Po co reklamować wodę?

Po co reklamować wodę?
fot. G. Hanaf Józef Król mówi o obowiązku dotarcia do mieszkańców z dobrymi wiadomościami, o potencjale Bolesławca oraz o tym, co robią wszyscy pracownicy PWiK, by ten potencjał wykorzystać.
istotne.pl pwik, józef król

Istotne.pl: – Panie prezesie, po co reklamować wodę z kranu?

Józef Król: – Promować bolesławiecką wodę trzeba z kilku powodów: to nasz wielki skarb, to nasz obowiązek dotrzeć do ludzi z taką informacją, woda z kranu ma walory źródlanej wody butelkowanej, możemy więc oszczędzić, pijąc wodę z kranu.

Bolesławiec ma to szczęście, że żyjemy w miejscu, gdzie jest tak wspaniała woda. Od średniowiecza woda była uznawana za cudowną, ceniono ją za walory smakowe i zdrowotne. Ta woda przez wiele lata nie była doceniana. To się ludziom należy, by wiedzieli, że dobra woda w kranach jest tańsza od butelkowanej. Mogą sobie to sami przeliczyć: 1 m³ wody to prawie 700 butelek wody ze sklepu. Jeśli ktoś nie chciałby wierzyć nam, to podpieramy się autorytetem z najwyższej półki – doskonałą oceną bolesławieckiej wody profesor Iwony Wawer z Akademii Medycznej z Warszawy.

Z przyjemnością spotykam ludzi, którzy mówią mi, że już piją wodę z kranu, a nie kupują jej w butelkach. Jak mieszkańcy uwierzą w tę wspaniałą legendę o żywym źródle i będą uważali, że bolesławiecka woda przynosi zdrowie, to mam nadzieję, będą jej pić jeszcze więcej.

Spółka PWiK dużo inwestowała, by dostawa wody była najwyższej jakości. Inwestycje były duże, które były najtrudniejsze i czy bał się Pan, że coś się nie uda?

Na szczęście nie mam takich lęków, bo mam optymistyczne nastawienie i w biznesie, i w życiu. Kiedy się czegoś podejmuję, planuję to szczegółowo. Nasza woda to skarb i ten skarb musi dotrzeć w najlepszej postaci do mieszkańców. Wodę trzeba wydobywać i uzdatniać jak najlepiej i jak najtaniej. Pierwsza inwestycja poszła w tym kierunku: stacja uzdatniania wody w Rakowicach, gdzie mamy wspaniałą wodę i ujęcie lewarowe, nie musimy jej pompować. Jest to tanie i dziś najnowocześniejsze ujęcie na Dolnym Śląskim. Dzięki tej inwestycji woda jest tania, dobra i zdrowa. I śmiało mogę mówić, że na 50 lat mamy spokój z zasobami w wodę. Prezydent Piotr Roman może do nas ściągać inwestorów, tania woda w nadmiarze to atut. Możemy ją sprzedawać, to są odnawialne, niewyczerpalne zapasy. Wiadomo też, że im więcej sprzedamy, tym woda będzie tańsza.

Ta inwestycja to duża zmiana jakościowa. Z perspektywy ćwierćwiecza samorządu co w Bolesławcu zmieniło się najbardziej?

Tak jak w osobistym życiu, możemy mieć szczęście w większym albo mniejszym stopniu, tak samo możemy patrzeć na miasto. Są miasta, które mają szczęście, a są takie, które niekonieczne. Z perspektywy 25 lat śmiało mogę mówić, że Bolesławiec miał szczęście, bo prezydentem został inżynier z 13-letnim doświadczeniem, który miał pojęcie o sprawach podstawowych. Ćwierć wieku temu nasz miasto nie miało oczyszczalni ścieków, nie mieliśmy składowiska odpadów. Groziły nam ogromne kary za odprowadzanie ścieków do rzeki. Składowisko było w wyrobisku po żwirowni. To była katastrofalna sytuacja, a zaczynały wchodzić w życie przepisy ekologiczne. Bolesławiec znalazł się na liście trucicieli.

Okazało się, że nasz mały samorząd był na tyle sprawny, że w 1998 roku mieliśmy i nowoczesną na tamte czasy oczyszczalnię i najnowocześniejsze składowisko odpadów. Szczęściem jest też, że jest mądra kontynuacja w zarządzaniu miastem przez prezydenta. Wtedy wiele rzeczy udało się zrobić: mieliśmy czas i okazję, by wyremontować ratusz. Później, jak się okazało, na przedstawicielach firm, które ściągnęliśmy do miasta (Bader i Zehnder), największe wrażenie zrobił odnowiony Rynek. Byłem za jego renowację krytykowany, ale ta inwestycja była trafiona. Budowaliśmy wtedy wizerunek miasta, które dziś jeszcze pięknieje pod rządami współczesnych władz. Tej kontynuacji może się nie zauważa, ale to najważniejsze. Są miasta, którym ani nie udało się wyjść poza podziały, ani nie mieli szczęścia do dobrych gospodarzy. W Szklarskiej Porębie radni zajęli się wewnętrznymi sporami i nie udało się im wykorzystać ogromnego potencjału miasta. Dzisiaj w Bolesławcu cena za m³ dostawy wody i odprowadzenia ścieków to poniżej 10 zł, w Szklarskiej Porębie to 28 złotych.

Co z Pana perspektywy najbardziej w zmianach przeszkadza, a co wspiera?

Jest wiele elementów. Ważne jest oprzyrządowanie prawne, ono często ma ogromny wpływ i z niepokojem patrzę, jak rząd chce reformować samorządy. One zostały stworzone po to, by ludzie mieli możliwości i szanse na samostanowienie.

Jest też sfera nasza, ludzka. Mamy tendencje, lubimy się sprzeczać, narzekać i niekoniecznie jest to konstruktywne. Dlatego zawsze trzeba cenić takich liderów, którzy potrafią łączyć, a nie dzielić. I potrafią budować, bo w każdym z nas jest pozytywny potencjał

Co najbardziej Pana wspiera?

Po pierwsze, kiedy decyduję się na wykonanie odpowiedzialnego zadania, to wspiera mnie potrzeba osiągnięcia zamierzonego efektu. To jest to, co napędza, to, co daje siłę. Ludzie zawsze będą narzekać. Pamiętam drogi, które wybudowane zostały za mojej kadencji na osiedlu Kwiatowym. Byłem w szoku, że je krytykują. Myślałem, że jak ludzie zobaczą nowe drogi, to będą się cieszyć, a oni wytykali kilkucentymetrowe różnice w poziomie wjazdów na posesje. Po roku, dwóch dopiero byli zadowoleni.

Wiele razy słyszy się określenie „Tutaj przydałby się dobry gospodarz”. Co znaczy dobry gospodarz w samorządzie i w spółce?

To prawda, wszędzie jest potrzebny dobry gospodarz, dobra gospodyni. Taki człowiek odpowiedzialny, pracowity, sumienny, ale też otwarty, kreatywny i uczciwy. Dobry gospodarz musi widzieć do przodu. Zwłaszcza jak zarządza się takim dużym majątkiem jak PWiK. Muszę mieć na uwadze perspektywę 30-50 lat, by zaopatrzyć miasto w wodę. Mnie już nie będzie, ale to, co robię teraz, będzie funkcjonowało.

Z perspektywą i spojrzeniem wstecz łączyły się zorganizowane w tym roku obchody pięciu wieków dobrej wody w Bolesławcu…

Tak to była inicjatywa, która – czas to potwierdził – była dobra, by spojrzeć, ile zostało dobrej roboty wykonane i gdzie my, jako współczesna spółka, jesteśmy jako kontynuatorzy. Pięć wieków temu na tych terenach byli dobrzy gospodarze, zauważani i chwaleni w ówczesnej Europie. Dziś nie jesteśmy od nich gorsi, tak samo dobrze gospodarujemy.

Na kongresie Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie w Warszawie prezes Tadeusz Rzepecki dał naszą spółkę za przykład mądrej konsolidacji, chodziło o przejecie Lwówka. Czy można mieć lepszą rekomendację? W kolejnej wypowiedzi były prezes Izby Gospodarczej Roman Wiertelak, obecnie prezes wodociągów w Kaliszu, chwalił naszą konferencję zorganizowaną we wrześniu w Bolesławcu. Zapadło mu w pamięć mądre gospodarzenie i zachwycił się rysunkami dzieci, które zostały przygotowane na tę okazję. Dokładnie opisywał rysunek Darii Chłopickiej, który zwyciężył w konkursie. Prezes zachwycał się, jak pięknie laureatka przestawiła przyszłość wodociągów, woda w przyszłości może być tak czysta, że będziemy ją szklankami pić z rzeki. To są wartościowe pochwały. Jesteśmy prowincjonalną spółką, a ceni się nasze rozwiązania, nasze pomysły i daje się nas za przykład. Cieszę się z tego, dobrze gdyby cieszyli się z tego pracownicy. I dobrze, gdyby wiedzieli o tym mieszkańcy.