w negocjacjach ze Stalinem. Oczywiście mowa o rozmowach Aliantów z Sowietami. Powstanie nie miało jednak żadnej wartości negocjacyjnej. Gorzej: był to wielki kłopot dla Stalina. Nie zamierzał on w żaden, nawet najmniejszy sposób pomóc Warszawiakom.

Powstańcy ’44. Ci, którzy nie bali się żyćPowstańcy ’44. Ci, którzy nie bali się żyćfot. Wikimedia Commons

Tragiczny powstańczy los dotknął przede wszystkim niemowlęta. Wiele dzieci urodziło się podczas powstania lub tuż przed. W skrajnie złych warunkach. Jedynym celem matek nowo narodzonych dzieci było przeżycie za wszelką cenę. Dziećmi, które zostały osierocone, zajmowali się harcerze.

W takich oto warunkach mieszkali i dzielnie walczyli mieszkańcy stolicy. Nie było łatwo, lecz nikt nie narzekał.

Już niedługo kolejna rocznica, tym razem wybuchu II wojny światowej. Znów będziemy świadkami licznych apeli i uroczystości. Niestety, polityczne dywagacje wezmą górę nad cichym i godnym upamiętnieniem Bohaterów wojny obronnej. Trzeba przede wszystkim pamiętać o jednym istotnym fakcie. Wiele się obecnie pisze i mówi o 1 września. Także w tej kwestii historycy i publicyści spierają się, czy aby na pewno można było uniknąć wybuchu wojny. Trudno to oceniać. Jest to zbyt niejednoznaczne. Natomiast nie jest tajemnicą, że Józef Beck, przedwojenny minister spraw zagranicznych, prowadził bardzo nieudolnie polską politykę zagraniczną. Ślepo wierzył Anglikom i Francuzom. Uznał za wielki sukces zapewnienie Wielkiej Brytanii, że w razie konfliktu z Niemcami przyjdzie nam z pomocą. Brytyjczycy obiecali nam sto bombowców, które mieliby przerzucić do Polski. Pytanie tylko, jak zamierzali to uczynić? Droga morska była niemożliwa. Transport zostałby zniszczony. Droga powietrzna również była mocno niepewna. Nad Niemcami nie udałoby się. Nad państwami skandynawskimi również. Nie udzieliłyby na to zgody. Józef Beck był tak dumny z gwarancji bezpieczeństwa, które nie były warte nawet papieru, na którym je zapisano.

W pierwszych dniach wojny panował strasznych chaos. Polskie wojsko nie było przygotowane, ani nawet zmobilizowane. Mobilizację ogłoszono, a następnie została ona odwołana. Największym absurdem jest to, że francuski wywiad poinformował polski rząd o tajnym aneksie do paktu Ribbentrop–Mołotow. Polacy nawet wówczas nie wierzyli w możliwość wybuchu wojny. Wojny, którą przegraliśmy. Nie tylko kampanię wrześniową, ale całą II wojnę światową. Dlaczego? Ponieważ już po przegranej kampanii polska armia nie działała samodzielnie, lecz pod dyktando Wielkiej Trójki. Jak mówił Omar Bradley: „na wojnie nie ma nagrody za drugie miejsce”.

A czy polska flaga zawisła dumnie w Berlinie? Nie, jedynie na chwilę. Została potraktowana przez Rosjan jak nic nieznaczący gałgan.

Pomimo tych porażek, zarówno we wrześniu ’39, jak i latem i jesienią ’44, Polacy wykazali się ogromnym bohaterstwem. Prawdziwym męstwem i oddaniem. Wszystkie dyskusje powinny już dawno ustać, aby godnie wspominać tych, którzy oddali to, co najważniejsze, życie. Oddali je w słusznej sprawie, dla spokoju i wolności przyszłych pokoleń. Niestety, dla wielu koniec wojny był jedynie początkiem kolejnej walki, tym razem bratobójczej. Dziś prawda o Żołnierzach Wyklętych tak samo dzieli nas jak kwestia Powstania ’44. Powstanie Warszawskie, choć tragiczne w swoich skutkach, powinno łączyć, a nie dzielić. Zapominamy, że Powstańcy chcieli walczyć. Nikt ich na siłę nie wysyłał w bój, bo nie musiał. Warszawiacy, i nie tylko oni, potrafili zapłacić najwyższą cenę.

A czy my w dzisiejszych czasach jesteśmy gotowi ponieść taką ofiarę? Dziś patriotyzm sprowadza się często do noszenia „patriotycznej koszulki”. Są one ostatnio bardzo modne. Nie przeczę, niektóre robią wrażenie. Zaskakują graficznie. Nie ma nic złego w ich noszeniu, ale na tym patriotyzm nie powinien się kończyć. Nie trzeba wcale wielkich wyrzeczeń. Wystarczy wspólne działanie, nawet w drobnej lokalnej sprawie. Parafrazując słowa piosenki Tomka Wachnowskiego „Wszyscy jesteśmy z tej samej gliny”: (Nie) jesteśmy z tej samej gliny i pięknie się (nie) różnimy.

Tak zawsze było, jest i będzie. Dlatego utraciliśmy niepodległość na 123 lata. Dlatego również tak źle byliśmy przygotowani do wojny obronnej w 1939 r. Zbyt wiele różnic i waśni, które trwają do dziś. Czas to zmienić, jeśli nie dla nas samych, to dla przyszłych pokoleń.

Na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się wirtualny mur pamięci. Możemy w tym miejscu wyszukać imię i nazwisko oraz stopień wojskowy walczących Powstańców. Może niektórzy z nas odnajdą krewnych lub znajomych. Warto sprawdzić.

Paweł Skiersinis


Paweł SkiersinisPaweł Skiersinisfot. archiwum autora

Autor jest blogerem, pasjonatem historii, a szczególnie dziejów Dolnego Śląska i Polski. Dlaczego Dolny Śląsk? Jak sam mówi: – A czemu nie? Najciekawsza jest historia wokół nas, dotycząca nas samych i naszych przodków.

I dodaje: – Staram się przedstawiać historię z innej strony, w sposób ciekawy, nie typowo książkowy, pełen suchych dat i faktów. Prezentowane przeze mnie artykuły dotyczą faktów, których nie znajdziemy w podręcznikach i znanych publikacjach. Losy Dolnego Śląska są niewątpliwe ciekawe i pasjonujące, warto zatem czasem poświęcić im choć krótką chwilę.

Więcej na blogu Pawła Skiersinisa.