Nauczycielka wygrała proces z MZS nr 3

Nauczycielka wygrała proces z MZS nr 3
fot. B.org Po kilku miesiącach zakończył się proces nauczycielki zwolnionej z Miejskiego Zespołu Szkół nr 3 w Bolesławcu. Kobietę zwolniono po powrocie z urlopu macierzyńskiego.
istotne.pl sąd, szkoła, zwolnienie

Zwolniona nauczycielka jest polonistką z 22-letnim stażem pracy. Kobieta wróciła do pracy w Miejskim Zespole Szkół nr 3 (MZS nr 3) po urlopie macierzyńskim, w kwietniu 2012 roku. Jej powrót do szkoły po urodzeniu dziecka okazał się zaskakująco trudny.

Miała wśród polonistów zatrudnionych w MZS nr 3 najwyższe kwalifikacje z danego przedmiotu i posiadała uprawnienia, które pozwalały na zatrudnienie jej na pięciu różnych stanowiskach. Nie dotyczyło jej żadne z kryteriów, na podstawie których redukuje się etaty w MZS nr 3.

Z długoletnim stażem pracy, wysokimi kompetencjami, jakie zdobyła w trakcie kariery zawodowej, i ujęciem jej w arkuszu organizacyjnym szkoły przed urlopem macierzyńskim nawet nie pomyślała o tym, że można ją zwolnić.

Ale po rozpoczęciu pracy, kobieta dowiedziała się, że na jej stanowisku pracuje już inna nauczycielka, a ona sama jest zbędna. Rozmowy pojednawcze z dyrektorką nie przyniosły efektów. Po miesiącu dyrektorka ją zwolniła.

Kobieta odwołała się od tej, niezrozumiałej dla niej, decyzji do Sądu Pracy, żądając przywrócenia do pracy na poprzednio zajmowane stanowisko. Proces wygrała pod koniec stycznia 2013 roku. Wyrok jest nieprawomocny.

Bo to zła nauczycielka była

Gdy zwolniona nauczycielka sprawę skierowała na drogę sądową, okazało się, że przedstawiane w trakcie procesu argumenty były zupełnie inne od tych, które jej przedstawiono podczas wręczania wypowiedzenia.

Na sali sądowej zaatakowano ją bezpardonowo. Usłyszała, że ponoć nie angażowała się w życie szkoły, że jej praca miała być uboga, że prowadzone przez nią klasy podobno nie uzyskiwały wysokich wyników egzaminów, że zbyt rzadko oceniała uczniów i nie uzyskała jakiejś „wymaganej liczby” wystawianych uczniom stopni.

W pismach procesowych nazywano jej pracę najsłabszą i najgorszą, a jej osobę niekompetentną. Zarzucano również, że zbyt często chodziła na zwolnienia (okres dotyczył czasu, kiedy była w ciąży). W tych samych pismach znaleźć można było również pomawiające ją informacje na temat jej osobistego życia rodzinnego.

Zwolniona kobieta gorzko przyznała, że niesłusznej ocenie została poddana nie tylko jej praca, ale również osoba, oraz że spotkała się ze zwykłymi pomówieniami. Jej wiara w ludzką uczciwość poddana została wielkiej próbie. A wyjaśnienie, dlaczego zwalnia się właśnie ją, uznała za makiawelizm we współczesnym wydaniu.

– Wyglądało to tak, jakbym zostałam ukarana, że urodziłam dziecko – mówi polonistka. – To paradoks w czasie, gdy grzmi się o zmniejszającej się liczbie dzieci w Polsce. Niestety, polityka prorodzinna w naszym kraju znów okazała się mitem – dodaje rozgoryczona.

Sprawiedliwości stało się…?

W ostatnim piśmie procesowym nauczycielka wskazała dodatkowo na ruchy kadrowe dyrektorki MZS nr 3. Dyrektorka mogła – jej zdaniem – utrzymać etat polonistki, gdyby nie zatrudniła emerytowanego nauczyciela (przywracając go z emerytury).

To posunięcie kadrowe, jak dowodziła zwolniona kobieta, było niezgodne z wytycznymi prezydenta. W piśmie do dyrektorów była jasna informacja, że zatrudnienie emerytowanych nauczycieli może nastąpić tylko w przypadku, gdy na rynku pracy brakuje nauczycieli czynnych zawodowo.

Po wygranym procesie i ewentualnej apelacji polonistka prawdopodobnie zostanie przywrócona do pracy, ale zwycięstwo jej będzie pyrrusowe. Nauczycielka nie wierzy w miłą atmosferę i możliwość bezstresowej pracy pod kierownictwem dyrektorki, która tak usilnie starała się ją zwolnić.

– Wrócę do szkoły, bo lubię tę pracę – mówi. – Mam nadzieję, że moja sprawa będzie powodem do zmian na lepsze, gdy znów zacznie się redukować etaty, i przykładem, jak nie należy postępować – dodaje polonistka.

(informacja: G.H.)