Dom zły, czyli na powiatowym poligonie

Dom zły, czyli na powiatowym poligonie
fot. Krzysztof Gwizdała W starostwie wydział odpowiedzialny za współpracę z Domem Dziecka podlega żołnierzowi – Stanisławowi Chwojnickiemu. Wojna o dobry wizerunek urzędu była nieunikniona.
istotne.pl stanisław chwojnicki, starostwo, dom dziecka

Powiatowy Bonaparte obmyśla taktykę. Znajduje wroga szybciej, niż niektórzy pomyślą słowo „wróg”. A jak jest wróg, żołnierz ma z górki. Trzeba go pokonać. Zabić, spacyfikować, zmusić do odwrotu.

I dzięki temu mamy teraz w Bolesławcu taki mały, powiatowy poligon. Starostwo okopało się na pozycjach. Uważa, że jest niesłusznie oskarżane, bo na Dom Dziecka daje aż nadto i sierotki kocha bardziej niż siebie. A wróg? Wróg sieje wrogą propagandę. Ognia! Pal!

Oczywiście wojna jest nowoczesna. Wirtualna. Na internetowych forach anonimowi żołnierze argumentują na rzecz starostwa i walą we wroga. Wróg jest pazerny. Żołnierze mnożą i dzielą dotację, by to udowodnić.

O co walczy ta armia? O wizerunek. Wizerunek starostwa został poważnie zaczerniony. Urzędniczka rzeczowo mówiąca o pieniądzach, które się siostrom Elżbietankom nie należą, wyszła na jakby wredną. Urzędników starostwa portretowanych w telewizji lokalnej na tle sierot odmalowano jakby ciut skąpych i bezdusznych.

Powiatowy Mały Rycerz tę plamę na honorze zetrze krwią, choćby zakonnic i dzieci. Wroga pokona jego własną bronią. Jeśli siostra dyrektorka mówi w telewizji lokalnej, że wsad do kotła wynosi w Domu Dziecka 2,90 zł, to jego generałowie (członkowie zarządu) zasugerują, że wróg przeznacza 80% dotacji na pensję swoją i pracowników. Trafiony, zatopiony. A wszystko to w szlachetnym celu obrony twarzy urzędnika.

Trzydzieści dwa tysiące, o które dodatkowo wnioskuje siostra dyrektorka, gubi się w pyle walki. W tym samym pyle rozpływa się też sens tej wojny, wynikiem której będzie utrata partnera, który dobrze wywiązywał się dotychczas z umowy na prowadzenie Domu Dziecka w Bolesławcu.

Sprawa jest na tyle poważna dla powiatu, że starostwo powinno się porozumieć z Zakonem Sióstr Elżbietanek. Zwłaszcza, że jest to zadanie własne starostwa. Zarząd Powiatu powinien szukać dróg pokojowych, albo rozpocząć zwykłe handlowe negocjacje. Ale żołnierza pociąga żołnierka, starcie bezpośrednie, manewry, w huku dział żołnierz może się zrealizować.

Może w takim wypadku lepiej będzie wysłać wicestarostę Chwojnickiego na długie wakacje do kraju, gdzie trwają prawdziwe walki (zapalnych punktów na mapie świata nie brakuje). Albo urządzić mu własny, prywatny poligon w rozległych Borach Dolnośląskich. Można mu dać nawet broń. Teren tylko porządnie oznakować i strzec przed pokojowo nastawionymi obywatelami, którzy urzędniczych wojen sobie nie życzą.

Grażyna Hanaf