Sędzia o ewentualnej likwidacji domu dziecka

Sędzia o ewentualnej likwidacji domu dziecka
fot. B.org W wywiadzie dla Istotne.pl przewodnicząca Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu w Bolesławcu mówi o dobrej współpracy z placówką i o konsekwencjach jej likwidacji.
istotne.pl sąd, dom dziecka, grażyna słotwińska

Przewodnicząca III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Bolesławcu Grażyna Słotwińska, dystansując się wobec sprawy dotacji dla domu dziecka, uważa, że likwidacja placówki byłaby ogromnie szkodliwa. Skutkowałaby pogorszeniem i tak trudnej sytuacji dzieci, wymagających natychmiastowej pomocy, a wykonanie zarządzeń tymczasowych sądu byłoby utrudnione lub niemożliwe.

Grażyna Hanaf: – Na czym polega współpraca pani wydziału z domem dziecka prowadzonym przez Siostry Elżbietanki?

Grażyna Słotwińska: – Współpracuję ściśle z Domem Dziecka od prawie sześciu lat. Od czasu, kiedy placówka funkcjonuje pod tym kierownictwem i w tym składzie.

Ingerencja w sytuację rodzinną dziecka to nie jest jednorazowy akt. Sąd, po przeprowadzeniu postępowania dowodowego, wydaje decyzje, których konsekwencją bywa zabranie dziecka z jego domu i umieszczenie go w placówce pod tzw. pieczą zastępczą. Są to bardzo ciężkie decyzje na tu i teraz.

Zabranie dziecka z rodzinnego domu nie załatwia sprawy. Dziecko trafia do instytucji. Oprócz bieżącej opieki trzeba pracować nad tym, by w przyszłości dziecko albo wróciło do rodziny, albo znalazło się w rodzinie zastępczej. Ta praca to regularne monitorowanie sytuacji dziecka. Część tej pracy wykonujemy my, część dom dziecka.

Jak ocenia pani tę współpracę?

Siostry bardzo troszczą się o dzieci. Placówka ma działać na rzecz powrotu dziecka do rodziny. I to właśnie robi.

Przykładem może być sytuacja dzieci z domu dziecka podczas świąt. Rodzice, chcąc zabrać z placówki dziecko np. na Wigilię, zwracają się do nas. Bywa tak, że przypominają sobie o tym dzień przed Wigilią. To w tych momentach wywiad i kontakt z rodzinami swoich podopiecznych, jaki mają siostry, jest najbardziej cenny.

Jeśli zwracam się do siostry z pytaniem, jaki jest kontakt rodziców z dzieckiem, i potrzebuję jakiegoś stanowiska, to je szybko od sióstr otrzymuję. Wiem, że siostry wiedzą, co się w domach wychowanków dzieje. A podczas świąt, kiedy sytuacja w rodzinie nie jest do końca jasna, chodzą i sprawdzają, w jakich warunkach to dziecko przebywa.

Siostry bardzo aktywnie działają na rzecz dzieci, które nie mogą wrócić w świąteczny czas do rodziny. Robią wszystko, by dzieci spędziły święta w gronie innej, zaprzyjaźnionej z siostrami rodziny. Siostry zabiegają o takie osoby współpracujące, które stwarzają namiastkę domu. Aby dzieci miały poczucie, że gdzieś są oczekiwane i kochane.

Ważna jest też kwestia leczenia dzieci. Do placówki trafiają dzieci zaniedbane pod względem zdrowotnym, np. z płodowym uzależnieniem alkoholowym. To są dzieci z rodzin, gdzie zdrowie dziecka jest na którymś tam miejscu. I siostry mają wiele do nadrobienia, muszą dbać często o bardzo chore dzieci.

Zakładając czarny scenariusz: domu dziecka w powiecie nie ma. Jakie byłyby tego konsekwencje?

W takiej sytuacji będą zwiększone zadania przed Starostwem Powiatowym, które ma obowiązek wykonać orzeczenie sądu. Dzieci do zastępczej pieczy nie ubędzie. Chciałabym dodać, że mamy też dobrą współpracę z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. To oni, jeśli zabraknie domu dziecka, będą musieli wskazać nam inne miejsce (placówkę), gdzie będzie można umieścić dziecko.

Jeśli takie dziecko z rodzinnego domu zostanie zabrane na kilka miesięcy i będzie musiało gdzieś dalej wyjechać, to będzie się to wiązało z niepotrzebną dla niego traumą. Dziecko będzie musiało zmienić szkołę, środowisko. Dlatego twierdzę, że dom dziecka w powiecie jest niezbędny.

Czy istnieją inne rozwiązania dla powiatu niż dom dziecka?

W tej chwili, jeśli chodzi o pieczę zastępczą, preferowane są rodzinne domy dziecka, nie instytucje, jaką jest dom dziecka.

Nie próbuję diagnozować z jakiego powodu, ale w naszym powiecie – poza jednym pogotowiem rodzinnym i zastępczymi rodzinami spokrewnionymi (ciocie, babcie) – nie ma zawodowych rodzin niespokrewnionych. Nie wiem, czy nie ma naboru chętnych, czy jest to kwestia małej wrażliwości społecznej lub zbyt małej zachęty finansowej.

Podobno w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie są osoby przeszkolone, które mają dokonywać naboru i szkolić takie rodziny, ale do tej pory nic się nie dzieje. Nie ma kandydatów. Brakuje nam takich miejsc, gdzie na krótki czas można dziecko umieścić. Potrzeby w tym zakresie są duże.

Czy powiat w jakiś sposób na to reaguje?

W rozmowie z wicestarostą Stanisławem Chwojnickim tylko padło takie zapewnienie, że powinno działać miejsce, gdzie umieszczane byłyby dzieci zabierane rodzicom na kilka dni, dopóki rodzina się nie zgłosi lub my nie przyjrzymy się bliżej sytuacji.

Czasami do siostry dyrektorki domu dziecka odwoływaliśmy się w sytuacjach, kiedy pod jej placówką policja stała z dzieckiem z interwencji i nie miała gdzie go zawieźć. Siostra się zawsze uginała i pomagała.

Wyraź swoją opinię

Czy starostwo powinno zwiększyć dotację na Dom Dziecka?
tak
72.64
nie
27.36

(informacja: ii)